"Jestem wściekła jak nigdy w życiu. Czy nie mamy prawa, tak jak nam serce każe, obchodzić rocznicy najważniejszego wydarzenia w naszym życiu?"

" Czuję się upokorzona w sposób niewiarygodny" - mówi kombatantka Wanda Traczyk-Stawska w rozmowie ze stołeczną "GW". Żołnierka Powstania Warszawskiego jest oburzona, że podczas obchodów rocznicowych odczytane zostaną nazwiska kilku ofiar katastrofy smoleńskiej. "Nie miesza się dwóch ważnych wydarzeń historycznych, bo jedno i drugie traci przy tym właściwą rangę" - podkreśla.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Weterani początkowo sprzeciwiali się, forsowanemu przez szefa MON pomysłowi, odczytania podczas rocznicowych obchodów tzw. apelu smoleńskiego. Ale po spotkaniu z min. Antonim Macierewiczem zgodzili się na odczytanie nazwisk kilku ofiar katastrofy, m.in. Lecha Kaczyńskiego.

"Jestem wściekła jak nigdy w życiu. Nie dość, że na spotkaniu z ministrem moi koledzy ustąpili i w apelu jest jednak Smoleńsk, to jeszcze brak w tym tekście uhonorowania ludności cywilnej. Ludność cywilna była głównym bohaterem powstania. Bez jej zgody powstanie by nie wybuchło. Bez jej pomocy nie przetrwalibyśmy 63 dni, tylko najwyżej trzy" - komentuje w rozmowie z Tomaszem Urzykowskim Wanda Traczyk-Stawska.

Upokorzeni bohaterowie

Weteranka otwarcie krytykuje kolegów, którzy w poniedziałek po rozmowie z min. Macierewiczem zgodzili się na rozwiązanie kompromisowe. Bo jak mówi, cytując Martę Kaczyńską, nie należy mieszać dwóch ważnych wydarzeń z historii, bo w ten sposób "jedno i drugie traci przy tym właściwą rangę".

"Czuję się upokorzona w sposób niewiarygodny. Czy nie mamy prawa we własnym gronie, tak jak nam serce każe, obchodzić 1 sierpnia rocznicy najważniejszego wydarzenia w naszym życiu? Tak nie wolno nas traktować" - stwierdziła Wanda Traczyk-Stawska w rozmowie ze stołeczną "Gazetą Wyborczą".

Macierewicz na powstańcach wymusił zgniły kompromis. Starsi ludzie, bohaterowie, ulegli dla Polski, bo nie chcieli awantury" - ocenia Przemysław Szubartowicz>>>

DOSTĘP PREMIUM