Przemysław Gosiewski

- Gosiewski udzielał darmowych porad prawnych, z których najbiedniejsi mogli korzystać - tak Przemysława Gosiewskiego wspomina Beata M.
"Być może ci, którzy go znali dłużej, mają trudności z przypomnieniem sobie pierwszej rozmowy z nim, pierwszego spotkania. Ja pamiętam ją dobrze. W 2003 r , jak sprawdziłem, mój ówczesny Szef , poseł Krzysztof Jurgiel (też wspaniały człowiek, ale to temat na inną historię, teraz pozostaje mi, i osobom, które go znają, cieszyć się, że nie wsiadł do tego samolotu), powiedział mi: 'Paweł, piszemy bardzo ciekawą interpelację o śmierci generała Papały i o śledztwie'. Dla młodego człowieka, zaczynającego dopiero swa przygodę z pracą polityczną, było to wielkie wyzwanie. Moim zadaniem było przygotować materiały do tej interpelacji. Po jakimś czasie Jurgiel powiedział mi: 'Tę interpelacje podpisze też Gosiewski. Skontaktuje się z tobą'. Gosiewski? To nazwisko wtedy mi nic nie mówiło, ale wówczas, w 2003 r. , niewiele mówiły mi również takie nazwiska jak Ziobro, Wassermann i inne. Po paru dniach odebrałem telefon: 'Pan Paweł Szrot? Tu Gosiewski. Pan przygotowuje materiały do interpelacji o Papale? Czy pan wie, że...? Czy pan zweryfikował następujące fakty?' Głos twardy, do bólu rzeczowy, nie znoszący sprzeciwu. Podał mi informacje ważne dla tej interpelacji, która wtedy wydawała mi się najważniejszą sprawą na świecie. Jakiś czas później przyjechał do Białegostoku. Miał na Uniwersytecie spotkanie ze studentami na temat otwarcia zawodów prawniczych. Wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Wszyscy wiedzą, że nie miał imponującej sylwetki, ale było w tym niewielkim wzrostem człowieku coś, co nie pozwalało wątpić, że to prawdziwa bomba energetyczna, że ten człowiek nie usiedzi bezczynnie pięciu minut. Na to spotkanie z nim przyszło wówczas trzech studentów i Szef z zimną krwią poprowadził dla nich świetne spotkanie. I potem ta rozmowa, kiedy zostałem pełnomocnikiem wyborczym w wyborach do Senatu, kiedy kandydował poseł Jurgiel. 'Panie Pawle, kiedy Pan przyjedzie do Warszawy złożyć papiery w PKW?' - 'Panie Pośle, wszystko podpisane, przekażę kurierem do Warszawy'. 'Ale Panie Pawle, Pan wie jaka jest praktyka?' Wtedy akurat postawiłem na swoim, pewnie ostatni raz. W 2005 , krótko po wyborach, przez jedną sobotę, pomagałem mu technicznie ustalać składy komisji sejmowych. Wtedy po raz pierwszy obserwowałem jak pracuje. Jego praca zawsze miała pozór chaosu, ataku na wszystkich frontach, ale przecież zawsze miał wszystko pod kontrolą, potrafił się na krótki czas skupić na konkretnej sprawie i szybko doprowadzić ją do końca. Potem zaczął się czas rządu. Najbliższa mi osoba została jego asystentką w Klubie Parlamentarnym, a latem 2006 r. dołączyłem do zespołu Gosiewskiego, już ministra, w Kancelarii Premiera. To co wtedy się działo, najbardziej przypomina mi to co czytałem o historii przeróżnych rewolucji na całym świecie. Nieprzespane noce, posiedzenia zwoływane z godziny na godzinę. Kawa pita przed północą i papierosy wypalone na balkonie wychodzącym na premierowski ogród. Tony materiałów do przeczytania, ustawy, rozporządzenia, notatki, porządki obrad. Nad tym wszystkim Szef. Wiedział wszystko, kontrolował wszystko, decydował o wszystkim. W jednej chwili żartował z nami o wyhodowaniu genetycznie zmodyfikowanego knurka, w następnej spierał z ministrami o kształt polityki regionalnej. To, w jaki sposób jego umysł ogarniał i kontrolował tyle spraw, było wręcz przerażające. Niezależnie od tego, jak szczegółowych notatek nie robiliśmy w trakcie odpraw, jego pamięć była i tak lepsza. Potrafił nam przypominać o nie załatwionych sprawach sprzed kilku miesięcy. Banałem jest powiedzieć, że pracował bez chwili przerwy, że od 8 do 24 był cały czas na nogach, że dziwił się, że po 21 trudno uzyskać jakieś ważne połączenie. My jednak widzieliśmy, jak bardzo czasem był zmęczony, jakie koszty tej pracy ponosił. Kwadrans drzemki w swoim 'saloniku' to jedyny relaks na jaki sobie pozwalał. Po tych piętnastu minutach uśmiechnięty Szef znów biegł do swego gabinetu i głośno domaga się połączeń..." Paweł Szrot

Znajomość osobista, to chyba za dużo powiedziane. Miałam jednak przyjemność zamienić parę słów z Panem Przemysławem Gosiewskim. Wymiana zdań była zdawkowa, więc nie warto jej przytaczać ani komentować. Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że wielokrotnie, zawodowo pomagając ludziom rozwikłać zagmatwane sytuacje rodzinne, słyszałam od tych najbiedniejszych, których nie stać było na zapłacenie za poradę prawną, że pójdą 'do Gosiewskiego', to im pomoże. Pan Gosiewski udzielał bowiem darmowych porad prawnych, z których najbiedniejsi mogli korzystać." Beata M.

DOSTĘP PREMIUM