W Sejmie tylko o 3 proc. więcej kobiet. "Winne partie, nie zasada kwotowa" [PUBLICYŚCI]

Mimo zagwarantowanych 35 proc. na listach wyborczych, w Sejmie zasiądzie tylko 106 kobiet. Porażka zasady kwotowej? - Nie możemy powiedzieć, że ta zasada nie zadziałała. Kwoty zostały zachowane, jednak o wyniku przesadziły miejsca na listach - mówił Mariusz Janicki z tygodnika "Polityka"


Janina Paradowska pytała publicystów o sens zasady kwotowej, która po raz pierwszy w wyborach parlamentarnych w Polsce, gwarantowała kobietom 35% miejsc na listach wyborczych. W tych wyborach do Sejmu dostało się 106 kobiet (23 proc.), w poprzedniej kadencji były 92 posłanki (20 proc.)

"Może kwoty dla grup wiekowych?"

Zdaniem Andrzeja Godlewskiego z TVP, skoro kobiety i mężczyźni mają mieć zagwarantowaną równą ilość miejsc, to pojawi się pokusa, żeby zagwarantować kwotowo miejsca także np. grupom wiekowym. - Co miałoby dużo większy sens - zgodził się prof. Radosław Markowski z SWPS i PAN. - Potem miasto i wieś, dlaczego posłowie mają być tylko z miasta? - dodał Andrzej Godlewski.

Mariusz Janicki z "Polityki" zwrócił uwagę na miejsca, które kobiety zajmowały na listach. - Nie chodzi tylko o to, ile kobiet jest na listach, tylko jakie role one w ogóle pełnią. Główną przyczyną niskiej liczby kobiet w Sejmie dziś jest to, że były nisko na listach - mówił red. Janicki. - Gdyby były wyżej na listach, gdyby nawet tzw. "aniołki" PiS nie zajmowały miejsc czwartych, piątych, szóstych, tylko były w pierwszej trójce, pewnie któraś z nich by się dostała - przekonywał Mariusz Janicki. - Jolanta Fedak była na pierwszym miejsca na liście PSL - zauważyła Janina Paradowska. - W SLD też było sporo kobiet na pierwszych miejsca, tu zadecydował słaby wynik partii - odpowiadał Janicki.

- Warunki kandydowania nie były równe, rzeczywiście kobiety były niżej i jeżeli chcielibyśmy zobaczyć jak działa ta zasada kwotowa, to trzeba jednak kobiety umieszczać wyżej na listach - podkreślał Mariusz Janicki. I dodał: - Nie możemy do końca powiedzieć, że to nie zadziałało, bo chociaż kwoty zostały zachowane, to miejsca na listach były inne.

"Na debaty partie przysyłały mężczyzn"

Andrzej Godlewski z TVP mówił też w TOK FM o debatach przedwyborczych, na które to partie przysyłały swoich kandydatów. - Zauważyliśmy, że w debatach o sprawach zagranicznych, społecznych, na trzy debaty po siedmiu uczestników, były tylko dwie albo trzy panie. Dlatego zrobiliśmy specjalnie później debatę liderek i dopiero wtedy były u nas kobiety w studio - mówił Godlewski. - W debacie finałowej wystąpiła tylko jedna kobieta - dodał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM