Trójmiasto: Niechęć przed wizytą Steinbach. ?Przypomina mi faszystów"

Bez wrogości, ale z nieukrywaną niechęcią podchodzą Kaszubi do planów Eriki Steinbach. Szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych niedzielę i poniedziałek spędzi na Pomorzu. W planie miała m.in. odwiedzenie miejsca, w którym przyszła na świat, czyli leżącej w sąsiedztwie Gdyni Rumi. W mieście trudno znaleźć kogokolwiek, kto czekałby na Erikę Steinbach z otwartymi ramionami.
Nie będzie tu mile widziana - mówi reporterowi TOK FM jedna z mieszkanek - Przypomina mi faszystów. Ma kontrowersyjne wypowiedzi w stosunku do tych ziem - dodaje przechodzący obok mieszkaniec - Nie powinna tu przyjeżdżać - dodaje.

- Kaszubi są nastawieni może nie wrogo, ale na pewno krytycznie i niechętnie - tłumaczy taksówkarz - Pamiętamy, co Niemcy tutaj wyprawiali. Może być rozróba - kiwa głową starszy pan - Nikt jej tu nie chce.

Rozróby raczej nie będzie, bo Erika Steinbach - jeśli pojawi się w Rumi - to prywatnie. Chciała oficjalnie spotkać się z władzami miasta, ale burmistrz Elżbieta Rogala-Konczak postawiła warunek: Powiedziałem, że zapraszam, ale zaczniemy wizytę od złożenia kwiatów na kwaterach żołnierzy, którzy tutaj polegli - opowiada - Pomodlimy się, pochylimy głowy, a później, jak to u Kaszubów, posiedzimy przy kawie i kuchu (kaszubskie ciasto - red.) i porozmawiamy o tym, co było. Dostałam odpowiedź od konsula, że pani Steinbach rezygnuje z oficjalnej wizyty w Rumi - dodaje burmistrz.

- Gdybym mógł, to powiedziałbym jej, żeby pamiętała, że to ona i jej rodzice byli tu najeźdźcami - gestykuluje żywiołowo jeden z mieszkańców - Jej ojciec był w Wehrmachcie. Mieszkali w domu, który odebrali Polakom. Ona udaje, że było inaczej - dodaje. - W Rumi usłyszałaby, że nie może mijać się z prawdą.

- Jeśli pani Steinbach mówi, że została z Rumi wypędzona, to mówi nieprawdę - mówi burmistrz Rogala-Kończak. - Jej matka przyjechała tu z tobołkami i z tobołkami wyjechała. Uciekała przed Armią Czerwoną, a Polacy jej pomagali - dodaje - Gdyby nie to, zginęłaby z głodu. Naiwnie myślałam, że chce przyjechać zobaczyć miejsce swojego urodzenia i podziękować Polakom, że pomogli jej uciec - rozkłada ręce burmistrz - Teraz widzę, że chciała narobić wokół siebie rozgłosu, zmobilizować elektorat w Niemczech i tyle - stwierdza.

- Jeśli chce przyjechać prywatnie niech przyjeżdża. Jeśli chce spotkać się z mniejszością niemiecką, ma do tego prawo - kwituje pani burmistrz - U nas turystów jest wielu. To jest normalne, że po ulicy idzie ktoś, kto nie jest Polakiem. Chyba, że będzie prowokowała, wtedy może ją spotkać coś przykrego - dodaje.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM