"Ciekawe, co się dzieje z Dudą?" - pyta Tym, komentując zawłaszczanie przez "głuchego dyrygenta z plastikowej drabinki" pamięci o powstaniu

"Na własne oczy widziałem 63 dni powstania warszawskiego - zaczynałem właśnie 8. rok życia. W bramie mojego domu umierali młodzi, nawet kilkunastoletni, powstańcy" - wspomina w "Polityce" Stanisław Tym. Felietonista nie ma wątpliwości, że rocznicowe obchody to nie czas na wspominanie ofiar katastrofy smoleńskiej, jak chcą "głuchy dyrygent z przenośnej plastikowej drabinki oraz jego alter ego Antoni Macierewicz".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Wspominając umierających powstańców, Tym podkreśla, że "oni z pewnością polegli na polu walki, a nie zginęli w żadnej katastrofie".

Felietonista nie kryje niechęci, jaką wzbudzają w nim polityczne przepychanki wokół rocznicowych uroczystości.

"Pycha i arogancja głuchego dyrygenta z przenośnej plastikowej drabinki oraz jego alter ego Antoniego Macierewicza wciskających apel smoleński do pamięci o powstaniu są po prostu wstrętne. Pieczętują brak szacunku dla bohaterów 1944r. i zawłaszczanie ich święta przez prezesa PiS. Ciekawe, co się dzieje z Andrzejem Dudą?" - pyta retorycznie Stanisław Tym.

Przypomnijmy, po spotkaniu kombatantów z min. Macierewiczem ustalono, że zamiast całego tzw. apelu smoleńskiego, podczas rocznicowych uroczystości odczytywanych będzie kilka nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiego tupolewa.

Macierewicz "wygrał" z powstańcami? "Upokorzył ich. Przekonał paru starszych ludzi, by mu się nie postawili" - ocenia Szubartowicz>>>

DOSTĘP PREMIUM