Piotruś, po czterech dniach z prof. J, nie rozpoznał własnego psa

- Piotruś szedł prowadzony przez prof. J. Gdy się zbliżyliśmy, pies wyrwał się przywitać. A chłopiec tylko patrzył. Nie uśmiechał się, nie głaskał. Nic. Stał jak kukiełka - mówi Mateusz L., obecny mąż matki Piotrusia, który po anonimowej informacji, gdzie może być chłopiec, poszedł go poszukać. - Gdy profesor mnie zobaczył, wziął chłopca na ręce i uciekł.
Wszystko o sprawie Piotrusia>>

5-letni Piotruś nie ma żadnego kontaktu z matką od sześciu dni. - Dla niego, od momentu kiedy stracił mamę, minęły całe wieki, zawalił się cały świat, zgasła wszelka nadzieja - mówi dr hab. Bogusław Borys w rozmowie z dziennikarzami "GW".

Środowisko psychologów potępiło postępowanie prof. J .

We wtorek dziecko zostało przymusowo odebrane Barbarze L. decyzją gdańskiej sędzi Anny Pałkiewicz, jako "zabezpieczenie roszczeń" ojca, prof. J., psychologa z Uniwersytetu Gdańskiego. Przed siódmą rano prof. J wtargnął w asyście umundurowanych policjantów oraz trójki kuratorów, wyciągnęli chłopca w piżamie z łóżka i zabrali. Bez śniadania, bez siusiu. Matce nie pozwolili się z synem pożegnać, przygotować jego rzeczy, dać ulubione zabawki. Chłopiec krzyczał: Mamuniu ratuj, nie oddawaj mnie.

Prof. J, choć powinien umożliwić Barbarze L. kontakt z Piotrusiem (ma ona pełną władzę rodzicielską), zniknął z chłopcem. Nie było go ani w jego mieszkaniu ani w mieszkaniu swoich rodziców. Nie pojawił się też na uczelni.

Pełnomocnik Barbary L. zgłosił w prokuraturze zawiadomienie o uprowadzeniu chłopca. Tymczasem sama matka i jej znajomi apelowali o wskazanie im miejscu pobytu Piotrusia i rozlepiali jego zdjęcia.

Dlaczego mój syn jest tak otępiały?

Chłopca odnalazł w sobotę Mateusz L., obecny mąż Barbary. Dzięki anonimowemu informatorowi, który powiedział, że dziecko bawi się piaskownicy na gdańskiej Zaspie.

- Choć słowo bawi jest chyba nie na miejscu - mówi Mateusz L. - Chłopiec siedział i tępo patrzył w piasek. Nie reagował na zaczepki bawiącej się obok dziewczynki. W pewnym momencie podniósł głowę i na mnie popatrzył, ale nie rozpoznał ani mnie, ani swojego ulubionego psa, z którym spacerowałem.

Jak się okazało, prof. J. zaszył się z Piotrusiem w mieszkaniu swojej nowej partnerki, psycholożki, także pracującej na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego.

Matka Piotrusia jest zdruzgotana informacjami, jak dalece syn jest przygaszony i apatyczny. Obawiała się takiego scenariusza wiedząc, że chłopiec od dwóch lat reaguje panicznym przerażeniem na sam widok ojca (film pokazujący dramatyczny przebieg kontaktów prof. J z synem, w towarzystwie kuratorka - poniżej. - Jestem zaszokowana brakiem reakcji na rozgrywający się dramat - komentowała prof. Lidia Grzesiuk ).

Wyglądał, jak marionetka, jakby nie rozumiał, co do niego mówię

Do kolejnego spotkania doszło w niedzielę (to wtedy ojczym Piotrusia zrobił zdjęcia chłopca i uciekającego z nim prof. J.). Mateusz L. kręcił się w okolicy w nadziei, że ponownie zobaczy Piotrusia. W pewnym momencie na siebie wpadli. - Piotruś szedł prowadzony przez profesora. Gdy się zbliżyliśmy, pies który go rozpoznał, wyrwał się przywitać. Był na wyciągnięcie ręki, a chłopiec tylko patrzył. Nie uśmiechał się, nie głaskał. Nic. Stał jak kukiełka - relacjonuje Mateusz L.

Profesor J. najwyraźniej go rozpoznał, bo zabrał chłopca na ręce i zaczął uciekać. - Biegłem za nimi. Wołałem do Piotrusia, że mama go kocha i że wkrótce wróci do domu. Nie reagował. Wyglądał jak jakaś marionetka, bo spuszczone w dół ręce luźno odbijały się od profesora. Ciągle na mnie patrzył, ale jakby nie rozumiał kim jestem i co do niego mówię - relacjonuje Mateusz L.

Prof. J. czeka na kuratora?

Profesora nie ma już na Zaspie. W niedzielę wieczorem wrócił do swojego gdyńskiego mieszkania, bo prawdopodobnie wkrótce odwiedzi go kurator. W ostatni piątek, Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał decyzję, by zawodowy kurator rodzinny "bezzwłocznie przeprowadził wywiad środowiskowy w miejscu zamieszkania małoletniego". Ma sprawdzić jak czuje się chłopiec.

- Mam nadzieję, że kurator zastanowi się skąd się wzięły te niewidzące, podkrążone oczy - mówi Barbara L. - Dlaczego chłopiec, który był pełen życia, nie poznał swojego ukochanego psa? - pyta. Boi się, że syn może dostawać jakieś leki.

Bulwersująca sprawa Piotrusia: co było nie tak?

Wątpliwości w tej sprawie budzi nie tylko drastyczny sposób odebrania dziecka matce, ale również nieprawidłowości, do jakich dochodziło w trakcie sprawy.

*Pod korzystną dla ojca opinią biegłych (2008), która zaważyła na przebiegu sprawy, widnieje podpis żony kolegi profesora J. z tego samego wydziału Uniwersytetu Gdańskiego. Dokument wystawił RODK w Elblągu. Po zakwestionowaniu przez matkę rzetelności dokumentu, sąd skierował dziecko do kolejnego ośrodka RODK w Chojnicach (2009). Ten, w badaniu, powołał się na opinię z Elbląga, zamiast nie brać jej pod uwagę.
* Sąd nie wysłał wizytatora do ośrodka w Elblągu, w którym miało dojść do nadużycia.
* Trzech kuratorów sądowych przyglądało się przez dwa lata kontaktom ojca z dzieckiem, które przebiegały według tego samego, dramatycznego scenariusza, pokazanego na powyższym filmie. Sąd, tak przebiegające spotkania (trwały od kilku minut do godziny), zakwalifikował jako "niezrealizowane".
* Matka pisała skargi na pracę kuratorów, wskazywała w nich na traumę, jaką dziecko przeżywa w związku z tymi spotkaniami. Podnosiła, że takie powtarzające się, nie przerywane przez kuratorów seanse, uniemożliwiały jej przygotowanie dziecka do kolejnych spotkań z ojcem, bo dziecko bało się tego coraz bardziej. Kurator okręgowy nie dopatrzył się nieprawidłowości w pracy swoich podwładnych.
* Sąd Rejonowy wydał decyzję o przekazanie dziecka pod opiekę ojca, pomimo, że toczy się przeciwko niemu postępowanie karne o uszkodenie ciała (m.in. matki chłopca) i groźby karalne.
* Sąd Rejonowy wydał decyzję o przekazaniu Piotrusia pod opiekę ojca, zanim zostało rozpatrzone zażalenie matki na tę decyzję; (matka zażalenie złożyła jeszcze w marcu, a Sąd Okręgowy rozpatrzył ją dopiero 8 lipca, gdy już dziecko zostało przymusowo matce odebrane).
* W postanowieniu o przymusowym odebraniu dziecka matce, Sąd powoływał się na kwestionowane i nieaktualne opinie biegłych psychologów. Odrzucił wnioski o ponowne badania dziecka, nie przesłuchiwał świadków matki, nie wziął pod uwagę opinii neurologa, pod którego opieką był chłopiec. Matka przekonana o nadużyciach w postępowaniu i stronniczości sądu, dwukrotnie wnosiła o zmianę sędzi. Bez skutku.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM