"Może nawet dojść do tego, że parafialne zaświadczenie o spowiedzi przyspieszy operację stawu biodrowego"

"Im więcej trucia, tym bardziej na drugi plan schodzą sprawy istotne. Że legalne wyjście na ulice w ramach Czarnego Protestu okaże się marzeniem ściętej głowy, bo ustawowe pierwszeństwo będzie miała procesja w intencji pomyślnych wierceń geotermalnych ojca Rydzyka" - pisze w "Polityce" Stanisław Tym.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Felietonista tygodnika "Polityka" należy do tych, na których nie zrobiło wrażenia krytykowanie przez wicepremiera Glińskiego telewizyjnej nagonki na organizacje pozarządowe.

"Facet po roku zorientował się, że Jacek Kurski sprzedaje propagandową tandetę, bo wreszcie odczuł to na własnej skórze, czy raczej skórze żony? A cóż mnie to obchodzi?" - pyta Stanisław Tym.

Zdaniem satyryka i felietonisty, takie sprawy przesłaniają to, co naprawdę dziś w Polsce ważne. "Że Sejm za chwilę przegłosuje wzrost podatków, że krętactwa rządu nie zatrzymają spadku w gospodarce, a Giełda Papierów Wartościowych będzie musiała się przenieść na osiedlowy bazarek. Że legalne wyjście na ulice w ramach Czarnego Protestu okaże się marzeniem ściętej głowy, bo ustawowe pierwszeństwo będzie miała procesja w intencji pomyślnych wierceń geotermalnych ojca Rydzyka. Może nawet dojść do tego, że parafialne zaświadczenie o spowiedzi przyspieszy operację stawu biodrowego. Wprawdzie tylko o tydzień, ale zawsze to coś" - ironizuje w najnowszym felietonie w "Polityce".

O przypomnianym przez Stanisława Tyma projekcie zmian w ustawie o zgromadzeniach, Sejm może zdecydować już w tym tygodniu.

Zmiany firmowane przez PiS krytykuje nie tylko cała sejmowa opozycja. Wg rzecznika praw obywatelskich proponowane zmiany ograniczą wolność zgromadzeń publicznych. Dlatego zdaniem Adama Bodnara, projekt powinien zostać odrzucony, bo narusza m.in. przepisy Konstytucji RP.

Największe wątpliwości budzą zapisy dotyczące tzw. zgromadzeń cyklicznych. Taki demonstracje można byłoby zgłaszać do wojewody i rezerwować dla nich miejsce i czas... na trzy lata.



DOSTĘP PREMIUM