MEN nie boi się bomby demograficznej

Ponad 450 szkół w przyszłym roku ma zostać zlikwidowanych. Kolejne 151 nie przyjmie nowych uczniów - wynika ze statystyk Ministerstwa Edukacji Narodowej. I choć ta liczba co rok spada, pozostaje pytanie co będzie, gdy niż demograficzny się skończy? Czy czekają nas tłumy zdających do szkół, co z pewnością pamiętają ci, którzy urodzili się w pierwszej połowie lat 80-tych? Teraz właśnie to pokolenie zakłada rodziny. Może już teraz powinno się zacząć myśleć o wyżu rodzącym wyż?
- Jak się patrzy globalnie na Polskę, to mamy 10 uczniów na nauczyciela. Na razie nie ma co się spodziewać jakiegoś konkretnego skoku - zapewnia Grzegorz Żurawski, rzeczniki MEN. - Te liczby urodzeń rosną z roku na rok o około 20-30 tysięcy, a roczniki, które odchodzą z systemu edukacji są większe o 200-300 tysięcy uczniów - tłumaczy.

Czyli więcej młodych ludzi odchodzi ze szkół niż do nich przychodzi. Według przygotowanych dla urzędników statystyk Głównego Urzędu Statystycznego do 2020 roku liczba młodzieży między 16 a 18 rokiem życia spadnie o pół miliona. To przekłada się na finanse, bo placówki dostają subwencję na każdego ucznia. Szacunki na przyszły rok mówią o ponad 360 podstawówkach, 43 gimnazjach i 51 szkołach ponadgimnazjalnych, które zostaną zamknięte.

Rok szkolnyLiczba likwidowanych szkół
2006/2007653
2007/2008608
2008/2009602
2009/2010541
2010/2011582
2011/2012457 (przewidywania)
Recepty i sprzeciwy

Ministerstwo proponuje dwa rozwiązania, które mają pomóc samorządom w unikaniu zamknięć - pierwsze to łączenie szkół we wspólnie zarządzane grupy. Pomysł ten przede wszystkim wpłynąłby na pracę nauczycieli, bo dzieci pozostałyby w tym samym budynku i miejscu co dotychczas. Natomiast pedagodzy pracowaliby nie dla konkretnej szkoły, lecz dla grupy, według grafiku ustalonego przez dyrektora.

- Nauczyciele będą zatrudnieni na jeden porządny etat - tłumaczy Żurawski - Zamiast, tak jak w tej chwili, starać się o ćwiartki etatów w czterech różnych placówkach.

Drugie rozwiązanie zawarte w nowelizacji, to możliwość przekazywania szkół przez samorządy pod zarząd organizacjom pozarządowym. Pomysł ten ostro krytykował Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Jeżeli tak się stanie, to oświata przestanie być zadaniem państwa. Wszystko przejmą fundacje i stowarzyszenia, a to oznacza koniec spójnego systemu edukacji - mówi.

ZNP już zapowiedziało, że będzie organizować akcje protestacyjne, jeśli ten pomysł wejdzie w życie.

Oba rozwiązania zostały zawarte w nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Posłowie mają dopiero nad nią głosować. Jeśli zostanie przyjęta już od września część szkół będzie mogła się przekształcić. Do tej pory, by przejść pod zarząd organizacji pozarządowej, placówka najpierw musiała być likwidowana, a potem zakładana na nowo.

To oznaczało kilkumiesięczny okres zawieszenia i brak subwencji z budżetu i tym samym utrudniało takie przekształcenie.

DOSTĘP PREMIUM