Kolejne zdjęcie martwego dziecka wyrzuconego na brzeg Morza Śródziemnego. "Nie opublikujemy go. Wzbudza zbyt silne emocje"

Czerwona bluzeczka, niebieskie, krótkie spodenki. Chłopiec wygląda, jakby spał. Ale nie śpi. Morze wyrzuciło go martwego na plażę w Turcji. Takie zdjęcie pojawiło się właśnie w agencjach fotograficznych. - My na pewno tego nie opublikujemy - zaznacza Waldemar Gorlewski, szef działu foto "Gazety Wyborczej".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Zdjęcie martwego chłopca wyrzuconego na brzeg Morza Śródziemnego to kolejne podobne ujęcie po całej serii zdjęć, które pojawiły się niedawno na Facebooku.

"Wzbudzają emocje, które są zbyt silne"

Waldemar Gorlewski, szef działu foto "Gazety Wyborczej" podkreśla, że jego gazeta tego zdjęcia nie opublikuje. - Nigdy nie epatujemy okrucieństwem ani bestialstwem. Staramy się tego nie pokazywać, tym bardziej, że czytelnicy też tego nie lubią - wyjaśnia. - Te zdjęcia często leżą w miejscach dostępnych, oglądają je dzieci. Wzbudzają emocje, które są zbyt silne - zaznacza.

Dlaczego jednak wystrzegamy się zdjęć martwych dzieci wyrzuconych na brzeg podczas nieudanej próby dotarcia do Europy, a w przestrzeni publicznej funkcjonują fotografie martwych płodów z demonstracji przeciw aborcji? Czy to nie zamienia się w autocenzurę? - Nie nazywałbym tego autocenzurą - mówi Gorlewski. - Gdy demonstrują przeciwnicy aborcji i robią wystawę w przedsionku kościoła, my pokazujemy ludzi, którzy to oglądają i ich reakcje. Tu pojawia się kwestia pewnej estetycznej wrażliwości i tego, czy chcemy to pokazać czy nie. My nie chcemy pokazywać zdjęć pokazujących bestialstwo. Unikamy tego jak tylko możemy - zaznacza.

DOSTĘP PREMIUM