Ukraina: Co się stanie w Szyrokyne? W "strefie zdemilitaryzowanej" znowu są rebelianckie wojska

Walki w Szyrokyne rwają od lutego. Po okresie wycofania wojsk miesiąc temu w małej wsi znowu pojawiły się czołgi rebeliantów.
Szyrokyne to praktycznie przedmieścia Mariupola - dużego portu i drogi na Krym Miesiąc temu rebelianci nagle wycofali się, mówiąc, że tworzą "strefę zdemilitaryzowaną". Kilka dni temu Poroszenko wycofał też ukraińską armię. Dziś w "strefie zdemilitaryzowanej" znów pojawiły się czołgi rebeliantów.

To, że niedługo rozpocznie się ofensywa na Mariupol, przewidywało wielu analityków. To strategiczny punkt, głównie ze względu na duży port nad Morzem Azowskim. Opanowanie Mariupola otworzyłoby też rebeliantom i Rosjanom szansę na połączenie lądowe z Krymem. Nic jednak takiego się nie stało. Walki toczyły się w oddalonej o 22 kilometry wsi Szyrokyne. Od lutego siły rebelianckie atakowały ukraińskie pozycje ciężką artylerią: z użyciem moździerzy i czołgów. Miasto jednak wciąż pozostaje nienaruszone.

Większe zdziwienie wywołał fakt, że na początku lipca rebelianci opuścili Szyrokyne. Oświadczyli, że wypełniają punkt porozumień pokojowych z Mińska, mówiący o utworzeniu strefy zdemilitaryzowanej po obu stronach linii frontu (miała ona liczyć łącznie 30 kilometrów).

Wyjście z kompletnie zrujnowanej i opuszczonej wioski inaczej tłumaczyli sobie ukraińscy ochotnicy z batalionu Azow. "W starciach zginęło ponad 60 żołnierzy ukraińskich, a ponad 200 zostało rannych. Straty po stronie rebeliantów to ponad 800 osób: zabitych, rannych i jeńców" - pisał dowódca batalionu Azow Andrij Biłecki na Facebooku. "Wycofali się nie przez mińskie porozumienia, a przez to, że ponieśli ogromne straty" - dodał. Wycofanie się rebeliantów z wioski Szyrokyne potwierdzili przedstawiciele OBWE. Dodali też, że wioskę opuścili wszyscy jej mieszkańcy.

Wycofanie armii przez Poroszenko

Trzy dni temu, 31 lipca, Ukraina również zdecydowała się wyprowadzić żołnierzy ukraińskiej armii. Petro Poroszenko argumentował podobnie jak separatyści: - Zrobimy wszystko, by implementować mińskie porozumienia - komentował swoją decyzję.

Przeciwko tej decyzji setki Ukraińców protestowało nie tylko w Kijowie na Majdanie, ale też w Mariupolu. - Jesteśmy przeciwni demilitaryzacji Szyrokynego. Strefa buforowa otworzy terrorystom korytarz do Mariupola i pozostaniemy bez obrony - mówiła portalowi Euronews Włada, uczestniczka protestu.

"To czysty szantaż"

Bataliony ochotnicze również nie zgadzają się z tą decyzją. Uważają, że to pułapka. - Jeśli się wycofamy z Szyrokynego, to Mariupol będzie następny. To czysty szantaż - mówił jeden z ochotników portalowi Vice News. Dostali jednak rozkaz, by się wycofać. Dowództwo batalionu "Donbas" zwróciło się do prezydenta, by przywrócił ich na pozycje. Według nich - mimo wycofania się rebeliantów - jest duże prawdopodobieństwo zaostrzenia się sytuacji w tamtym regionie. Rzeczywiście, na ruch rebeliantów nie trzeba było długo czekać. Nie wrócili do Szyrokynego, ale już dziś zajęli pozycje w strefie zdemilitaryzowanej, 17 kilometrów od wsi: na linii Kominternowe - Wodiane. - Według naszych informacji ciężka artyleria rebeliantów znów pojawiła się w strefie zdemilitaryzowanej - mówił dowódca batalionu "Donbas".

Obrady trzech stron w Mińsku

Tymczasem w Mińsku trwają negocjacje trójstronne o ostatecznym kształcie demilitaryzacji wsi Szyrokyne. Przedstawiciele Ukrainy i dwóch samozwańczych republik obradują nad tym, kto przejmie kontrolę nad wsią.

Wszystko to dzieje się mimo obowiązujących formalnie porozumień o wstrzymaniu ognia, które zawarto w Mińsku po rozmowach kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Francois Hollande'a z przywódcami Ukrainy i Rosji - Petrem Poroszenką i Władimirem Putinem.

Wojna w Donbasie trwa od kwietnia 2014 r. Rozejm na wschodzie Ukrainy, wypracowany 12 marca porozumieniem Mińsk-2, formalnie obowiązuje od 15 lutego. W ciągu 14 dni strony miały wycofać ciężkie uzbrojenie i wytyczyć strefę buforową o szerokości od 50 do 70 km. Termin ten nie został dotrzymany.

DOSTĘP PREMIUM