"Zbieram kupy, bo lżyłem prezydenta". Co z robić z oszczercami z Krakowskiego Przedmieścia?

- Jeżeli nie będziemy reagować na chamstwo, to wejdzie nam ono pod skórę - powiedziała w Poranku Radia TOK FM Renata Kim z tygodnika "Wprost". O opamiętanie się mediów apelował Paweł Bravo z "Rzeczpospolitej". - Relacja na żywo z mycia tablicy pamiątkowej, która została obrzucona kałem, to nie jest zadanie dla stacji telewizyjnej - ocenił.
Publicyści poruszyli gorący po 10 kwietnia temat publicystyczny - karanie manifestantów z Krakowskiego Przedmieścia. Czy można w Polsce bezkarnie lżyć najgorszymi wyrazy premiera i prezydenta? - zadał pytanie Jan Wróbel i przytoczył dwa stanowiska.

Karać czy przemilczeć?

Argument Ewy Siedleckiej z "Gazety Wyborczej" przeciw karaniu jest taki, że to tylko stworzy męczenników. Także redaktor naczelna TOK FM Ewa Wanat jest przeciwna karaniu demonstrujących. "Niepokoją mnie nawoływania do zrobienia porządku z ludźmi demonstrującymi na Krakowskim Przedmieściu, podważanie ich prawa do ''zawłaszczania przestrzeni publicznej'', wezwania do karania. (...) Nie chcę, żeby ktoś podważał prawo gejów i lesbijek do głośnej, publicznej krytyki polskich władz, do noszenia transparentów i wznoszenia okrzyków - nie zawsze łagodnych, często i obraźliwych i agresywnych - dlatego dbając o wolność tych, z którymi się zgadzam, poważnie niepokoję się o wolność tych, z którymi mi nie po drodze" - napisała na swoim blogu.

Stanowisko przeciwne przedstawia w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" Halina Flis-Kuczyńska, że jak nie reagujemy na zło, to ono się rozprzestrzenia. Zgodziła się z tym Renata Kim, dziennikarka "Wprost". - Jeżeli nie będziemy na to reagować, to chamstwo wejdzie nam pod skórę. Uznamy, że to jest norma, że każdego można opluć, na każdego nadepnąć, każdego skopać i że to jest normalne, bo nie ma na to kary. Bliska mi jest wizja karania np. przez prace społeczne. Nie musi być tak, że za lżenie od razy do ciupy.

Jan Wróbel przypomniał sobie pomysł Joanny Szczęsnej z "Gazety Wyborczej": - Najlepiej, gdyby mieli pomarańczową kamizelkę z napisem "Zbieram kupy, bo lżyłem prezydenta", a na głowie mieli taką dużą czapkę z tektury z oślimi uszami - powiedział.

Polacy przyzwyczajeni, że dostają kolejną awanturę w momencie, kiedy ona się dzieje

W tekście Ewy Siedleckiej pojawił się argument, żeby nie ścigać obrażających po sądach, bo "stronnictwo smoleńskie żywi się, jak Lepper, także tym, że jest w centrum uwagi". Autorka zaapelowała do kolegów dziennikarzy, żeby zabrać kamery z Krakowskiego Przedmieścia i pewnych rzeczy nie pokazywać.

- Może to zbyt radykalna propozycja. Jednak dla ludzi skłonnych, żeby łatwo się zapalić i eskalować konflikt, bycie w centrum uwagi jest tylko dodatkowym paliwem - zgodził się z tezą Siedleckiej Andrzej Godlewski z "Polski". - To jest taki rodzaj sprzężenia zwrotnego z mediami. My występujemy jako recenzenci rzeczywistości, trochę bardziej zdystansowani, przytomniejsi, mający jakąś pamięć, powinniśmy być pierwsi mądrzy i cofnąć się o krok - powiedział Godlewski.

Kim oceniła tę propozycję jako absolutnie nierealną. - Mamy telewizje informacyjne, radia działające całą dobę i Polaków przyzwyczajonych do tego, że dostają kolejną awanturę w momencie, kiedy ona się dzieje. Więc my będziemy dalej pokazywać, komentować i o tym opowiadać - powiedziała Kim.

- Tylko co innego relacjonować, a co innego kreować - skomentował Paweł Bravo z "Rzeczpospolitej". - Trzeba też zachować jakiś umiar. W zeszłym roku nastroje przed Pałacem były jeszcze bardziej gorące. A jednak relacja na żywo z mycia nowo umieszczonej tablicy pamiątkowej, która została obrzucona kałem, to nie jest zadanie dla stacji telewizyjnej. Jestem za tym, żeby była pamięć, ale też opamiętanie. Nie może być tak, że np. przed ambasada japońską można składać kwiaty i znicze w hołdzie Japończykom, a przed Pałacem Prezydenckim to jest natychmiast likwidowane, nawet te tulipany, które się tam pojawiły w rocznicę katastrofy. Nie tylko dziennikarze, ale też niektóre służby publiczne mają coś na sumieniu - ocenił Paweł Bravo.

DOSTĘP PREMIUM