Słaba lewica to wina dwukrotnych rządów SLD? "Ludzie stwierdzili, że to nie jest partia lewicowa".

Zdaniem publicystów, słaba lewica to wina dwukrotnych rządów SLD. - Wprowadzono podatek liniowy dla przedsiębiorców, obcięto o połowę - i tak żałosną - dotację dla barów mlecznych, zabrano część ulgi komunikacyjnej dla studentów, zlikwidowano fundusz alimentacyjny, wprowadzono eksmisję na bruk - wyliczała Eliza Olczyk.
- Dlaczego lewica w kraju postkomunistycznym, o dużym rozwarstwieniu społecznym i wielkim - wydawałoby się - potencjale lewicowym, jest tak słaba, że aż musi się dzielić na cztery listy? - zastanawiał się Jan Wróbel w Poranku TOK FM.

- Zdaniem Elizy Olczyk to skutek dwukrotnych rządów lewicy po 1989 roku. - Lewica realizowała politykę liberalną, z daleka trzymającą się od spraw światopoglądowych. Czyli nie realizowała polityki lewicowej - mówiła i wyliczała grzechy Leszka Millera: - Wprowadził podatek liniowy dla przedsiębiorców, obciął o połowę - i tak żałosną - dotację dla barów mlecznych, zabrał część ulgi komunikacyjnej dla studentów, zlikwidował fundusz alimentacyjny, wprowadził eksmisję na bruk. - Ludzie stwierdzili, że to nie jest partia lewicowa - uważa publicystka.

Czemu więc lewicowy elektorat nie przechodzi tłumnie do partii Razem? - Lewica ma bardzo zły PR. Na samym początku lat 90. postkomuniści nazwali się lewicą, żeby się oczyścić, inna lewica się nie wyłoniła i wtedy skorzystała z tego prawica mówiąc: "Aha, lewica to komuniści. Czyli będziemy wszystkich, których nie lubimy nazywać lewicą" - tłumaczyła Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Zdaniem Dariusza Ćwiklaka ten trend się odwraca. - W młodszej części społeczeństwa zdecydowanie widać ewidentnie, że lewica nie kojarzy się już z obciachem. Myśl o tym, że można zaprzęgnąć państwo do obowiązków, które powinno wypełniać jest jak najbardziej OK - mówił.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM