Aptekarz wyprowadzał leki za miliony złotych. I jego firma nie zostanie zamknięta, bo... musi mieć z czego żyć

Sąd administracyjny nie pozwala zamknąć aptek, które latami nielegalnie odsprzedawały leki, bo... ich właściciele nie mieliby z czego żyć. Główny Inspektorat Farmaceutyczny skarży się, że jego praca idzie na marne, a ci których dziś chroni sąd, latami łamiąc prawo zarobili miliony złotych.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Tego typu spraw są dziesiątki i scenariusz w nich jest bardzo podobny. Aptekarze latami zamiast pacjentowi odsprzedają leki tym hurtowniom, które wyprowadzają je z kraju. O tym zjawisku, które doczekało się określenia "odwrócony łańcuch dystrybucji", pisaliśmy wiele razy. Na trop tych nielegalnych przepływów wpadły wojewódzkie inspektoraty farmaceutyczne. Zapada więc decyzja o zamknięciu apteki w pierwsze instancji. Aptekarz się odwołuje, ale Główny Inspektorat Farmaceutyczny podtrzymuje decyzję i odbiera zezwolenie na prowadzenie działalności, co oczywiście oznacza zamknięcie "biznesu". Jego właściciel może się jeszcze odwołać do sądu administracyjnego. I tu zaczyna się problem.

Nie mają z czego żyć

Zamykane apteki znalazły sposób jak przedłużyć swoje działanie nawet o kilka lat. Wykorzystują istniejące procedury. Do WSA w Warszawie trafiają dwa pisma. Pierwsze to oczywiście skarga na decyzję GIF-u, a drugie to wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji inspektoratu, co w praktyce jest prośbą o nie zamykanie apteki. Argumentacja jest w zasadzie identyczna we wszystkich tego typu sprawach. Właściciel apteki podnosi, że to jego jedyne źródło dochodu, że zamknięcie spowoduje straty, których nie da się potem naprawić.

- To może zabrzmi kuriozalnie, ale aptekarz, który wywozi latami leki na bardzo duże sumy, to są często miliony złotych, twierdzi że traci źródło utrzymania i że jego rodzina byłaby zagrożona ubóstwem - mówi Paweł Trzciński, rzecznik GIF-u. Dodaje, że ci którzy nielegalnie handlują lekami, narażają pacjentów. Ci niejednokrotnie nie mogą kupić leków ratujących życie. Warszawski WSA w większości tego typu spraw wstrzymuje więc wykonanie decyzji. - To sprawia, że nasza praca idzie na marne. Tym bardziej decyzje sądu są dla nas niezrozumiałe - dodaje Trzciński.

Rzeczywiście, jak ustaliło TOK FM, w wielu takich sprawach chodzi o apteki, które latami odsprzedawały leki do hurtowni, a sumy tych transakcji liczone są w milionach złotych rocznie.

Tylko stosujemy prawo

- Sądy administracyjne rozpatrując takie sprawy nie badają czy decyzja o odebraniu zezwolenia była słuszna. Nie sprawdzają kto ma racje - mówi rzecznik WSA w Warszawie Joanna Kube i dodaje, że jedynym, co można zrobić, to sprawdzić czy rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że strat wywołanych zamknięciem apteki nie da się naprawić i czy było to jedyne źródło dochodu osoby prowadzącej taką działalność.

- Warto zaznaczyć, że to jest ochrona tymczasowa - mówi Joanna Kube tłumacząc takie, a nie inne decyzje. To znaczy, że apteka może działać do momentu, aż sąd sprawdzi czy GIF miał podstawy do jej zamykania i wyda wyrok. To zazwyczaj zajmuje około pół roku. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że 15 sierpnia weszła nowelizacja przepisów. Do tej pory wystarczył wyrok pierwszej instancji, by aptekę zamknąć. Teraz wyrok musi być prawomocny. To oznacza, że trzeba czekać na decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, a to kolejne kilkanaście miesięcy, a nawet kilka lat.

Apteka bez kontroli

Jest jeszcze jedna konsekwencja decyzji sądu. Nikt nie zagwarantuje, że apteki którym WSA pozwolił działać do czasu ogłoszenia wyroku, zaczną to robić zgodnie z prawem. Pojawia się więc problem ich kontrolowania. Skoro inspektoraty farmaceutyczne wydały już decyzję o ich zamknięciu, to kolejne kontrole niewiele w tej sytuacji zmienią i są de facto stratą czasu. Można oczywiście kierować wnioski do prokuratury i postępowania karne są w takich przypadkach prowadzone. Problem w tym, że prokuratura w większości takich spraw postępowania umarza. Zdaniem śledczych przepisy karne w ustawie prawo farmaceutyczne były nie do końca jasno sformułowane. Po nowelizacji, która zaczęła obowiązywać w tym roku, ta sytuacja ma się zmienić.

Sędzia Joanna Kube tłumaczy, że zawsze znajdą się sytuacje, w których tego typu procedury prawne mogą być wykorzystywane. Z drugiej jednak strony zaznacza, że przepisy stosuje się do wielu spraw i łatwo sobie wyobrazić taką, w której wstrzymanie wykonania decyzji administracyjnej może realnie ochronić przedsiębiorcę przed ogromnymi stratami. - W tym przypadku akurat może wydawać się, że prawo jest korzystniejsze dla strony ocenianej przez media jako ta, która robi coś nieprawidłowo. Natomiast sąd zobligowany był patrzeć na obowiązujące procedury - mówi w rozmowie z TOK FM sędzia Kube.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM