Czy sąd wie, gdzie jest Piotruś i nie mówi matce, czy uprawia fikcję?

Zawodowy kurator rodzinny ma "bezzwłocznie przeprowadzić wywiad środowiskowy w miejscu zamieszkania ojca z dzieckiem" - taką decyzję wydał gdański Sąd Okręgowy, na zażalenie matki Piotrusia. Pytanie tylko, czy sąd wie, gdzie ukrył się prof. J. z synem? Barbara L. zgłosiła zaginięcie chłopca.
W piątek, już po odebraniu matce chłopca, sąd rozpatrywał jej zażalenie z ... 23 marca. Zażalenie na decyzję Sądu Rejonowego, by - zgodnie z wnioskiem ojca, prof. J. - przekazać Piotrusia pod jego opiekę (pierwotnie J. domagał się umieszczenia syna w rodzinie zastępczej; później - by odebrać matce prawa rodzicielskie, a jako zabezpieczenie do czasu wyroku wnioskował, by dziecko było u niego).

Rzecznik sądu Tomasz Adamski: - Sąd, podejmując te czynności, kieruje się dobrem małoletniego.

Albo sąd wie, gdzie jest prof. J z synem, ale nie informuje o tym matki, albo z owymi "czynnościami" będzie miał kłopot.

Psycholog: Brak kontaktu z matką, to dla chłopca tortura

Po przymusowym, wyjątkowo bezdusznym odebraniu chłopca matce , jego ojciec, profesor psychologii z Uniwersytetu Gdańskiego przepadł z chłopcem bez śladu. Policja sprawdziła, że nie ma go w miejscu zamieszkania, ani w mieszkaniu rodziców. Profesor nie przyszedł też wczoraj na uczelnię, mimo wyznaczonych konsultacji. Pracownicy Instytutu Psychologii byli zaskoczeni, bo nie planował urlopu, a do sekretariatu nie wpłynęło zwolnienie lekarskie.

Prawnik Barbary L. nie uzyskał informacji od pełnomocniczki prof. J., Moniki Piaseckiej, gdzie jest teraz Piotruś.

Zdaniem szefowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Małgorzaty Toeplitz-Winiewskiej chłopiec powinien być teraz jak najszybciej zwrócony matce: - To, że dziecko nie ma wciąż kontaktu z matką, jest torturowaniem go - mówi nam dr Toeplitz-Winiewska

Tymczasem mec. Piasecka powiedziała reporterowi TOK FM: - Mam zapewnienie mojego klienta, że jeśli uzna, że sytuacja jest dla dziecka szkodliwa zwróci je matce.

Na pytanie, dlaczego uniemożliwia matce kontakt z dzieckiem odpowiedziała: - Żeby nie przeszkadzała.

Zgłosiliśmy zaginięcie Piotrusia, będziemy rozwieszać jego zdjęcia

Od odebrania chłopca matce mija trzecia doba. - Nie mam żadnej informacji, gdzie jest, jak się czuje. Nie wiem nawet, czy żyje - mówi Barbara L. Matka Piotrusia jest zrozpaczona i przygnębiona. Najgorsze obawy co do stanu chłopca i jego zdrowia, przeplatają się w jej relacjach z bardziej prozaicznymi troskami. - Piotruś powinien być na cotygodniowej wizycie u logopedy. Chodziliśmy na terapię od wielu miesięcy. Mały robił postępy. Teraz prawdopodobnie wróci do punktu wyjścia - mówi.

Sędzia Anna Pałkiewicz wydając decyzję o przymusowym odebraniu chłopca, choć znała sytuację rodzinną Piotrusia, wiedziała o jego silnym przywiązaniu do matki, nie określiła, na jakich warunkach syn będzie się widywał z matką.

- Złożyliśmy w prokuraturze informację o zaginięciu dziecka, będę także rozwieszać jego zdjęcia z numerem kontaktowym. Chcę tylko wiedzieć, czy nic mu nie jest - mówi Barbara L.

Kuratorzy przyszli rano na komisariat i zażądali asysty

Nie milkną pełne potępienia komentarze o destrukcyjnej dla własnego dziecka postawie ojca chłopca, profesora psychologii. Ale też o bezdusznej akcji kuratorów sądowych i policji, którzy wraz z prof. J, przed siódmą rano w asyście policji wpadli do mieszkania i zabrali Piotrusia prosto z łóżka.

Rzecznik pomorskiej policji podinsp. Jan Kościuk przekonuje, że policja nie mogła wcześniej zawiadomić matki, że taka akcja ma być przeprowadzona, bo nie miała wpływu na formę egzekucji postanowienia sądu. - Kuratorzy zgłosili się rano na komisariat i zażądali asysty policji. Zgodnie z przepisami nie możemy odmówić - tłumaczy. - Policjanci w takich sytuacjach pełnią rolę jedynie pomocniczą, a ich obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom postępowania. Zadaniem funkcjonariuszy było dopilnowanie, by żądający pomocy kurator mógł bez przeszkód wykonać czynności w sprawie.

Raport kurator Szyc budzi wątpliwości

Odpowiedzialny za akcję przymusowego odebranie chłopca był kurator Jerzy Szydłowski. Przez dwa dni po akcji ukrywał się przed dziennikarzami, po czym poszedł na urlop. Jego podwładna Ewa Szyc, (kurator, tak spokojnie spacerująca podczas dramatycznie przebiegających kontaktów prof. J z synem ), w odpowiedzi na skargę pełnomocnika Barbary L.wyjaśniła, że "wszystko odbyło się sprawnie, a chłopiec nie odniósł uszczerbku na zdrowiu.".

Jednak jej relacja różni się nie tylko od wersji matki, ale także od wersji policji. Kurator Szyc pisze m. in., że Barbra L. siedziała w pokoju dziecka na kanapie, obejmowała chłopca rękoma i nie reagowała na prośby przekazania Piotrusia ojcu.

Tymczasem według rzeczniczki gdańskiej policji, Barbara L. nie miała żadnego fizycznego kontaktu z synem i była w innym pokoju. Potwierdza to również Barbara L. - Policjanci swoim ciałem blokowali dostęp do chłopca - tłumaczyła we wtorek Magdalena Michalewska, rzecznik KMP w Gdańsku - Izolowali zarówno matkę jak i jej męża. Sytuacja była nerwowa więc działali stanowczo, ale nie używali siły.

To nie jedyna wątpliwość. Chcieliśmy zapytać o przebieg akcji jedynego "niezależnego świadka", czyli psychologa, który podobno był na miejscu. Kurator Szyc w raporcie podaje tylko jego (jej?) nazwisko, ale nikt w sądzie przez trzy dni nie chciał nam udzielić informacji, gdzie ten psycholog jest zatrudniony i jakie ma kwalifikacje.
Matka chłopca - pomijając umundurowanych policjantów - nie przypomina sobie innych osób w cywilu niż troje kuratorów, których zna oraz prof. J, czyli ojca Piotrusia.

DOSTĘP PREMIUM