Dworak w TOK FM: KRRiT nie jest bardziej upolityczniona niż życie społeczne w Polsce

- Myślę, że jesteśmy tak upolitycznieni, jak upolitycznione jest życie społeczne w Polsce - nie mniej, nie więcej. Wyrastamy z pewnej atmosfery życia publicznego obowiązują w mediach, jak i w innych dziedzinach życia - mówił Jan Dworak w TOK FM. Szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji był gościem programu ?Mediacje?.
Ewa Wanat: Dużo dostał Pan skarg na dowcipy Wojewódzkiego i Figurskiego o murzynach? (Czytaj więcej o audycji Wojewódzkiego i Figurskiego>> )

Jan Dworak: Kilka. Potraktowaliśmy tę sprawę bardzo poważnie. Jak każdą sprawę każdej skargi, która u nas się pojawia. Krajowa Rada ma stać na straży wolności słowa i swobody wypowiedzi - od tego jesteśmy. Są jednak pewne granice, łatwo można odwołać się do Ustawy o Radiofonii i Telewizji oraz Kodeksu Karnego. Tak naprawdę jednym z niewielu ograniczeń jest zakaz szerzenia nienawiści. Mówiąc w największym skrócie: traktuję to niesłychanie poważnie. Jeśli mamy budować nasze wspólne życie na demokratycznych warunkach to potrzebna nam wolność, ale taka wolność, której nie nadużywamy.

Słyszał Pan ten program?

- Nie słyszałem jeszcze tego programu. Jesteśmy bardzo staranni w przestrzeganiu procedur. Zwracamy się do nadawcy o realne nagranie, ponieważ chcemy posługiwać się nagraniem, co do którego prawdziwości nie mamy żadnych wątpliwości. Wtedy wysłucham tego materiału. Oni bronią się, że przybierali pewne role, aby wyostrzyć problemy, aby ukazać je w krzywym zwierciadle. Nie chciałbym się wypowiadać, dopóki nie usłyszę na własne uszy.

To jest program satyryczny, to nie jest forma dziennikarska. Satyra i karykatura jest chroniona prawem polskim i unijnymi dyrektywami. Satyrze więcej wolno.

- To jest taki gatunek, gdzie się żartuje, a czasem drwi czy kpi, ale to też jest ograniczone. Więcej wolno w stosunku do osób publicznych. Politycy czasem się z tego cieszą, a czasem im dolega, że są przedmiotem różnego rodzaju kpin. Pytanie, czy te osoby przywołane z imienia i nazwiska można nazwać osobami publicznymi i czy ta drwina czy krytyka miała jakiś związek z wykonywaniem funkcji publicznych.

Cytuję Deklarację Komitetu Ministrów Rady Europy pod tytułem ,,Swoboda uprawiania satyry": ,, Humor i satyra, które są pod ochroną artykułu dopuszczają większy stopień przesady, a nawet prowokacji, o tyle, o ile nie wprowadzają społeczeństwa w błąd, co do faktów." Tu nic nie ma o politykach i tak samo nie ma w prawie prasowym, w tym artykule 41 mówiącym o satyrze nie jest powiedziane, że to dotyczy tylko polityków, dotyczy to różnych rzeczy.

- W tym cytacie nie ma o tym mowy, ale jest również orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, są inne dokumenty. Zdecydowanie więcej wolno wobec osób, które pełnią funkcje publiczne. Wsłucham się w tę audycję, to będę miał własne zdanie na ten temat.

,,KRRIT podlega przeciążeniom życia politycznego"

Senat odrzucił sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wniosek w tej sprawie złożyła Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość ten wniosek poparło. Jeżeli zarówno Sejm jak i Prezydent podtrzymają decyzję Senatu to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przestanie istnieć. Czy uważa Pan, że Prezydent podpisze to sprawozdanie?

Ja tego nie wiem, proszę spytać Pana Prezydenta

Ma Pan jakieś przeczucia?

- Swoje osobiste przeczucia wolałbym zachować dla siebie. Naprawdę nie wiem, jak się zachowa Prezydent. Myślę, że to będzie zależało od debaty parlamentarnej, ogólnej sytuacji politycznej oraz od pracy samej Krajowej Rady, jaką decyzję podejmie Prezydent. Jestem najgorszą osobą, która mogłaby mówić o KRRiT, bo w sposób ewidentny jestem zaangażowany i w sposób naturalny zachowuję się stronniczo. Oczywiście staram się zachować dystans i myślę o naszej pracy w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy dobrze.

Chciałby Pan dalej pracować jako przewodniczący Krajowej Rady i realizować to, co Pan zapisał w strategii dla KRRiT do 2013 roku?

- Chciałbym to robić. Nie po to zapisywaliśmy nasze cele, aby teraz z tego rezygnować. Chciałbym to robić i głównie myślę o zadaniach, jakie stoją przed Krajową Radą. Mniej odnoszę się do warunków naszej pracy, bo to rzecz wtórna. Chciałbym wykonywać te zadania z wprowadzeniem cyfryzacji nadawania naziemnego telewizyjnego w Polsce, z wdrożeniem zupełnie nowych zasad dotyczących funkcjonowania niektórych elementów mediów w związku z implementacją dyrektywy europejskiej. Przed nami bardzo wiele rozmaitych zadań, a do najpilniejszych należy reforma mediów publicznych. O tym dużo się mówi, ale ta reforma nie następuje. Jeszcze jest to zadanie do wykonania.

To odrzucenie nastąpiło na wniosek PO, która doprowadziła do powstania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w obecnym składzie. Powodem, a raczej pretekstem, jest to, że to sprawozdanie dotyczy nie tylko waszej pracy, ale również prac Rady w poprzednim składzie. Natomiast PiS postanowiło przychylić się do tego wniosku, bo jej zdaniem ta Rada jest upolityczniona, czyli za duże wpływy ma tam lewica. Czy Pana zdaniem Senat odrzucił to sprawozdanie dlatego, że jesteście za bardzo czy za mało upolitycznieni?

- Myślę, że jesteśmy tak upolitycznieni, jak upolitycznione jest życie społeczne w Polsce - nie mniej, nie więcej. Wyrastamy z pewnej atmosfery życia publicznego obowiązują w mediach, jak i w innych dziedzinach życia. Jesteśmy według podobnych kryteriów oceniani: czasami są to kryteria polityczne, czasami są to kryteria merytoryczne. Myślę, że to nie jest nic nadzwyczajnego. Nie jesteśmy szczególną oazą, w której nagle panują inne prawa niż w pozostałej części życia publicznego w Polsce. Widzę, wszyscy to widzimy, że trzeba zmieniać standardy demokratyczne w Polsce. Ta demokracja powinna być coraz bardziej dojrzała i to dojrzała przez to, że powinniśmy pomagać w rozwoju niezależnych instytucji, czyli tych, które pełnią ważne funkcje w życiu społecznym a nie są bezpośrednio zależne od życia partyjnego, od wyborów. Został niedawno powołany urząd Prokuratora Generalnego w założeniu i myślę, że w praktyce też jest to urząd niezależny. Myślę więc, że inne instytucje publiczne mają szansę stać się niezależne. Krajowa Rada jest też formalnie niezależna, a i podlega rozmaitym przeciążeniom życia politycznego, a i podlega rozmaitym przeciążeniom życia politycznego. Myślę, że czas dokonać takiego kroku i oddalić media publiczne od partii.

Kiedy PiS doszedł do władzy przeprowadził szybką akcję zmieniania ustawy medialnej, aby zlikwidować poprzednią Krajową Radę i powołać nową uzależnioną od układu sił politycznych. Potem za rządów PO powstała nowa Rada pod Pańskim przewodnictwem. Nadzieje były takie, że Krajowa Rada w tym składzie będzie się starała dokonać oddzielenia mediów publicznych od doraźnej polityki. Okazało się, że uniwersytety i wyższe uczelnie miały rekomendować kandydatów. Okazało się, że większość kandydatów była bardzo związana politycznie i to głównie ze stowarzyszeniem Ordynacka. Myślę, że o to Platforma ma do Pana pretensje - że dał się Pan ograć Stowarzyszeniu Ordynacka.

- Domniemywa Pani, że może to być zarzut PO, ale ja z ust żadnego polityka go nie usłyszałem. Gdybym go usłyszał, mógłbym go dosyć łatwo odeprzeć - taką formułę konkursów wymyślił Parlament i to nie my jako Krajowa Rada, aby zgłaszać kandydatów do rad mediów publicznych. To, że zgłoszone zostały tylko członkowie stowarzyszenia Ordynacka to działa na plus tego stowarzyszenia, że potrafili się zorganizować. Krajowa Rada nie jest od tego, aby organizować kandydatów do rad nadzorczych.

Po wielu miesiącach wyłaniania rad nadzorczych jest taki efekt, że w zarządzie telewizji publicznej są trzy osoby kojarzone z partiami politycznymi. Do zarządu Polskiego Radia faworytami są osoby w ten sam sposób kojarzone.

- To prawda, ale mieć pretensje wyłącznie do Krajowej Rady to wielkie uproszczenie. To nie my wybieraliśmy zarządy, tylko rady nadzorcze. Od samego początku mówiłem, że od odpartyjnienia mediów są potrzebne jednoosobowe zarządu. Robiłem wiele, żeby tak było i tę batalię przegrałem.

Co się stało w Telewizji Publicznej, w której była próba jednoosobowe zarządzania, jeśli chodzi o zatrudnianie najważniejszych pracowników. Juliusz Braun chciał to robić jednoosobowo, ale się nie udało.

Takie są konsekwencje trzyosobowego zarządu. Sejm robiąc nowelę sierpniową w zeszłym roku mógł przesądzić, że zarządy mają być jednoosobowe - zgodnie z wymogami kodeksu handlowego zarządy powinny mieć od jednej do pięciu osób. Sejm zawęził tę możliwość do trzech osób. Trzeba być szczególnie przenikliwym obserwatorem sceny politycznej, aby wiedzieć, że Sejm zrobił to z jakimś zamysłem. Rzecz w tym, aby w tej formule karkołomnej dochodziło do segmentacji telewizji.

Umieranie na ekranie. Mogłoby się zdarzyć w Polsce?

BBC pokazało film dokumentalny Terry'ego Pratchetta, gdzie na oczach widzów ciężko chory człowiek popełnia wspomagane samobójstwo, poddaje się eutanazji w szwajcarskiej klinice. Jest straszna awantura, bo pokazało to właśnie BBC, czyli wzorzec publicznej telewizji. Widziałam te najbardziej drastyczne fragmenty i to jest bardzo przejmujące. Ten film jest głosem za prawem do eutanazji. Czy w polskiej telewizji taki film mógłby się ukazać?

- Nasze społeczne normy powszechne są gdzie indziej umiejscowione niż w społeczeństwie brytyjskim. Znowu poruszamy się w sferze indywidualnych odczuć. Ta powszechna krytyka pokazuje, że narusza bardzo głębokie poczucie właściwych zachowań, głębokie poczucie tego, co wypada, a co nie.

Również poczucie bezpieczeństwa, bo mówimy o tym, czego się boimy.

- Śmierć jest sprawą trudną. Tylko my z tych rozmaitych rodzajów śmierci, które widzimy w kinie i telewizji jedne akceptujemy, bo są bardzo skonwencjonalizowane jak w filmach akcji, gdzie jesteśmy epatowani krwawymi scenami.

Widzimy też relacje z wojen.

- Widzimy trupy leżące na ulicach, okaleczonych ludzi. To są widoki straszne. To zależy od tego, w jaki sposób to zostało pokazane i w jakim celu. Mnie to nie oburza, chociaż wiem, że wielu ludzi to mogłoby oburzać. Nie chciałbym, aby to była norma, że telewizja przekracza w taki sposób kolejne tabu. To jest coś więcej niż tabu kulturowe. To jest głęboki lęk każdego z nas. Nie chcemy mówić o śmierci w sposób dosłowny, ale eutanazja jest wielkim cywilizacyjnym problemem.

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM