Kolędowanie i składanie kwiatów. Jak min. Anders za publiczne pieniądze "jest rzecznikiem samej siebie"

"Newsweek" sprawdził, czym zajmuje się pełnomocnik Rady Ministrów ds. dialogu międzynarodowego Anna Maria Anders. Okazuje się, że "dialog międzynarodowy" niekoniecznie jest na pierwszym miejscu. Można odnieść wrażenie, że Anders bardziej występuje w roli córki swojego ojca, niż minister Kancelarii Premiera.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Anna Maria Anders najpierw została senatorem Prawa i Sprawiedliwości. W jej kampanię zaangażowali się najważniejsi politycy partii - z Jarosławem Kaczyńskiem na czele. Po wygranej PiS w wyborach, przez chwilę była przewodniczącą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Potem została sekretarzem stanu - w randze ministra - w KPRM.

"Newsweek" przyjrzał się aktywności pani minister. Okazało się, że trudno znaleźć spotkania, które można będzie uznać za międzynarodowy dialog.

"Wspólne kolędowanie z zespołami ludowymi. Obchody 75. rocznicy bitwy o Tobruk. 30 -lecie budowy kościoła w Łomży. Odsłonięcie pomnika króla Jagiełły. Wizyty zagraniczne? Głównie żołnierskim szlakiem. Wystawa o Armii Andersa w Teksasie. Złożenie kwiatów na grobach żołnierzy polskich w Kuropatach. Spotkanie z uwielbianym na prawicy Matthew Tyrmandem".

A wszystko to za publiczne pieniądze. Nie wiadomo, jaką pensję odbiera pani minister-pełnomocnik, bo KPRM nie odpowiedział na pytania "Newsweeka". Zgodnie z oficjalnymi danymi, dotyczącymi wynagrodzeń w rządzie, sekretarz stanu otrzymuje 9-11 tys. zł. A min. Anders dodatkowo pobiera pensję senatora. "To prawie 10 tys. zł i 12 tys. zł na prowadzenie biura" - przypomina tygodnik.

Wg min. Anders, Trump może być świetnym prezydentem>>>



DOSTĘP PREMIUM