Szydło: Na drugie mam "eksperyment". Mam szczęście, że mogę się radzić Jarosława Kaczyńskiego

"Jak sięgam pamięcią, zawsze byłam kapitanem drużyny. Jak grałam z chłopakami w piłkę nożną, a grałam i nieźle mi szło, to zawsze byłam kapitanem drużyny. Żadna ściema" - mówi premier w rozmowie z Robertem Mazurkiem. Beata Szydło podkreśla, że jest na początku kariery. Ale już wie, że nie chce skończyć jak... Ewa Kopacz.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

 "Tak naprawdę, to mam szczęście, że mogę się radzić Jarosława Kaczyńskiego, że mogę rozmawiać z nim o polityce i w ten sposób uczyć się od niego" - deklaruje Beata Szydło na początku wywiadu dla dodatku "Rzeczpospolitej" - "Plus Minus".

Ale zaraz potem, szefowa rządu wielokrotnie zapewnia, że to ona - a nie prezes PiS - ma decydujący głos. Bo to ona jest premierem.

"Zabawa dla ambitnych dziewcząt i chłopców"

Beata Szydło śmiechem zareagowała na pytanie dotyczące nazywania ją przez Jarosława Kaczyńskiego "eksperymentem". Zażartowała, że "na drugie ma 'eksperyment'".

"A tak poważnie - do tej pory utarło się, że to szef partii zostaje premierem. W tym sensie jest to eksperyment, że to nie prezes, tylko wiceprezes stanął na czele rządu. Ale to całkiem miłe, kiedy słyszę od prezesa, że "eksperyment pod tytułem rząd Beaty Szydło się sprawdza" - stwierdziła w rozmowie z "Rz".

Premier przekonuje, że świetnie radzi sobie z ambicjami polityków-mężczyzn. Bo sama jest bardzo ambitna.

"Rozumiem, że polityka to zajęcie dla dużych dziewcząt i chłopców. Jak sięgam pamięcią, zawsze byłam kapitanem drużyny. Jak grałam z chłopakami w piłkę nożną, a grałam i nieźle mi szło, to zawsze byłam kapitanem drużyny. Żadna ściema. Tak było do studiów! Mąż mnie tak poznał, kiedy graliśmy w piłkę na praktykach studenckich" - wspominała.

Szydło nie chce skończyć jak...

Jak podkreśla Beata Szydło, stoi na początku kariery. Ale już wie, jak nie powinna skończyć się jej polityczna droga.

"Za nic nie chciałabym skończyć jak Ewa Kopacz. Obserwowałam ja niedawno w Sejmie, opuszczoną, samotną i bardzo smutną. Zrobiło mi się jakoś przykro. Jesteśmy państwem, w którym ktoś, kto był premierem, marszałkiem Sejmu, pełnił najwyższe funkcje w państwie, dziś siedzi sam, opuszczony, nikt się z nim nie liczy" - mówiła premier w rozmowie z Robertem Mazurkiem.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM