Grecki kryzys dotyka Polaków. Wracają do domu

- Nie ma pracy i ludzie wyjeżdżają do Polski. Masowo - mówi Sylwia Zarzecka, która od 20 lat mieszka w Atenach. Razem z mężem - Grekiem - prowadzi dwa sklepy z polską żywnością: gołąbki w słoikach, polski ser, słodycze, alkohol. - Tak ciężko nie było jeszcze nigdy. Codziennie przychodzą do nas nasi przyjaciele, żeby się pożegnać. Współczuję im, bo powrót do Polski po tylu latach za granicą nie będzie łatwy.
Ateńska polonia bardzo dotkliwie odczuwa skutki greckiego kryzysu. Problem numer jeden to praca, a raczej jej brak. - Kiedyś pracowało się codziennie, siedem dni w tygodniu, jeśli ktoś chciał i miał siły. Można było dobrze zarobić. Teraz mam jedną, góra dwie dniówki w tygodniu - żali się Kajetan z Wrocławia. W Grecji jest od siedmiu lat, pracuje jako tynkarz. - Nie wiem, co zrobić: kupić jedzenie czy zapłacić rachunek za prąd. Jeśli po wakacjach nic się nie zmieni, trzeba będzie wracać - dodaje.

Budownictwo to najchętniej wybierany przez Polaków sektor zatrudnienia w Grecji. Tak jest od wczesnych lat 90., kiedy do Aten przybyła pierwsza fala imigrantów zarobkowych. Ale obecny kryzys zatrzymał wiele inwestycji - więc pracy nie ma. - Z budów żyły tu całe rodziny - tłumaczy Mirosława Charatyn z polskiej księgarni Novum (jednocześnie sklepu chemicznego). - Mężczyznom trudno jest się przebranżowić, bo często nie mają potrzebnego wykształcenia i nie znają języka. Zresztą pierwsi w kolejności po pracę są sami Grecy, których też przecież dotyka bezrobocie (ponad 16 proc.). A z tego, co zarobią kobiety sprzątające domy lub opiekujące się osobami starszymi, nie da się wyżyć. - Polki też tracą pracę - dorzuca pani Ania, która przegląda książki. - Ubożeją Grecy, którzy je zatrudniali. Muszą sobie teraz radzić bez pomocy domowych lub zatrudniają na nasze miejsca imigrantki, które godzą si pracować za bezcen. Kobiety z Afganistanu, Pakistanu, Nigerii, Senegalu - wylicza.

- Z książkami też jest nienajlepiej - dodaje pani Mirosława, - Od zeszłego roku sprzedaż spadła o ponad 40 proc. Jeszcze jakoś ciągniemy ten biznes, ale boimy się przyszłości.

Sylwia ze sklepu spożywczego nie ogląda już greckich wiadomości. Woli programy rozrywkowe, nie może już słuchać o tym kryzysie. - Podnoszą podatki, obcinają pensje, zwalniają ludzi - w kółko to samo. - VAT w zeszłym roku podskoczył o 4 proc., a to od razu odbiło się na naszych dochodach. Na szczęście ludzie najpóźniej zaczynają oszczędzać na jedzeniu.

Dużo łatwiej za to oszczędzać na wakacjach. Panie z polskiego biura podróży Zanko Bus w Atenach narzekają, że Polacy coraz mniej podróżują. - Kiedyś chętnie jeździli po greckich wyspach i obowiązkowo dwa razy do roku jechali do Polski, odwiedzić rodzinę. Dziś nawet bilety na autobus są dla nich za drogie. Chyba że decydują się na wyjazd w jedną stronę... - opowiada.

Jeszcze kilka lat temu w polskiej dzielnicy w Atenach z łatwością można było znaleźć polską kawiarnię czy polskiego fryzjera. Język polski słyszało się na ulicy nierzadko częściej niż grecki. Dziś po wielu restauracjach, gospodach, biurach turystycznych i sklepach zostały tylko kolorowe szyldy.

Polski konsul w Atenach Piotr Strutyński także mówi o exodusie naszych rodaków. - Polonia sukcesywnie się zmniejsza, a z drugiej strony nie widać napływu nowej emigracji - tłumaczy mi podczas rozmowy w sali ślubów w polskiej ambasadzie. - Nie ma komu się żenić, udzielam coraz mniej ślubów.

DOSTĘP PREMIUM