Chrabota: Globalny marketing prałata Charamsy

"Nie będzie więc prałat Charamsa mimo globalnego echa jego wystąpienia nikim specjalnie przełomowym, raczej symbolem medialnego hałasu i absolutnie profesjonalnie przeprowadzonej autopromocji. A temat, na którym się skupił, jest niewątpliwie modny i nośny" - ocenia Bogusław Chrabota. Wg redaktora naczelnego "Rz", właśnie "nośność" tematu jest najistotniejsza.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

 "Jestem pełen pokory wobec ludzkiej seksualności. Mam pełną świadomość, że to sfera wyjątkowo trudna do okiełznania. Tym większą więc sztuką jest umiejętność zapanowania nad tym uniwersum. Dlatego nie potępiam księdza Charamsy za jego wybór" - napisał Chrabota w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej".

Ale jak podkreślił publicysta, potępia duchownego za to, że "robi ze swej słabości spektakl, że pcha się przed kamery ze swoim przesłaniem".

"Otóż naprawdę nie interesuje mnie jego związek ani to, jak wygląda jego homoseksualny partner Eduardo. Tak jak nie lubię naruszania mojej prywatności, tak nie zamierzam wpychać nosa do jego alkowy. Wręcz drażni mnie to, że jestem do tego przez media zmuszany" - ocenił naczelny "Rz".

Promocja przede wszystkim

Zdaniem Bogusława Chraboty, jeśli chodzi o chęć "pouczania Kościoła w sprawie akceptacji związków gejowskich" ks. Charamsa "zagubił się w nieogarnionej mentalnej przestrzeni gdzieś między naiwnością a megalomanią".

Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" jest przekonany, że duchownemu z Polski chodzi przede wszystkim o promocje "mającej wyjść niedługo książki".



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM