"Zmierzamy w kierunku Białorusi" - ocenia prof. Strzembosz

Zdaniem b. prezesa SN, niezależność sądownictwa jest poważnie zagrożona. A atmosfera przypomina to, co działo się w komunistycznej Polsce. "Czy w sprawie ojca Zbigniewa Ziobry doszłoby do zatrzymania lekarza, gdyby nie to, że proces dotyczy rodziny ministra sprawiedliwości?" - pyta w rozmowie z "DGP".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Prof. Adam Strzembosz od dawna krytykuje PiS, choć przyznaje, że są decyzje, które trzeba chwalić. To np. program 500 plus.

"Nie mogę jednak spokojnie patrzeć na dokonany już paraliż trybunału, a także próby podważenia niezawisłości sędziowskiej. Doświadczenie życiowe przekonuje mnie, że realność konstytucji zależy od organów, które je chronią. I takim organem jest trybunał. Nie jestem wobec niego bezkrytyczny. Ale jest rzeczą ważną, aby trybunał sprawnie funkcjonował w sytuacji zagrożenia funkcjonowania sądów" mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" były prezes Sądu Najwyższego.

Jak w PRL

Dla prof. Strzembosza pomysły rządzących, dotyczące wymiaru sprawiedliwości, cofają Polskę do czasów PRL. A były prezes SN i przewodniczącego Trybunału Stanu wie o czym mówi, bo jako sędzia zaczął pracować na początku lat 60. XX wieku.

"Po 1956 roku, poza kilkoma najbardziej drastycznymi przypadkami, łamanie niezawisłości polegało na tym, że jak ciotka sekretarza komitetu wykonawczego miała sprawę o alimenty, to należało orzec wyższe, niższe albo oddalić powództwo, w zależności do tego, co jej pasowało. Tam nie chodziło o sprawy o życie. To było po prostu zwykłe kumoterstwo. A czy teraz nie można o tym mówić? Czy w sprawie ojca Zbigniewa Ziobry doszłoby do zatrzymania lekarza, gdyby nie to, że proces dotyczy rodziny ministra sprawiedliwości?" - pyta.

Ostatnich zatrzymań w sprawie śmierci ojca Zbigniewa Ziobry, do której doszło w 10 lat temu, dokonano w październiku.

Bulwersująca sprawa Jakiego

Adama Strzembosza szczególnie poruszyła sprawa wiceministra sprawiedliwości.

Patryk Jaki, przypomnijmy, zarzucił sędzi stronniczość, żądał wyłączenia jej ze sprawy oraz groził wnioskiem o postępowanie dyscyplinarne wobec niej. Wiceminister musiał pojawić się w sądzie, bo został pozwany przez posła PO Roberta Kropiwnickiego. Jak jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu zarzucił politykowi PO, że w należącym do niego mieszkaniu działa agencja towarzyska.

Zdaniem prof. Strzembosza, po tym jak sąd oddalił wniosek wiceministra o umorzenie postępowania, Jaki "mógł wnieść zażalenie do sądu apelacyjnego".

"Sprawa byłaby załatwiona. Zamiast tego pan Jaki grozi sędzi postępowaniem dyscyplinarnym. Sędzi, która zachowała się wzorowo. Nie znam przypadku w Polsce Ludowej, żeby ktoś groził sędziemu dyscyplinarką na sali sądowej" - podsumował były prezes SN.

"Zmierzamy w kierunku Białorusi"

Jak ocenia prof. Strzembosz, "zmierzamy w kierunku Białorusi, choć wciąż mam nadzieję, że ten los nas ominie". Wytyka Prawu i Sprawiedliwości, że z premedytacją zaostrza konflikt wokół Trybunał Konstytucyjny.

Choć rządzący i tak mogliby mieć na koniec roku "swoją większość" w trybunale. Bo kończą się kadencje kilku sędziów zasiadających obecnie w TK.

Prof. Adamowi Strzemboszowi, jak przyznaje w rozmowie z "DGP", niespecjalnie podobają się sędziowie wybrani głosami PiS.

Ale jak podkreśla, "partyjna" nominacja do pracy w trybunale nie oznacza, że sędziowie będą spełniali oczekiwania polityków.

"Profesor Teresa Liszcz była członkiem i posłanka PC, a w trybunale zachowywała się bez zarzutu i nikt nigdy nie miał do niej o nic pretensji. Sędzia wybrany do trybunału ma przecież przed sobą dziewięć lat pracy i wie, że po tym czasie już nie będzie mógł tam wrócić. Stąd dla niego większe znaczenie ma to, żeby dzieci się za niego nie wstydziły" - mówi prof. Strzembosz.



"Skandaliczny wywiad Ewy Stankiewicz z prof. Strzemboszem. Zniesmaczeni nawet widzowie TV Republika">>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM