Jak to jest być dzieckiem w Wilkowie? "Żal mi domu i klocków"

Chodzą do szkoły, bawią się. Niektóre zamknęły się w sobie, inne stały się agresywne. Część gorzej się uczy, inne udają, że wszystko jest w porządku. Choć bywa różnie. Dzieci i młodzież z dwukrotnie zalanej przez powódź gminy Wilków na Lubelszczyźnie. - Czasem mi się śni, że jestem na motorówce, a wszyscy się topią - odpowiada jedno z dzieci. Boją się większego deszczu.
Janek jest z Wilkowa, ale dziś uczy się w pierwszej klasie renomowanego III LO w Lublinie. Do Wilkowa nie chce wracać. Nawet na chwilę. W szkolnej gazetce pojawił się jego tekst. Bardzo poruszający, pełen emocji i bólu.

"W ubiegłe wakacje byłem świadkiem tego, jak rozpada się mój świat. Z dnia na dzień moi najbliżsi, znajomi i ci, których nie znałem, tracili to, na co pracowali przez całe swoje życie, wynosząc swój dobytek w dwóch plastikowych reklamówkach".

Tekst powstał jako praca domowa. - Pani profesor od polskiego zadała nam napisanie wypracowania o cierpieniu - opowiada Janek. - Zacząłem pisać o Hiobie i o tym, jak on cierpiał i trwał w swojej wierze. Ale pomyślałem, że mogę napisać o sobie. Dlaczego czegoś nie opowiedzieć z prawdziwego życia? I emocje zostały przelane na papier.

Budziłem się i zakładałem maskę

Pani profesor zdecydowała, że to musi się ukazać: żeby ktoś się dowiedział, jak młody chłopak odebrał powódź, co wtedy czuł.

Janek napisał m.in. o tym, że przez pewien czas udawał, że wszystko jest w porządku. "Ja sam () nie mogłem doprowadzić się do normalnego stanu. Budziłem się w nocy cały spocony, rano wstawałem i nakładałem na siebie maskę. Grałem całkiem dobrze, udawałem, że wszystko jest w porządku". Przed kim i co musiał udawać? - Nie mogłem się odnaleźć w tym wszystkim. Chciałem, żeby było normalnie. I tak postanowiłem. Chodziłem do szkoły, uczyłem się, ale jak wracałem do domu, już nie musiałem udawać. To było ogromne przybicie, nie miałem chęci na nic. To odbiło się na nauce, na pracach domowych - opowiada licealista z Wilkowa.

Dziś tamten czas minął, ale wspomnienia wciąż wracają. M.in. dlatego, Janek nie chce jeździć do Wilkowa. Nie dał się namówić na wyjazd reporterce TOK FM. Choć, jak mówi, dziś stara się do powodzi nie wracać. - To chyba jest jakiś mechanizm obronny, że chciałbym o tym zapomnieć, wyrzucić z pamięci.

Dzieci się zmieniły: gorzej się uczą, zamknęły się w sobie

Zuzanna Bełżek jest pedagogiem w gimnazjum w Wilkowie. Przyznaje, że w szkole po powodzi bywało różnie. Dzieci się zmieniły. - Przede wszystkim wśród tych uczniów, którzy dobrze się uczyli, było takie rozluźnienie. Część z nich zamknęła się w sobie. Choć z drugiej strony zauważa się też, że niektórzy są może bardziej agresywni, bardziej wybuchowi - dodaje.

W szkołach w Wilkowie nie ma psychologa. Ale nawet jak tuż po powodzi psycholodzy byli, dzieci i młodzież nie za bardzo chcieli rozmawiać. Woleli otwierać się sami przed sobą, wśród kolegów. - To chyba dało im więcej niż rozmowa z psychologiem, bo oni się rozumieli. Większość z nich była przecież w podobnej sytuacji - mówi Joanna Rządkowska, mama Janka i nauczycielka języka polskiego w gimnazjum w Wilkowie. Jak dodaje, po powodzi dzieci i młodzież szybciej wydoroślały.

"Widzę jak wszyscy się topią". Złe sny wciąż się zdarzają

Ewa chodzi do czwartej klasy Szkoły Podstawowej w Wilkowie. Pochodzi z Zastowa Karczmiskiego, małej miejscowości, która była kompletnie zalana. Obrazy sprzed roku ciągle wracają. - Jak ta woda płynęła, jak ciągle płakałam. Wszyscy wszystkie zwierzęta wynosili, traktory, samochody. Uciekliśmy na wał, przyjechała łódka. I z ciocią i babcią popłynęliśmy do drugiej cioci - opowiada.

Mówi, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Już co prawda wróciła do domu, ale dom jest inny. - Na ścianach ciągle wychodzi grzyb. I wszyscy się boją, że woda znów przyjdzie - mówi bardzo dojrzale Ewa.

Żal domu i klocków, które zabrała woda

Kamil jest uczniem trzeciej klasy podstawówki. Też nie potrafi zapomnieć. - Przypomina się, jak wszystko stało w wodzie, cała gmina Wilków. To ciągle wraca - mówi Kamil. Najbardziej żal mu domu, który był zalany i klocków, które zabrała woda. Do dziś czasami miewa złe sny. - Czasami mi się śni, że sam siedzę na motorówce i widzę jak wszyscy się topią i nikt nie przeżyje z całej gminy - opowiada.

Kuba, uczeń klasy czwartej, sam do powodzi nie wraca. Ale wraca jego 4-letnia siostra. - Małe dzieci zawsze najwięcej zapamiętują - mówi z rozwagą Kuba. Przyznaje, że cała rodzina boi się kolejnej wody. - Bo tak mówią, że może być.

Rafał w tym roku kończy gimnazjum w Wilkowie. - Na pewno wszystkie wspomnienia zapadną do końca życia. Musiałem się nauczyć wytrwałości i siły, żeby to jakoś przetrwać - opowiada.

Rafał jest chłopakiem pogodnym, pozytywnie nastawionym do życia. - Na pewno nie da się odbudować wszystkiego, co było kiedyś, ale trzeba wracać do normalnego życia. Wciąż dużo na polu trzeba zrobić, wyremontować mieszkanie - mówi gimnazjalista. Przyznaje, że i u niego w snach powódź wciąż jest żywa. - Kilka razy mi się śniło, że od nowa nas zalewa - mówi.

Trzeba zapomnieć

Pedagog Magdalena Zyska ze Szkoły Podstawowej w Wilkowie mówi, że w szkole na temat powodzi raczej już się nie rozmawia. - Dzieci i w trakcie powodzi i już po niej miały i mają tak zorganizowany czas, żeby oderwały się od tego - mówi. Przyznaje, że zdarza się, że dzieci boją się np. dużych opadów deszczu, ale to są wyjątki.

Szkoła w Wilkowie zapewnia dzieciom szereg zajęć pozalekcyjnych. Wśród nich m.in. sportwe. Dwie Ole z trzeciej klasy właśnie wróciły z wojewódzkiego turnieju piłki nożnej dla dziewcząt. Z dumą prezentują medale. O powodzi oczywiście pamiętają, ale mówią, że nie mają ani złych snów ani smutnych myśli. - Jednak dziś to jest takie dziwne uczucie, jak spojrzy się na to, co woda zniszczyła. Taki smutek - mówi Ola.

Nauczyciele o powodzi w szkole starają się z dziećmi nie rozmawiać. Ale niektórym z uczniów takich rozmów brakuje. - Uważam, że powinno się o tym przypominać i rozmawiać - mówi gimnazjalistka Patrycja. Jej zdaniem, rozmowy mogą pomóc. Ona sama do dziś słyszy szum napływającej wody, jak przedzierała się przez trawy i gałęzie. - Tych wspomnień nie da się wymazać z pamięci - mówi.

Dziś Dzień Dziecka.

Szkoły w Wilkowie cały czas czekają na wsparcie, np. zorganizowanie kolonii. Rok temu dzieci były na koloniach w górach i nad morzem. W tym roku nie ma ofert. Wszyscy, którzy chcą pomóc zorganizować dzieciom letni wypoczynek, powinni kontaktować się z wicedyrektor zespołu szkół w Wilkowie, Bożeną Rządkowską (tel. 0-81 828 10 12)

DOSTĘP PREMIUM