NFZ rozsyła listy. Że za dużo recept wypisują. Lekarze przerażeni

Ponad 4 tysiące specjalistów ze Śląska otrzymało informacje, że wypisało więcej recept na leki refundowane niż wynosi obliczona dla nich średnia. Lekarze są zdezorientowani. Wypisują za dużo, czyli będzie kontrola? Mają wypisywać mniej recept? Fundusz zapewnia: Tylko informujemy. I zapowiada, że podobną informację otrzymywać będą lekarze w innych rejonach kraju.
- Przyjmuje dużo pacjentów, a co za tym idzie wypisuję dużo recept, także tych na leki refundowane - mówi TOK FM Barbara Gorczyca, neurolog ze szpitala w Sosnowcu. Jako jedna z ponad czterech tysięcy lekarzy otrzymała tajemniczy list z funduszu zdrowia. - Byłam zaskoczona i nie ukrywam, że się wystraszyłam - mówi Gorczyca i cytuje pismo, zgodnie z którym przekroczyła średnią na wypisywanie leków refundowanych o trzysta procent. - Nie wiem, co to za limit, jak oni to obliczyli, ale przestraszyłam się, że będę miała w związku z tym jakąś kontrolę - mówi lekarka i dodaje, że uspokoiły ją dopiero informacje, że podobne listy otrzymali także jej koledzy po fachu.

"Tylko informujemy"

W śląskim oddziale Narodowego Fundusz Zdrowia słyszymy, że akcja ma na celu tylko informować. - Nie chodzi tu o kontrolę czy ocenianie lekarzy - zapewnia Jacek Kopocz, rzecznik oddziału. Wyjaśnia, że to tylko informacja, dzięki której lekarz wie, czy ktoś na przykład w jego imieniu nie wypisuje fałszywych recept. - Recepty są często fałszywe, oszuści kradną podrabiają i pieczątki. Informacja o przekroczeniu limitu ma służyć lekarzowi. Jeśli ten zobaczy, że on nie wypisał tylu recept, to wtedy możemy wspólnie z policją i Izbą Aptekarską sprawdzić, czy rzeczywiście nie doszło do popełnienia przestępstwa - mówi w rozmowie z TOK FM Kopocz. I dodaje: rozsyłanie listów to reakcja na sygnały ze strony samych lekarzy, którzy chcieli znać swoją sytuację, jeśli chodzi o wypisywanie recept.

- W piśmie nie było słowa wyjaśnienia, że to akcja informacyjna i czemu ma służyć - mówi neurolog Barbara Gorczyca.

"Mobbing, wywieranie presji, skandal"

W Naczelnej Radzie Lekarskiej pytamy, czy środowisko lekarzy słyszało o takich prośbach. - Nie docierały do nas takie sygnały - mówi jej prezes Maciej Hamankiewicz. Jego zdaniem akcja funduszu w niczym nie pomoże, za to może bardzo zaszkodzić. - To działania mobbingujące, zmierzające do tego, żeby lekarze najlepiej nie leczyli i nie wypisywali recept na leki refundowane - mówi prezes rady. On jak i inni lekarze odbierają listy jako próbę wywierania presji na lekarzy, by wypisywali mniej leków refundowanych, bo wtedy te pieniądze pozostaną w funduszu. - NFZ nie jest od tego, żeby oszczędzać na pacjentach, tylko im pomagać - mówi Hamankiewicz.

Rzecznik śląskiego funduszu zapewnia, że nie to jest celem akcji. - To jest duża nadinterpretacja. W stosunku do lekarzy nie wyciągamy żadnych konsekwencji, tylko informujemy - zapewnia Jacek Kopocz.

Nikt nic nie wie

Lekarze zapewniają, że nie sprzeciwiają się idei akcji, ale formie w jakiej ona jest prowadzona. - Nikt nie wie, jak fundusz wyliczył średnią dla danej specjalności. Ja też jestem lekarzem, ale prawie w ogóle nie wystawiam recept. Robią to moi asystenci. Ja też jestem brany pod uwagę przy wyliczaniu średniej? - pyta Hamankiewicz i przypomina, że na zachodzie takie akcje są prowadzone. - Tam nie polega to na zastraszaniu lekarzy, ale na wspólnej analizie otrzymywanych informacji. To co robią polscy urzędnicy to skandal - mówi prezes.

Najlepiej poleconym

Tylko w marcu śląski fundusz wysłał 4300 listów. W każdym przypadku były to listy polecone. - Narodowy fundusz oszczędza na kontraktowaniu świadczeń, ale chętnie płaci poczcie polskiej za wysyłanie takich przesyłek - komentuje prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. A fundusz odpowiada: Taka informacja musi dotrzeć do rąk lekarza.

Jacek Kopocz zaznacza, że nakłady poniesione na listy polecone się zwrócą. - Jeżeli dzięki tej akcji odkryjemy wspólnie z lekarzami jakieś nieprawidłowości, to zwróci się to z nawiązką. Tak było już w przeszłości - dodaje. Na Śląsku akcja jest prowadzona od trzech lat, ale do tej pory listy otrzymywała zaledwie garstka lekarzy. W centrali Narodowego Funduszu Zdrowia słyszymy, że podobnie sytuacja ma wyglądać w całym kraju.

DOSTĘP PREMIUM