"Druhny i druhowie - Kościół nam się otwiera, że hej!" - Hołownia o decyzjach Episkopatu ws. ks. Międlara

"Skoro młody ksiądz, który głosi treści jawnie niezgodne z Magisterium oraz dopuszczał się publicznego gorszenia wiernych zostaje znowu dopuszczony do ołtarza, ambony i pracy parafialnej, to takiej samej "amnestii" mogą się chyba spodziewać wszyscy inni, którym nie po drodze było z bezkompromisowymi wymogami Ewangelii?" - pyta w "TP" Szymon Hołownia.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Kontrowersyjny ksiądz który stał się "twarzą" młodych nacjonalistów, przypomnijmy, został skierowany do parafii w Tarnowie. Pracować może, ale nadal ma zakaz wystąpień publicznych. Wszystko za pełne nienawiści wystąpienia m.in. podczas manifestacji narodowców.

Posłanka Nowoczesnej składa doniesienie do prokuratury, ws. obraźliwego wpisu ks. Międlara>>>

"Naprawdę nie rozumiem tych, którzy zaczęli biadolić, że przeniesienie ks. Jacka Międlara - do parafii w Tarnowie (gdzie rzecz jasna nadal będzie mógł z ambony ubogacać społeczeństwo nacjonalistyczną pseudoideologią, a może nawet ogłaszać farmazony o "żydowskim imperializmie") jest dowodem na to, że polski Kościół instytucjonalny przesunął się jeszcze bliżej prawej ściany. Przeciwnie! To przecież oczywista oznaka liberalizacji! Druhny i druhowie - Kościół nam się otwiera, że hej!" - ironicznie komentuje Szymon Hołownia w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego".

Czas na amnestię?

Publicysta, przy okazji wysłania księdza Międlara do Tarnowa, przypomina, że kontrowersyjny młody ksiądz do tej pory ani razu nie posypał głowy popiołem, nie przeprosił tych, których obraził. A przełożeni mają z nim problemy nie do dziś.

"Dobrze pamiętam tych wszystkich ekspertów w koloratkach (materialnych i mentalnych), którzy przekon6ywali, że katolik publicznie głoszący treści stojące w sprzeczności z nauczaniem Kościoła popełnia grzech zgorszenia i zanim zostanie na nowo dopuszczony do pełnej wspólnoty (komunii), powinien również publicznie pokajać się i zapewnić, że zmienił poglądy. Ale skoro młody ksiądz, który głosi treści jawnie niezgodne z Magisterium (czego wielokrotnie dowodzono) oraz w oczywisty sposób dopuszczał się publicznego gorszenia wiernych, łamiąc śluby posłuszeństwa przełożonym (co sam przyznał w liście), teraz - bez żadnej publicznej pokuty - zostaje znowu dopuszczony do ołtarza, ambony i pracy parafialnej, to takiej samej "amnestii" mogą się chyba spodziewać wszyscy inni, którym nie po drodze było z bezkompromisowymi wymogami Ewangelii? Przecież to nie może mieć żadnego znaczenia, że księdzu Jackowi zdarza się profanować przesłanie Chrystusa z prawej, a im - bardziej z tej lewej strony?" - pyta Szymon Hołownia.

I zwraca uwagę, że ze sposobu w jaki przełożeni traktują kłopotliwego księdza, który "publicznie grał na nosie kościelnej władzy, łamiąc jej zakazy", widać, że "większym kłopotem jest to, że ksiądz Jacek mówi, niż to, co mówi".

"Pozostaje więc wierzyć, że ks. Międlar w Tarnowie nie stanie się obiektem pielgrzymek nacjonalistów z całego kraju, gotowych jechać do swojego "kapelana wyklętego", a raczej że kolejna szansa, która dostał, rozszerzy jego serce, by nauczył się ludzi łączyć, a nie dzielić" - napisał Hołownia w felietonie, w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego".

"Ksiądz, który paradował z kibolami wyrzucony z parafii. Cześć parafian nie chciał go przyjmować, gdy chodził po kolędzie">>>

DOSTĘP PREMIUM