Rzeczniczka rządu krótko: Ci, co złożyli rezygnacje, to osoby, które były na taśmach

- To jedyny powód, który nakłonił te osoby do dymisji - powiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska. Tym powodem jest oczywiście afera taśmowa. Rzeczniczka rządu próbuje tym samym uciąć spekulacje, jakoby przyczyny niektórych dymisji nie były związane z tą sprawą.
Bartosz Arłukowicz, Andrzej Biernat, Włodzimierz Karpiński, Rafał Baniak, Stanisław Gawłowski, Tomasz Tomczykiewicz, Jan Vincent-Rostowski, Jacek Cichocki oraz Radosław Sikorski - to politycy, którzy - jak poinformowała wczoraj premier Ewa Kopacz - złożyli rezygnację z zajmowanych stanowisk. Ma to być skutek kolejnego etapu tzw. afery taśmowej.



Spekulacje, czy to afera taśmowa stała za wszystkimi dymisjami, ucięła rzeczniczka rządu. W rozmowie z TVP Info zaznaczyła, że jedynym powodem dymisji była obecność polityków na taśmach. - Nie znamy wszystkich nagrań, na których pojawiały się osoby z rządu i po to, aby te taśmy nie były elementem gry politycznej w kampanii wyborczej - zaznaczyła. I dodała: - Pani premier szybko podejmuje takie decyzje, także mam nadzieję, że na początku przyszłego tygodnia poznamy osoby, które obejmą funkcje w rządzie.

Za co poleciały głowy? Arłukowicz bez związku z taśmami?

O ile nazwiska Sikorskiego czy Rostowskiego na tej liście nie dziwią, o tyle Arłukowicza - już tak. Minister zdrowia nie miał (przynajmniej tak wynika z dostępnych informacji) nic wspólnego z aferą taśmową. Za co więc mógł stracić stanowisko?

Arłukowicz nie cieszył się zbytnim zaufaniem społecznym. Według badania CBOS z końca kwietnia ufa mu tyle samo osób co... Antoniemu Macierewiczowi. Wszystko, co nie działa ze służbą zdrowia, miało od 2011 roku jego twarz. Włącznie z tegorocznym zamykaniem gabinetów przez lekarzy Porozumienia Zielonogórskiego, wadliwym pakietem onkologicznym, problemami z wywozem leków z Polski czy półśrodkami stosowanymi ws. refundacji in vitro i sprzedaży pigułki "dzień po".

Tomczykiewicz tematem rozmowy Bieńkowskiej i Wojtunika

Zaskakująca wydała się również dymisja Tomczykiewicza. Nazwisko wiceministra gospodarki pojawia się jednak w nielegalnie nagranej rozmowie Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem. Tam został wyłożony problem, za jaki realnie Tomczykiewicz mógł zapłacić głową.

"Prawda jest taka, że właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki, generalnie w dupie miał całe górnictwo przez całe siedem lat" - mówiła Bieńkowska. I kontynuowała: "Były pieniądze, a oni, wiesz, pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz, ile zarabiali, i nagle pierdyknęło. A ja to słyszałam naprawdę od roku, to na pewno. Tylko to nie jest moja kompetencja". Jak nie Bieńkowskiej, to czyja? Ano właśnie Tomczykiewicza, który w ministerstwie zajmował się od 2011 roku górnictwem.

Górnictwo okazało się potem jednym z większych pożarów rządu. Najpierw na początku 2015 r. premier Kopacz publicznie ogłosiła wygaszanie części kopalń Kompanii Węglowej, a potem - jak górnicy rozpoczęli protesty - rakiem się z tego wycofywała. Rząd ustąpił i zamiast "stopniowego wygaszania działalności" stanęło na restrukturyzacji wydobycia. Dodatkowo zamiast odpraw... górnicy dostali gwarancje pracy.

Biernat i zaznania kelnerów

Trzecim nieoczywistym nazwiskiem na liście jest Andrzej Biernat. O związku ministra sportu i turystyki z aferą taśmową wiemy z zeznań kelnerów. Miał on zostać nagrany podczas rozmów z Janem Kulczykiem i Michałem Sołowowem. Sam Biernat nie wystąpił o status pokrzywdzonego w sprawie.

Biernat ma jednak problemy w samej Platformie. Co prawda nie jest frontmanem w partii, ale jego krytyczne słowa po przegranej Bronisława Komorowskiego odbiły się głośnym echem. Polityk pytany wówczas, czy należałoby wyciągnąć konsekwencje wobec członków sztabu wyborczego, odparł, że "sztab był pana prezydenta Komorowskiego, nie PO". - To był nasz kandydat, ale sztab nie był nasz - stwierdził. - Platforma nie przegrała, to dlaczego mamy jakieś konsekwencje wyciągać, wobec kogo? - pytał Biernat.

Innym problemem, przed którym stoi Biernat, jest jego majątek. CBA sprawdzało jego oświadczenia z lat 2010-2014. Według Radia RMF chodzi np. o kupiony przed trzema laty luksusowy samochód, na który polityk rzekomo nie miał środków. Sam Biernat miał odmówić współpracy przy wyjaśnieniu wątpliwości CBA.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM