"Zgniły kompromis, który wszystkim pozwala zachować twarz? Nie tym razem. Grecja demontuje od środka UE"

Przed zerwaniem rozmów na spotkaniu ministrów finansów eurogrupy przesłanki do kompromisu między Grecją a jej wierzycielami były bardziej niż uzasadnione. Kanclerz Merkel była zaś gotowa do daleko idącego kompromisu. Tymczasem doszło do zerwania rozmów przez ministra finansów Grecji - pisze prof. Arkadiusz Stempin.
Uczciwie trzeba przyznać, że kanclerz Merkel została we wcześniejszej rozmowie telefonicznej prawdopodobnie poinformowana przez greckiego premiera o możliwości przeprowadzenia referendum. Wczoraj podczas konferencji prasowej w Urzędzie Kanclerskim na konkretne pytanie dziennikarza uchyliła się od odpowiedzi.

Nie zmienia to jednak całości obrazu, że chłopcom z SYRIZ-y, biegającym po korytarzach brukselskich w koszulkach bez krawatów i marynarek, nie chodziło o szczegóły, o miliard euro w tę czy inną stronę. Im chodziło o rzecz zasadniczą - odmowę spełnienia przyjętych na siebie zobowiązań.

W ten sposób jednak różnica zdań nie dotyczy warunków umowy, tylko podważenia samego jej sensu przez stronę grecką. Rząd w Atenach wypowiedział się przeciwko Unii Europejskiej jako wspólnocie opartej na wywiązywaniu się ze zobowiązań - per se. To podważenie samego jądra unijnej wspólnoty i jej kultury politycznej.

"Zgniły kompromis"? Nie tym razem

Do tej pory mamucie nawet negocjacje w Brukseli między unijnymi członkami doprowadzały do osiągnięcia ugody. Tak było ostatnio nawet z premierem Cameronem, wcześniej z Berlusconim, a jeszcze wcześniej z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Wypracowana w Brukseli przez lata kultura negocjacji, nastawiona na osiągnięcie porozumienia, pozwalała politykom, którzy na początku zasiadali do rozmów z pozycji siły, pójść w toku rokowań na "zgniły kompromis", a mimo to zachować twarz - jak choćby Lech Kaczyński w przypadku Traktatu Lizbońskiego.

Ten mechanizm w rokowaniach z rządem greckim zawiódł. Intencjonalne odrzucenie metody kompromisu jako organicznej dla UE i jej kultury politycznej idzie w parze z drugą myślą przewodnią, która ma posłużyć rządowi greckiemu do stworzenia frontu narodowego przeciwko Europie. To cywilizacyjny wyłom, któremu patronują buntownicy z SYRIZ-y.

W tym kontekście do czystej hipokryzji urasta powołanie się premiera Tsiprasa na argument o próbie wykluczenie jego kraju z rodziny europejskiej - kraju, będącego przecież kolebką cywilizacji europejskiej. Bo po pierwsze, rząd grecki sam wyklucza swój kraj z kręgu cywilizacji opartej o zasadę dotrzymywania umów. A po drugie, współczesna Grecja z antyczną Grecją Achajów (Sofoklesa, Eurypidesa czy Sokratesa) cywilizacyjnie nie ma nic wspólnego.

Powstałe na początku XIX wieku państwo greckie jest metysażem kulturowo-politycznym cywilizacji prawosławnej, rosyjskiej i bizantyjskiej proweniencji oraz cywilizacji Imperium Osmańskiego. Odmienność jasnowłosych Achajów, tych spod homerowskiej Troi, od współczesnych Greków jest tego tylko zewnętrznym papierkiem lakmusowym, gdyż ci ostatni są w lwiej części potomkami najeźdźców tureckich. Ale tylko wtórnym wobec kryterium cywilizacyjnego.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM