Blogerka: Kobiety mają być specjalistkami od sfery rodzicielstwa. Ale ważne pytania w przestrzeni publicznej zadają mężczyźni

"Dobrze sytuowani i obdarzeni władzą panowie przenoszą odpowiedzialność za niską dzietność na kobiety. Bo za cóż innego miałyby być odpowiedzialne?", pyta blogerka Małgorzata Łukowiak w "Tygodniku Powszechnym".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Państwo i instytucje nie są od tego, by snuć piękne opowieści. Państwo ma wysłać sygnał: 'Jesteśmy zainteresowani tym, żebyście mieli dzieci'. A ja nigdy nie czułam, że państwo interesuje się moimi dziećmi", mówi Małgorzata Łukowiak w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego".

Dalej blogerka i feministka opisuje swoje problemy z szukaniem przedszkola, szczepieniem dzieci czy opieką świetlicową w szkole. "Nie jesteś samotną matką, nie jesteś bezrobotna, radź sobie sama", cytuje uzasadnienie braku miejsca w przedszkolu.

500 zł na "nie-każde-dziecko" według Łukowiak może się przydać, ale pieniądze "nie podniosą dzietności, a w dodatku niektóre kobiety zdezaktywizują zawodowo". Czy państwo stać na taką pomoc? "Zdałam sobie sprawę, że my to samo pytanie zadajemy przy każdej próbie wsparcia osób, które uznajemy za potrzebujące. Dlaczego właściwie stać nas było na stadiony, a na rodziny już nie? Może po 27 latach wolnej Polski powinniśmy przestać tak myśleć?", zastanawia się blogerka.

W debacie publicznej obecne jest pytanie "dlaczego Polki nie chcą rodzić?". Łukowiak zauważa, że jego konstrukcja wynika z przeświadczenia, że "sfera rodzicielstwa to w Polsce nadal sfera kobieca. My mamy być od tego specjalistkami". Ale pytanie to zadają mężczyźni. "Bo w ogóle ważne, doniosłe pytania w przestrzeni publicznej zadają mężczyźni. Dobrze sytuowani i obdarzeni władzą panowie przenoszą odpowiedzialność za niską dzietność na kobiety. Bo za cóż innego miałyby być odpowiedzialne?", ironizuje Łukowiak.

Cały wywiad do przeczytania w "Tygodniku Powszechnym".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM