Tybet ma nowego premiera. "Dalajlama pozostanie charyzmatycznym i duchowym przywódcą"

Lobsang Sangay, 43-letni absolwent Uniwersytetu Harvarda, został nowym premierem tybetańskiego rządu na uchodźstwie. Sangay urodził się już w północno - wschodnich Indiach i nigdy nie był w Tybecie. Znant tybetolog tlumaczy, jaka jest teraz sytuacja kraju, którym będzie rządził.
Do tej pory przywódcy polityczne i duchowe nad Tybetańczykami pełnił Dalajlama, ale zapowiedział rezygnację z funkcji politycznych.

Dr Robert Barnett to jeden z najbardziej cenionych na świecie tybetologów z Uniwersytetu Columbia.

Agnieszka Lichnerowicz: Dalajlama od lat zapowiadał, że zrezygnuje z funkcji politycznych. Dlaczego demokratyzacja jest dla niego taka ważna?

Dr Robert Barnett: Po pierwsze, Dalajlama musi myśleć o tym, co się stanie po jego śmierci, albo gdy stanie się zbyt stary, by rządzić. Próbuje więc już teraz wzmocnić świecką administrację, by ta mogła działać, gdy zabraknie charyzmatycznego przywódcy.

Tradycyjny tybetański system z Lamą jako przywódcą jest świetny, gdy jest nim charyzmatyczny człowiek. Ale jest straszny, jeżeli chodzi o proces sukcesji. Po śmierci przywódcy konieczne jest znalezienie dziecka - jego następcy, potem trzeba je wykształcić. To trwa 20 lat. I to jest jeden z historycznych powodów dla, których Tybet był taki słaby. Dalajlama próbuje teraz wyeliminować to zagrożenie. Ale próbuje też wprowadzić Tybet w nowoczesny świat. Mówi o tym od samego początku, od kiedy przyjechał do Indii 50 lat temu.

Wydaje się, że zależy mu również na sekularyzacji. Podejrzewam, że w tej jego deklaracji nie chodzi tylko o przejście na emeryturę. Dalajlama domaga się równocześnie od Parlamentu, by zmienił konstytucje na uchodźstwie, tak by zreformował system teokratyczny z lamą jako liderem.

Jak by nie było on i tak utrzyma swój status. Charyzmatycznego i duchowego przywódcy.

Na zachodzie Tybet to Dalajlama. Czy nie ma zagrożenia, że jak on odejdzie na emeryturę to Zachód zapomni o Tybecie?

Ma Pani rację. Ale zawsze musimy pamiętać, o co tu naprawdę chodzi. A nie chodzi tu o Dalajlamę, czy o Tybetańczyków na uchodźstwie. Tu chodzi o to, czy Tybetańczycy w Tybecie zgadzają się na to, by rządziły nimi Chiny. Dalajlama jest ich głosem. Kanałem dla ich pragnień i poglądów. Dla Chin jest natomiast szansą na rozwiązanie tego problemu. Z dalajlamą mogą rozmawiać. 97 procent Tybetańczyków, czyli 5 i pół miliona ludzi żyje w Tybecie. I to o ich aspiracje i pragnienia są ważne. A czego oni pragną? Obserwujemy tam wielki opór i protesty przeciw rządom Chin. I to wyzwanie dla Pekinu

Ale czy Tybetańczycy mają wybór?

Oczywiście, że nie mają wyboru, czy będą w Chinach. O to już dba armia i służby bezpieczeństwa. Ale mogą wybierać w co wierzą i kogo uznają. W tym sensie, oni maja ogromną moc, bo inaczej niż społeczeństwa demokratyczne Chiny są wciąż systemem wymagającym konsensusu. Ten system jest oparty na micie o całkowitym poparciu ludu. Cały czas domaga się od Chińczyków i Tybetańczyków, by potwierdzali, że kochają Partie Komunistyczna. To wielka słabość chińskiego systemu. Tybetańczycy nie stanowią nawet połowy procenta chińskiego społeczeństwa, mają jednak te niezwykłą pozycję, bo cały czas grożą, że wycofają swoją zgodą.

Mówi Pan, że chodzi o to, czego chcą Tybetańczycy, ale jak mamy te ich aspiracje poznać? Mówi Pan, że w Tybecie jest wielki opór? Ale czy wiemy, że wszyscy Tybetańczycy popierają protesty?

To jest rzeczywiście ogromne wyzwanie. Szczególnie, dla ludzi takich jak ja, którzy starają się być obiektywnymi badaczami Tybetu. Mi teraz nawet nie wolno wjechać do Tybetu, ale nawet gdybym tam był, nawet bym nie marzył o zadaniu pytania ludziom, bo to mogłoby przynieść im kłopoty.

Ważne są więc dla nas rozmowy z np. Polakami, ludźmi, którzy żyli w szponach podobnego systemu. Próbujemy zrozumieć, jak mamy analizować ten system, jak interpretować oficjalne wypowiedzi ludzi. Nie chcemy przecież dać się zmanipulować propagandzie nacjonalistów i aktywistów szmuglujących na zewnątrz informacje, które bywają bardzo emocjonalne.

To co mógłby Pan powiedzieć o Tybetańczykach w Tybecie?

Wydaje się, że jest tam wielkie poparcie dla roli Dalajlamy, jako ich rzecznika. Masowe poparcie. Prawdopodobnie zostało tylko wzmocnione przez chińskie ataki na Dalajlamę i zakaz czczenia go. Nie wiemy jednak wiele na temat tego co Tybetańczycy myślą o niepodległości. W 2008 r. było ok 150 protestów, ale nie wiemy, czy to oznacza, że oni chcą właśnie niepodległości. Wydaje się, że większość Tybetańczyków chce pragmatycznego rozwiązania. Takiego jak proponował Dalajlama. Tybetańczycy podejmowaliby decyzje o kulturze i edukacji. Myślę, że zgodziliby się taki na kompromis jeśli zaakceptowałby go Dalajlama. Ale czas na to się kończy.

Ale czy Tybet to nie jest już przegrana sprawa? Docierały do nas przygnębiające informacje o destrukcji kultury tybetańskiej.

Te alarmujące są oczywiście przesadzone. Tybet ma kwitnąca i silną kulturę. Partia Komunistyczna Chin, o czym mało mówimy, prowadzi bowiem swoistą politykę balansowania. Z jednej strony jest opresja i siła, z drugiej uwodzenie, czar i kompromis. W wielu sprawach odpuściła Tybetańczykom. Współczesna literatura, poezja, sztuka kwitną i to znacznie silniej niż sobie wyobrażamy. Ale inne formy kultury, czczenie Dalajlamy, niektóre dyskusje intelektualne, czy jakakolwiek dyskusja o historii są całkowicie zakazane.

Kultura jest więc bardzo bogata, ale zagrożona. Przede wszystkim przez chińską politykę imigracji, polegającą na zachęcaniu Chińczyków, z pomocą bodźców ekonomicznych, do przenoszenie się do Tybetu. To ma bardzo negatywny wpływ. Szczególnie, jak dodamy do tego politykę edukacyjną, która faworyzuje język chiński. To jest naprawdę poważne zagrożenie dla tybetańskiej kultury.

Ale, jak mówię, ten obraz jest bardzo zróżnicowany. Ale nie ma już wiele na czasu na kompromis Chin z Dalajlamą. Chiny grają w rosyjską ruletkę. Oni zawsze tak negocjują. Spychają Dalajlamę pod samą ścianę i dopiero wtedy zgadzają się na ustępstwa.

Kiedy mogłoby dojść do kompromisu?

Wtedy gdy Chińczycy uznają, że mają Dalajlamę na kolanach.

Jaką ofertę Chińczycy złożą Dalajlamie?

Na pewno nie zgodzą się na połączenie wszystkich ziem tybetańskich. Ale Dalajlama zabiega mieć też o autonomię kulturalną i edukacyjną i to jest już bliższe ich poprzednim ofertom.

Dam taki teoretyczny przykład. Na przykład Chińczycy mogą zaoferować, że ograniczą migracje do Tybetu, a to jedna z ważnych dla Dalajlamy kwestii. Ale w zamian mogą zażądać, by Dalajlama wrócił do Tybetu, zamieszkał w pałacu i zamilknął. Być może będzie musiał się na to zgodzić.

Obserwujemy więc grę negocjacyjna, i zbliżamy się do jej finału. Ale jeżeli Chińczycy nie rozegrają dobrze kart, nie złoża mu wystarczającej oferty, to na dekadę stracą okazję na porozumienie. Nie będą mieli z kim rozmawiać. Ta jego decyzja o emeryturze i sekularyzacji to również wielkie ustępstwo w stronę żądań Chin.

Dr Robert Barnett z Columbia University - jest jednym z najbardziej znanych i cenionych specjalistów zajmujących się współczesnym Tybetem. Twórca Modern Tibetan Studies Program na Uniwersytecie Columbia.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny