Zbigniew Wassermann

- Uwielbiał słodycze i dobrze przyrządzone śledzie, skarżył się na krety na działce. Lubił 'The Rolling Stones' i muzykę country - tak Zbigniewa Wassermanna wspomina Maja Jankowska.
"Zbyszka Wassermanna poznałem 17 lat temu na spotkaniu duszpasterstwa prawników u ks. dr Jana Pasierbka. Zrodził się wtedy pomysł powołania Katolickiego Stowarzyszenia Prawników integrującego całe środowisko, czyli prokuratorów, sędziów, radców prawnych, adwokatów, notariuszy. Uznaliśmy, że potrzebny jest nasz głos w czasie gorących dyskusji o ustawie antyaborcyjnej, wartościach chrześcijańskich w mediach. Był jednym z niewielu prokuratorów, którzy zaangażowali się w to stowarzyszenie. Zbyszek od razu wzbudził moją sympatię swoja otwartością, serdecznością i ciekawością ludzi. Nie zmieniło się to przez te 17 lat wspólnego zaangażowania w sprawy publiczne, starań o lustrację, zakładania komitetów, a potem partii Prawo i Sprawiedliwość. Chciało się z nim rozmawiać, pracować, po prostu być.

Nie uległ amokowi władzy, zachował dystans do siebie i polityki. Potrafił znaleźć czas dla zwykłych ludzi, którzy szukali u niego pomocy. Czasem było to kosztem tzw. wielkiej polityki. To zresztą łączyło go z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Zbyszek nie rezygnował z tych spotkań z ludźmi dla konferencji prasowych.

Potrafił wybaczyć błędy swoim współpracownikom, szanował ich poglądy i indywidualność. Przez to nie zgromadził wokół siebie politycznego wojska, ale stworzył środowisko i wspólnotę, która zgromadziła się na mszy świętej w kościele oo. kapucynów w jego intencji - jak zauważył ksiądz - licznie jak na pasterce. Będzie nam Zbyszka bardzo brakowało. Pozostaje jednak nadzieja, że trochę z jego pogody i hartu ducha będzie żyło dalej w każdym z nas." Paweł Kuglarz

"Zbigniewa Wassermanna poznałem w 2003 roku, kiedy zacząłem pracę w Biurze Prasowym Prawa i Sprawiedliwości. Później kiedy był Ministrem-Koordynatorem Służb Specjalnych, byłem jego rzecznikiem prasowym. Przez prawie dwa lata spotykaliśmy się codziennie. Mieliśmy nawet taką niepisaną umowę, że kiedy nie mógł odbierać telefonu, to później oddzwaniał. Współpracę kontynuowaliśmy do Jego ostatniego dnia. Żegnając się w piątkowy wieczór, umówiliśmy się na spotkanie w poniedziałek.

W sobotę po 9 rano, kiedy dotarły pierwsze informacje o tragedii, złapałem odruchowo za telefon, by do niego zadzwonić. Telefon nie odpowiadał, Minister nie oddzwonił, ale jakoś podświadomie czekam, że jednak oddzwoni. Przecież, tak robił zawsze. Umawialiśmy się, jakie zadania będziemy robić w tym tygodniu, a dzisiaj po południu mieliśmy się spotkać w Sejmie. Cały czas w uszach brzmi mi rozmowa z ostatniej środy. Kiedy siedzieliśmy razem z Ministrem, panią poseł Beatą Kempą, Mają Jankowską. Minister powiedział, że w ostatniej chwili pojawiła się możliwość, że może lecieć do Katynia. Nie był przygotowany na ten lot. Nie wziął nawet paszportu z Krakowskiego domu. Powiedziałem wtedy, zachęcając Go do podróży: 'Panie Ministrze to wielkie historyczne wydarzenie. Taka szansa może się więcej nie powtórzyć. Będzie pan miał wspaniałe wspomnienia'. Jeszcze w piątek rano odbierałem przysłany naprędce z Krakowa paszport. Kiedy byłem Jego rzecznikiem prasowym i umawiałem poranne audycje radiowe i telewizyjne zawsze umawialiśmy się, że zadzwonię rano, tak kontrolnie, żeby sprawdzić, czy Minister nie zaspał. Dlatego nawet w piątek żartowaliśmy, czy tym razem mam też zadzwonić, tak na wszelki wypadek. Powiedział, że wcześniej pójdzie spać, więc na pewno nie zaśpi. Bardzo kochał swoją rodzinę. Zawsze z utęsknieniem czekał piątkowego wieczoru, kiedy mógł wreszcie wrócić do nich do Krakowa. Do ukochanych Najbliższych: żony, córek, syna, synowej i wnuczek. Za to w poniedziałek przyjeżdżał naładowany energią do całotygodniowej pracy, ale już z nutą tęsknoty za nimi. Był człowiekiem o niezwykłej kulturze. Znał i używał słów, po których możemy poznać i ocenić ludzi; słów: proszę, dziękuję, przepraszam. Potrafił je stosować na co dzień. Ceniliśmy, myślę, że mogę powiedzieć to w liczbie mnogiej, w imieniu wielu osób, które z nim współpracowały, jego takt i szacunek, jakie okazywał innym. Był wybitnym prawnikiem, który mimo tego zawsze chciał usłyszeć, jakie zdanie mają inni eksperci. Wiele się od niego nauczyłem, bo każda z nim rozmowa niosła ze sobą nową porcję wiedzy i to nie tylko prawniczej. Potrafił słuchać innych i zawierzać ich radom. Wielokrotnie się o tym przekonałem. Był otwarty na argumenty i porady współpracowników. A przecież większość z nas jest dużo młodsza i mniej doświadczona. Wspominając tych kilka lat pracy, dopiero teraz dostrzegam ilu młodych, zaledwie dwudziesto i trzydziestoparoletnich ludzi z nim współpracowało. Był dla mnie, dla Nas Autorytetem! Na zawsze pozostanie w Naszej pamięci. Polska straciła wielu wybitnych ludzi. Po 10 kwietnia nic nie będzie takie same. Requiescant in pace." Krzysztof Łapiński

"Poseł Zbigniew Wasserman , pozostanie w mej pamięci jako osoba prawa , odważna, patriotyczna , zaangażowana w przestrzeganie prawa , dająca nam przykład walki o państwo prawa.Cześć jego pamięci!" Witek z Nysy

"Moje wspomnienie o Zbigniewie Wassermannie... Zbigniewa Wassermanna poznałam niedawno - zaczęłam z Nim współpracować w grudniu ubiegłego roku przy sejmowej komisji śledczej ds. hazardu. Te wspólnie przeżyte cztery miesiące na zawsze pozostaną w mojej pamięci jako niezwykły, niepowtarzalny, wspaniały czas. Był niesamowicie ciepłym, wrażliwym człowiekiem, pełnym troski i dobrych, szczerych intencji. Inteligentny i bardzo mądry, z ogromnym poczuciem humoru. Uwielbiał słodycze i dobrze przyrządzone śledzie, skarżył się na krety na działce, z utęsknieniem wypatrywał nadejścia wiosny po tegorocznej, ciężkiej zimie. Lubił 'The Rolling Stones' i muzykę country. Kilka dni temu podarował mi płytę CD ze składanką najlepszych utworów polskiego rocka. Ta płyta jest moją jedyną, materialną pamiątką po Nim. Miał mnóstwo wspaniałych planów na przyszłość - prywatnie chciał mieć ogród pełen kwitnących kwiatów. Miał mnie nauczyć dobrze grać w tenisa. Ostatni raz rozmawiałam z Nim wieczorem w przeddzień tragedii - powiedział, że do Katynia 'leci z potrzeby serca'. Martwił się, żeby nie zaspać i nie spóźnić się rano na samolot... Teraz już nie ma Go wśród nas. Nie potrafię pogodzić się z Jego śmiercią. Przeżyłam z Nim zaledwie kilka o wiele za krótkich chwil. Zostawił nas wszystkich - Rodzinę i Przyjaciół - pogrążonych w głębokim bólu, którego nic nie ukoi. Bez Niego nic już nie będzie takie samo. Ta rana nigdy się nie zagoi, ta pustka nigdy się nie wypełni. Miał zadzwonić do mnie po powrocie z Katynia do Polski. Teraz już przez całe swoje życie będę czekać na ten telefon... Cześć Jego pamięci". Maja Jankowska

DOSTĘP PREMIUM