Kidawa-Błońska o Kamińskim: nie lubię takich ludzi

- Nie lubię ludzi, którzy mówią: ?Ten pan jest bardzo podejrzany. Ktoś powiedział, że jest złodziejem, bandytą, mordercą? i wychodzą. Rzucenie oskarżenia, a potem zabranie swoich zabawek i wyjście do innej sali jest niepoważne - tak wiceprzewodnicząca Klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska skomentowała w Poranku Radia TOK FM rewelacje Mariusza Kamińskiego o finansowaniu PO przez gangsterów.


Były szef CBA Mariusz Kamiński oświadczył w wywiadzie dla "Uważam Rze", że Mirosław Drzewiecki, były minister sportu, zaangażowany był w "proceder legalizowania pieniędzy mafii, czyli prania brudnych pieniędzy". Część środków miała trafiać na nielegalne finansowanie PO. Wiarą w prawdomówność byłego szefa CBA zachwiał jednak prokurator Piotr Skrzynecki, który zaprzeczył, by świadek koronny "Broda", na którego powoływał się Kamiński, mówił coś o finansowaniu PO przez gangsterów.

Jan Wróbel zapytał Małgorzatę Kidawę-Błońską, czy ta sprawa wspomogła kampanię wyborczą Platformy. - Ani nie wspomógł, ani nie zaszkodził. Nie lubię ludzi, którzy mówią: "Ten pan jest bardzo podejrzany. Ktoś powiedział, że jest złodziejem, bandytą, mordercą" i wychodzą. Jeżeli wiem, że takie rzeczy mają miejsce, to muszę mieć dowody - oddaję sprawę do prokuratury i robię to co należy. A oskarżenie, zabranie swoich zabawek i wyjście do innej sali nie jest poważne. Nie lubię tego ani w polityce ani w życiu. Takie pomówienia są najgorszą rzeczą - powiedziała posłanka PO i dodała: - Mariusz Kamiński chce wracać do polityki. Poprzednią kampanię budował w podobny sposób i podejrzewam, że chce to powtórzyć. ale dwa razy może się to nie udać - stwierdziła.

Tusk, Małysz, Szulawiak - celebryci na listach wyborczych

Kampania wyborcza ruszyła pełna parą - widać to po zapowiedziach o gwizdach na listach do Sejmu. SLD wystawia Martę Szulawiak, 26-letnią uczestniczkę programu "Top Model", a PSL namawia na start Adama Małysza. Wróbel rozmawiał z Kidawą-Błońską o obecnych już w parlamencie celebrytach, m.in. o Januszu Dzięciole, laureacie "Big Brothera", który mandat poselski dzierży już drugą kadencję.

- Miał bardzo trudny start. Udział w reality show był dla niego obciążeniem. To, że miał epizod w showbiznesie, nie znaczy, że nie może się realizować jako polityk i robić tej pracy dobrze - mówiła posłanka PO.



Wróbel powiedział, że tacy ludzie, jak Dzięcioł startują z niczego, jeśli chodzi o dorobek polityczny. Wypływają dzięki znanej twarzy albo znanemu nazwisku; często cudzemu, jak w przypadku najmłodszego posła tej kadencji Łukasza Tuska. - Taki człowiek jest wystrzelony na orbitę jak sputnik. A przecież trafia do Sejmu z ulicy - zauważył Wróbel.

- Ale to nie są ludzie z ulicy... - zaoponowała Kidawa-Błońska.

- Z telewizji. Dzięcioł z telewizji - dodał uszczypliwie Wróbel.

- Pan tylko znał jego jedną część. Wszyscy go znali z telewizji. Nie wiedzieli jednak, że znał się na samorządzie, że bardzo dobrze działał w Straży Miejskiej, że miał także inne kompetencje i umiejętności. To jest bardzo krzywdzące dla wielu debiutujących polityków, że ocenia się ich tylko po bardzo małym wycinku tego, co robią - co jest najłatwiejsze, najbardziej smakowite, najlepiej się nadaje na pierwsze strony gazet. Oczywiście zdarzają się błędy i trafiają do tego parlamentu osoby, które nigdy do niego nie powinny wejść. Ale historia bardzo szybko te osoby z parlamentu wymiata - takie przekonanie wyraziła wiceprzewodnicząca klubu PO.

Według posłanki PSL może się nie udać wciągnąć na listy Adama Małysza. - Zastanawiam się, czy on ze swoim temperamentem i doświadczeniem bycia zawsze na podium będzie się dobrze czuł w parlamencie. Bo to jest ciężka, żmudna praca i łączy się z całkowitą utratą wolności. To nie same przywileje, ja widzę więcej ograniczeń - powiedziała.

Wróbel był zainteresowany, czemu PO nie podśmiewa się z propozycji, aby posłanką została Marta Szulawiak. - Sami macie na nią chrapkę? - zapytał. - Nie, to jest bardzo zaskakujące i chyba dosyć krzywdzące dla tej osoby. Nie znam jej, ale z tego co wiem jej życie było dość trudne i musiała się zmierzyć z wielkimi przeciwnościami losu. SLD wybrał z jej życia tylko taki wycinek, który nadaje się na pierwsze strony tabloidu i chyba w ten sposób najbardziej ją skrzywdził. Już na początku odebrał jej szansę startowania w tych wyborach - oceniła Kidawa-Błońska.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM