Grecka wyspa zdemolowana przez uchodźców? Korespondent TOK FM sprawdza, jak jest naprawdę

- Obrzydliwe - tak europejscy turyści w brytyjskich tabloidach oceniają sytuację na greckiej wyspie Kos, na której jest już kilkadziesiąt tysięcy uchodźców z Syrii czy Iraku. - Nie dzieje się tu absolutnie nic, co mogłoby denerwować turystów - przekonuje jednak Hans z Austrii w rozmowie z Dionisiosem Sturisem z Radia TOK FM.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Turyści na greckiej wyspie Kos są wściekli. Przyjeżdżamy tu od 10 lat. Lubimy jeść, pić i odpoczywać. Ale tym razem atmosfera się zmieniła. Tu jest po prostu brudno. To odrażające - powiedziała "Daily Mail" Anne Servante, pielęgniarka z Manchesteru. Jej odrazę budzą uchodźcy z Syrii, Iraki i Afganistanu. Od początku roku przybyło ich nawet 40 tys. Każdej nocy to co najmniej kilkadziesiąt osób. Angielskie tabloidy sytuację opisały tak, jakby uchodźcy zdemolowali wyspę.

"Ludzie zabijają się tam na ulicach"

Nie zdemolowali - przekonuje Dionis Sturis, reporter Radia TOK FM, który jest na Kos. Na miejscu rozmawiał z 23-letnim Mohamedem, studentem matematyki z Syrii, który do Grecji przyjechał z ciotką, wujkiem i ich dziećmi. - Uciekliśmy z powodu wojny. Ludzie zabijają się tam na ulicach, jest naprawdę niebezpiecznie. Moi rodzice i siostra na razie zostali, ale bardzo się o nich boję - mówi.

Lokalne władze pozwoliły uchodźcom zająć opuszczony hotel, ale warunki są skandaliczne. Wielu ludzi mieszka w namiotach dokoła budynku, bez wody i prądu. Mohamed chce przedostać się do Niemiec, by tam dokończyć studia i znaleźć pracę. Najpierw musi jednak dostać greckie dokumenty, pozwolenie na pobyt. Teoretycznie trwa to tydzień. W praktyce? Nie wiadomo.

Na Kos Mohamed, podobnie jak inni uchodźcy, przedostał się łodzią z pobliskiej Turcji. Jak mówi, rejs kosztował 1 tys. dolarów i trwał dwie godziny. Napotkana przez Stunisa grupa polskich turystów wypoczywająca w Turcji przypłynęła na Kos katamaranem. Rejs trwał 40 minut i kosztował 27 euro.

- Jak wjeżdżaliśmy na Kos, grupa uchodźców była trzymana za kratami. Mieli skute ręce - relacjonowali Polacy.

"A jeśli komuś przeszkadzają uchodźcy, trudno"

Brytyjscy turyści po alarmujących artykułach w prasie masowo rezygnowali z wypoczynku na Kos. Rezerwacje spadły o 50 proc. Hans i Lara z Austrii, z którymi rozmawiał Sturis, są tą postawą zdziwieni. Sami zorganizowali nawet zbiórkę żywności i odzieży dla uchodźców.

- Nie dzieje się absolutnie nic, co mogłoby denerwować turystów. A jeśli komuś mimo to przeszkadzają uchodźcy, trudno, jego sprawa. Ale tym ludziom trzeba pomagać, podobnie jak Grecji i Włochom, które same sobie z napływem uchodźców nie poradzą - mówi Hans. - To wstyd, że umywamy ręce - dodaje. - Europa przyczyniła się do wojen, od których teraz uciekają uchodźcy. Dlatego mamy obowiązek im pomóc - zaznacza Lara.

Sceptyczni są polscy turyści. - Nie jest sprawiedliwe dzielenie się tym problemem. My jako Polska nie mamy tego problemu i nie rozumiem, dlaczego kilka tysięcy uchodźców miałoby wrócić do Polski. Jesteśmy biednym krajem - mówi jeden z nich.

DOSTĘP PREMIUM