"Ech, Wałęsa, gdybyś siedział cicho, żylibyśmy sobie spokojnie w PRL. I czekali, aż Kaczyński nas wyzwoli"

"Dziś prezes PiS taktycznie milczy, bo przecież nie będzie osobiście babrał się w błocie. Milczy też Kościół. Czyżby z powodu postu? Bo przecież nie ze strachu, że jakieś ubeckie dokumenty mogłyby go dotyczyć" - komentuje Stanisław Tym. Felietonista "Polityki" za "haniebną" uznaje tezę, lansowana przez PiS, że współczesna polska historia "opiera się na kłamstwie".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Dla Stanisława Tyma, intencje partii rządzącej są "jasne jak gwint". "Ujawnił ją w 2010 r. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej". Wałęsa to zdrajca, więc jedynym spadkobiercą idei Solidarności ma zostać Lech Kaczyński. A ja dodam, że śmierć prezydenta Kaczyńskiego (w zamachu!) w naturalny sposób wyznaczyła jego następcę. Dziś prezes PiS taktycznie milczy, bo przecież nie będzie osobiście babrał się w błocie. Od brudnej roboty są Brudziński, Mularczyk, Sasin i Kancelaria Prezydenta RP" - ocenia w najnowszym wydaniu "Polityki".

Jak podkreśla Tym, za jedyny chyba "promyk optymizmu" uznać można przegraną wujka prezydenta Dudy, w wyborach na prezydenta Radomska.

"Nawet konie w stadninach w Janowie Podlaskim i Michałowie musiały zrozumieć, że były źle prowadzone przez wrogów IV RP. Bo złych ludzi pełno jest wszędzie" - zauważa ironicznie felietonista tygodnika "Polityka".

"Ech, Wałęsa, Wałęsa, gdybyś siedział cicho, żylibyśmy sobie spokojnie w PRL. Bez wrogiej Unii Europejskiej, za to w przyjaźni z NRD. I czekaliśmy, aż pojawi się Jarosław Kaczyński, żeby nas wyzwolić" - bo jak podkreśla Tym, Prawo i Sprawiedliwość radzi nam "szybko uwierzyć" w to, że "Wolna Polska zaczyna się po wyborach w 2015 r.".

Dziś IPN udostępni dziennikarzom i historykom kolejną część dokumentów znalezionych w domu gen. Czesława Kiszczaka.

Warto przeczytać: "Wódz", polityczny portret Lecha Wałęsy >>



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM