Putin w Watykanie. "Tam panuje przekonanie, że Moskwa chce pozyskać Rzym do stworzenia moralnego aliansu"

"Po nim można się spodziewać wszystkiego. Także tego, że sprzeda stojącą w bazylice Pietę Michała Anioła, a pieniądze rozda biednym" - tak o papieżu Franciszku mówią członkowie jego sztabu, watykańscy kurialiści. Teraz spontaniczny papież ("spontifeks" - jak o nim mówią) spotyka się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Czy "Spontifeks", jak się nazywa też obecnego spontanicznego Najwyższego Kapłana (pontifeksa), bywa nieprzewidywalny również w polityce zagranicznej najmniejszego państwa świata? Czy przyjęcie na dzisiejszej audiencji prezydenta Putina, wyrzuconego definitywnie za drzwi elitarnego klubu G-8, w czasowej bliskości do szczytu u Angeli Merkel nie wpisuje się w niekonwencjonalną posługę Chrystusowego Namiestnika?

Po części tak. Franciszek wkłada kij w największe (polityczne) mrowiska. Zajął ostre stanowisko w sprawie gwałtów w Syrii, potępił w czambuł mordercze praktyki Państwa Islamskiego, pośredniczył w nawiązaniu kontaktów między reżimem Castro na Kubie a prezydentem Obamą, nie wahał się nazwać po imieniu ludobójstwa Ormian z rąk Turków w setną rocznicę masowej zagłady, czym naraził się tureckiemu premierowi Erdoganowi, zaakceptował państwo palestyńskie.

A podczas ostatnich pielgrzymek, w Albanii pod niebiosa chwalił koncyliacyjne wysiłki wszystkich trzech wyznań, zarazem sił politycznych tworzących tamtejszy rząd. W Sarajewie z kolei, zapomnianym, wojennym regionie Europy, wezwał mieszkańców Bośni: muzułmanów, prawosławnych i katolików, do politycznego ekumenizmu i zgodnej budowy wspólnego domu.

Wproszenie na półwysep

Z rosyjskim prezydentem Franciszek spotkał się już pod koniec 2013 roku. Rozmawiał z nim wtedy właśnie o napiętej sytuacji w Syrii. Choć o całe 45 minut później niż zaplanowano. Zdarzyła się bowiem rzecz raczej niespotykana, gość spóźnił się na audiencję papieską o całe trzy kwadranse. Oficjalna przyczyna - spóźnione lądowanie samolotu na rzymskim lotnisku Fiumicino. Przy czym spóźnienia rządcy Kremla zdarzają się seryjnie. Jakby miał je w pakiecie spotkań.

Tym razem Władimir Putin wprosił się niejako na włoski półwysep. I to pod wyjątkowo banalnym pretekstem. Rosyjski prezydent odwiedza wystawę Expo w odległym o 500 km od Rzymu Mediolanie. Ale przebywając już na ziemi włoskiej, chętnie postanowił zawitać do stolicy Włoch. Bynajmniej nie dlatego, by udowodnić prawdziwość włoskiej sentencji: "W Mediolanie zarabia się pieniądze, w Rzymie się je wydaje". Ale by udowodnić Unii Europejskiej niespójność jej poczynań i z wielką satysfakcją dokonać wyłomu w bojkocie jego osoby. Włochy należą do tych unijnych krajów, które wykazują największą wyrozumiałość wobec władcy Kremla.

Putin przejął dziedzictwo specyficznych relacji rosyjsko-włoskich. Jeszcze w epoce zimnej wojny szef partii i państwa radzieckiego, neostalinowiec Breżniew, pojęcia wprawdzie nie miał o krajach Zachodu, ale Rzym znał świetnie. Ba, kręcił się po Watykanie, zwiedził nawet tamtejsze muzea, drapał się po uchu, przyglądając się rzeczonej Piecie Michała Anioła, gdy przyleciał specjalnie do Wiecznego Miasta na pogrzeb Palmiro Togliattiego, szefa komunistycznej partii Włoch, który na wieki zamknął oczy akurat podczas sanatoryjnego pobytu na Krymie.

Z kolei Putina wyjątkowa męska przyjaźń, zarazem wspólnota wartości łączyła z Silvio Berlusconim. Heroiczne wyczyny w alkowie i na jej obrzeżach, jakich dokonywał Cavaliere, korespondowały z prężeniem muskułów przez Rosjanina w zmaganiach, a to na macie, a to z drapieżnikiem, a to z lodowatą wodą. Do symbolu ich arystotelesowskiej przyjaźni urosło łóżko, prezent od Putina, w którym premier-macho podejmował długonogie prostytutki.

Premier Matteo Renzi, mentalnie i osobowościowo, nie nadaje już na tych samych falach jak seksualny długodystansowiec Berlusconi i nie stanowi już tak dobrego kompana do rozmów jak jego poprzednik. Ale politycznie "rozumie" prezydenta Rosji, niezgorzej niż cała socjaldemokracja niemiecka: Od 96-letniego byłego kanclerza Schmidta, przez również ekskanclerza Gerharda Schroedera, po obecnego szefa niemieckiej dyplomacji w rządzie Angeli Merkel, Franka Waltera Steinmeiera. Skoro więc Putin odwiedza Rzym, to zgodnie z dyplomatyczną regułą powinien i Watykan. Sekretariat Stanu długo się zastanawiał, czy wystosować zaproszenie w obliczu bojkotu Putina przez Zachód, czy przyłączyć się do niego.

Zaskoczenie papieża

Franciszek zaskoczył większość obserwatorów. Watykański premier, kardynał-sekretarz stanu Pietro Parolin, zaproszenie wysłał. Intencja papieża: Skoro politycy z Zachodu nie porozumiewają się już z Putinem, on odnajdzie z nim drogę dialogu. By porozmawiać o Ukrainie. Niedawno wzywał do politycznego, nie militarnego rozwiązania konfliktu, respektowania prawa międzynarodowego i zakończenia stosowania przemocy. Niby w duchu proukraińskim, ale tak, by nie nastąpić na odcisk Putinowi. Za co spotkał się z krytyką ukraińskiej strony konfliktu.

Zarzuca ona Stolicy Apostolskiej zbyt miękkie wobec Rosji stanowisko. Kiedy Franciszek w jednym ze swoich apeli z początku lutego, wzywając do przerwania spirali przemocy, mówił o "bratobójczym mordzie", zarzucono mu przejęcie rosyjskiej retoryki i propagandy. Grekokatolicki (uznający zwierzchnictwo papieża przy zachowaniu wschodniego rytu) arcybiskup większy Kijowa Swiatosław Szewczuk, poprosił usilnie papieża, by nie używał już, broń Boże, pojęcia "bratobójczego mordu". To nie Ukraińcy mordują Rosjan tylko odwrotnie, Rosjanie Ukraińców, wyjaśnił z pokorą Ojcu Świętemu. A skoro jeszcze patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I, dobry, bardzo dobry kolega Putina, wyśpiewał hymny pochwalne na stanowisko Watykanu w konflikcie ukraińskim, większość polityków i politologów uznała ten cerkiewny śpiew za wyjątkowy dyshonor dla Głowy Kościoła.

Wielokrotnie przedstawiciele Ukrainy, ze sfer politycznych i nawet Kościoła katolickiego, zwracali się do Watykanu z prośbą o mediację. W ostatnim tygodniu ukraiński minister spraw zagranicznych Pawlo Klimin spotkał się z papieżem i po prywatnej audiencji w Apostolskim Pałacu św. Damazego, udzielając wywiadu dziennikarzom, wyraził gorące życzenie, by Watykan silniej zaangażował się w rozwiązanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Klimkin nawiązał ponownie do wątku pielgrzymki papieskiej na Ukrainę: Taka wizyta miałaby "olbrzymie znacznie moralne" dla Ukraińców.

Delikatne relacje z Rosją

Istotnie, Watykan w przypadku Ukrainy działa wyjątkowo ostrożnie. Czego wymagają delikatne relacje z Rosją. Motywów takiej linii postępowania jest wiele. Przede wszystkim, w optyce watykańskiej Rosja odgrywa istotną rolę na Bliskim Wschodzie. A dla dobra chrześcijan tego regionu ich warunkiem są poprawne stosunki z Moskwą. Ponadto bardzo dobre relacje łączą Putina z prawosławną cerkwią rosyjską. O czym nie może powiedzieć Stolica Apostolska. I swoich relacji nie chce dodatkowo nadwerężać.

Tym bardziej że druga stolica prawosławia, Moskwa, z podejrzliwością prokuratora przygląda się wyjątkowo dobrym kontaktom papieża z honorowym zwierzchnikiem całego prawosławia, ekumenicznym patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I. Marzeniem Watykanu pozostaje niezmiennie nawiązanie większej jedności z prawosławiem. Aż do amorficznej w chwili obecnej unii obydwu Kościołów. Tymczasem polityka Watykanu ma wpływ na wewnętrzną kakofonię między dwoma centrami siostrzanego wyznania: Moskwą i Konstantynopolem. Podczas gdy prawosławie znajduje się o krok od przełomowego wydarzenia - pierwszego od wieków panprawosławnego soboru, zapowiedzianego na czerwiec 2016 roku. To na skutek napięcia na linii Istambuł - Moskwa przygotowania do historycznego soboru przebiegają jak po grudzie.

W Watykanie panuje z kolei przekonanie, że Moskwa, i to zarówno establishment polityczny, jak i Cerkiew, próbuje pozyskać Rzym do stworzenia "moralnego aliansu" w obronie wspólnoty chrześcijańskich wartości przed zsekularyzowanym szatanem z zachodniej cywilizacji, przyjmującym postać galerii handlowych, konsumpcjonizmu i hedonizmu.

Nawet jeśli niektórzy watykańscy konserwatyści kokietują Moskwę rzeczoną koalicją, wypowiadając się w kwestiach etyki seksualnej czy małżeńskiej w duchu inkwizytorskim, to oficjalnie papież i Stolica Apostolska nie dają się zapędzić w kozi róg i nie przyjmują na własność filipik Putina, skierowanych choćby przeciwko homoseksualistom. Na kanwie referendum w Irlandii, w którym 63 procent mieszkańców (w większości katolickich) opowiedziało się za legalizacją małżeństw homoseksualnych, kardynał Parolin mocno wprawdzie walnął pięścią, że referendum to "nie tylko porażka chrześcijańskich zasad, ale też klęska ludzkości", to dla równowagi nie zabrakło jednak głosów hierarchów, którzy żądali bardziej "realistycznego" podejścia do zagadnienia. "Nie można chować głowy w piasek i ignorować szeroko zakrojonej w społeczeństwie praktyki", skomentował wynik referendum włoski biskup Domenico Mogavero. W podobnym duchu wypowiedziała się ekscelencja von Mazara del Vallo na Sycylii.

Papież Franciszek i jego dyplomaci poruszają się po cienkiej linie. W obliczu geopolitycznej sytuacji, w której Rosję i Zachód oddziela coraz głębsza przepaść, Stolica Apostolska ze swoją powściągliwą postawą pozostaje partnerem do rozmów dla obydwu stron.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM