Jacek Hołówka: Społeczeństwo masowo okazuje brak zaufania i niezgodę na sposób rządzenia krajem

- Reakcja społeczeństwa to zwykła desperacja. Stonoga niczego nie reprezentuje. Jeśli Kukiz to osoba utalentowana, z pewnym rodzajem charyzmy, to o Stonodze nie można tego powiedzieć. Obiecuje, że odda 4 mln zł na kampanię polityczną. To raczej bulwersuje, niż budzi nadzieje na rozwiązanie problemów - uważa filozof i etyk, prof. Jacek Hołówka.
Karolina Słowik, Gazeta.pl: "Stonoga - hochsztapler, który kreuje się na bohatera, trzęsie podstawami państwa" - mówił wczoraj w Sejmie Stanisław Wziątek z SLD. A jednak Stonoga ma wielu zwolenników. Dlaczego?

Prof. Jacek Hołówka: - Reakcja społeczeństwa to zwykła desperacja. Stonoga niczego nie reprezentuje. Jeśli Kukiz to osoba utalentowana, z pewnym rodzajem charyzmy, to o Stonodze nie można tego powiedzieć. Obiecuje, że odda 4 mln zł na kampanię polityczną. To raczej bulwersuje, niż budzi nadzieje na rozwiązanie problemów.

Ludzie nie mają do niego zaufania, nie chcieliby powierzyć mu swoich spraw. Społeczeństwo masowo okazuje brak zaufania i niezgodę na sposób rządzenia krajem.

Kim są niezadowoleni?

- To młodzi, którzy mają kłopoty ze skończeniem szkoły, bo żyją w trudnych warunkach. Absolwenci, którzy nie mogą znaleźć właściwej pracy. Bezrobotni.

Zadowoleni mogą być pracownicy urzędów miejskich i powiatowych. To ludzie, którzy nie wykonują żadnej społecznie przydatnej funkcji. Siedzą "na urzędach" po to, by zmniejszyć liczbę realnego bezrobocia. Oczywiście, istnieją też w Polsce wielkie miasta, w których żyje się dobrze dzięki pieniądzom z Brukseli. Ale pieniądze z Brukseli niedługo się skończą i niezadowolonych będzie jeszcze więcej.

Podatny grunt dla populistów?

- Niestety, to prawda. W Polsce powtarza się syndrom Stanisława Tymińskiego - człowieka, który przychodzi znikąd, obiecuje pieniądze. I ludzie bardziej ufają jemu niż olbrzymim koncernom prasowym, instytucjom opinii publicznej.

Gdy nie ma jasnej dyskusji, formułowania kolektywnych celów, projektów rozwiązywania istotnych problemów, to demagodzy będą obiecywać nie wiadomo co. Bardzo łatwo jest powiedzieć: "Sprowadzimy bezrobocie do poziomu 5 proc.". Problem polega na tym, że mamy do czynienia z głębokim kryzysem politycznym.

Z czego wynika?

- Klasa polityczna uległa całkowitej erozji, nie mamy zaufania do nikogo. Od wielu lat do polityki prowadzi się nabór negatywny - ci, którzy nie sprawdzili się gdzie indziej, zostają w polityce. Potem przeskakują z partii do partii i są przyjmowani, chociaż nie mają żadnej zasługi dla życia społecznego.

Partie polityczne w Polsce nigdy nie były zmuszone do tego, żeby przedstawić realny program. Przedstawiały jedynie obietnice, których nie dotrzymywano. Jest czymś niewyobrażalnym, żeby przed wyborami toczyły się jedynie ogólne rozmowy o tym, że będzie więcej, że będzie lepiej, że będą drogi i dobra pogoda.

Wyborców traktuje się jak naiwne dzieci. Arogancja władzy jest bardzo duża. Przejawia się brakiem reakcji na jakiekolwiek interpelacje kierowane do posłów czy instytucji. Protestujące grupy społeczne rozbijają się o ścianę milczenia. Spotykają się ze wzruszeniem ramion. Obywatele dają więc do zrozumienia: "Nie chcemy mieć nic wspólnego z całym establishmentem".

Czyli czym?

- Establishment to grupa ludzi wyalienowanych, czerpiących korzyści z układów politycznych, żyjących z pewnych zarobków, blokujących nowym osobom dostęp do władzy, niezdolnych do rozwiązywania palących problemów i nierozumiejących tych problemów.

Skąd się wzięła alienacja władzy?

- Mówmy otwartym tekstem: największe biura badania opinii publicznej trzy miesiące temu podawały, że prezydent Bronisław Komorowski będzie miał 65 proc., a Andrzej Duda 15 proc. To znaczy, że te biura nie zbadały niczego. Nie odbijają tego, co naprawdę ludzie myślą. Nie dokonały refleksji nad swoją metodologią.

Media z kolei przez ostatnie lata zajmowały się urabianiem i ugniataniem opinii publicznej. Nie potrafiły krytycznie badać tego, co się dzieje w kraju.

A rząd przestał interesować się tym, co dzieje się w kraju. Tak wyalienowanej władzy nie było w Polsce od czasów komunizmu! Nasuwają się słowa Jerzego Urbana sprzed lat: "My się zawsze wyżywimy, my jesteśmy od tego, żeby nam było dobrze. A wy sobie radźcie jak potraficie". To, co się działo w Polsce przez ostatnie lata, to odtworzenie scenariusza upadku komunizmu. Nie ma tylko gen. Jaruzelskiego.

Co to znaczy?

- Platforma Obywatelska w ostatnich latach przyjęła mentalność późnego Gierka: "Nie ma realnych problemów, nic się złego nie dzieje. Jest pewna grupa wichrzycieli, są wrogowie (wówczas klasowi, teraz PiS). Są też ludzie chorobliwie niezadowoleni, którzy mają nie wiadomo jakie roszczenia".

Bartłomiej Sienkiewicz miał rację, mówiąc, że państwo przestało istnieć. Powiedział smutną prawdę, a obecna władza ciągle tego nie rozumie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM