Janusz Zakrzeński

- Idealny marszałek Piłsudski, podobieństwo nie tylko fizyczne... - tak Janusza Zakrzeńskiego wspomina Tomasz Podwapiński.- 'Pamiętaj że zawsze trzeba się kłaniać drugiej osobie jeśli ona to robi nawet gdybyś jej nie znał' - słowa Zakrzeńskiego wspomina Maciej Sikorski.
"Janusz Zakrzeński, grał w 'Nad Niemnem', właściwie nie grał, ON był takim jak bohater filmu szlachetnym człowiekiem, ogromnym patriotą, ciepłym i dbającym o ludzi. Bardzo dużo dla Niego znaczyła religia, historia Polski. Mogłabym podać dużo przykładów Jego wspaniałego charakteru, ale jutro muszę najpierw GO pożegnać." Anna Michalowice

"Byłam wówczas licealistka. Może maturzystką już - nie pamiętam. Ale pamiętam, że to był listopad. Szary i zimny. I jakaś przerwa w zajęciach lekcyjnych. I spotkanie z panem Januszem Zakrzeńskim, który ze sceny wprowadzał nas w klimaty 11-listopada. To był mój ulubiony historyczny czas. Rok 1918 i następne upływające w charyzmie marszałka Piłsudskiego. I kiedy padło ze sceny pytanie o to, kim był Ziuk nie wytrzymałam. Krzyknęłam głośno - Piłsudski, a pan Janusz przywołał mnie do siebie. To było i jest wciąż niezapomniane przeżycie. Uderzające podobieństwo do Marszałka onieśmielało. Ale te ciepłe, uśmiechające się oczy zmniejszały dystans do nieistniejącego. Uścisk dłoni, uznanie zadziwione, że wiem, kim był Ziuk, uśmiech i książka z autografem na pamiątkę... Kilka lat później powtórne spotkanie. Ciepła rozmowa, krótki wywiad dla lokalnego tytułu... I znów ta magia, jakby czas cofnął się do początków... Jest mi trudno się pogodzić z tym odejściem. I z tym, ze już nigdy Pan Janusz nie zawita w moim mieście... Ale ja będę pamiętać... Dziękuję Panu za Marszałka i Pańskie ciepło..." Dominika Sęczyk

"Miałem przyjemność poznać osobiście ŚP Janusza Zakrzeńskiego. Był wybitną osobowością nie tylko teatralną ale także niezrównanym nauczycielem , uczył mnie 'kultury słowa i bycia'. Było to niesamowitym przeżyciem - słyszeć piękną kwiecistą Polszczyznę w czasach skrótów językowych. Jego postawa w obronie szeroko rozumianej kultury i próba wtłoczenia w inżynierskie mózgi choć trochę dobrego wychowania jest piękna. Panie Profesorze: DZIĘKUJE." Amadeusz Bajera

"Pan Janusz Zakrzeński był naszym redakcyjnym kolegą. W latach 90. w kultowej wtedy 'Filipince' - piśmie dla mądrych dziewczyn miał swoją rubrykę - 'Akademię Dobrych Obyczajów'. Uwielbiany przez czytelniczki, zasypywany listami, zapraszany na spotkania w szkołach. Mieliśmy wtedy taką 'filipinkową tradycję' - rzucaliśmy hasło na łamach 'Filipinki', że spotykamy się w określonym mieście danego dnia - i z całej Polski zjeżdżały się nasze wierne czytelniczki, by spędzić dzień z 'Filipinką' na żywo. Wszystkie spotkania prowadził Pan Janusz. Przed spotkaniem w Katowicach wymyślił, żeby dziewczyny przywiozły ze sobą po jabłku. I teraz proszę sobie wyobrazić tę scenę: kilka tysięcy czytelniczek na hasło Pana Janusza wyjmuje jabłka z plecaczków, toreb, kieszeni. - A teraz przełamcie jabłko na pół i podajcie połówki koleżance stojącej obok. - mówi pan Janusz. Jabłko z Krakowa wędruje do Sandomierza, antonówka z Gdyni do Kielc. Wszyscy są wzruszeni, to jest niesamowita wspólnota czytelniczek, jak dzielenie się opłatkiem. A potem Pan Janusz śpiewa song ze 'Skrzypka na dachu': 'gdybym był bogaty...' Panie Januszu, żegna Pana 'stara Filipinka'. Do zobaczenia!" Anna Mazurkiewicz, była redaktor naczelna "Filipinki"

"Pan Janusz Zakrzeński od zawsze był moim sąsiadem na osiedlu Pod Skocznią. Pamiętam jak rozmawiał ze mną jak wracałem ze Szkoły Podstawowej nr 33. Witał się, pytał co było na zajęciach, zawsze uśmiechnięty i podczas jednych z naszych spotkań powiedział: "Pamiętaj że zawsze trzeba się kłaniać drugiej osobie jeśli ona to robi nawet gdybyś jej nie znał". Na zawsze będzie Naszym Sąsiadem, osiedla Pod Skocznią. "Maciej Sikorski

"Pamiętam wielką niezapomnianą rolę Pana Janusza Zakrzeńskiego w śpiewogrze 'Na szkle malowane' Katarzyny Gaertner w latach 70-tych. Wspaniale grał i śpiewał!" Hanna Sztranc

"Przeglądam listę ofiar katastrofy po raz kolejny i uświadamiam sobie, że chociaż niektórzy z nich gościli często w moim domu za pośrednictwem telewizyjnego ekranu to osobisty kontakt miałem tylko z Januszem Zakrzeńskim, wybitnym polskim aktorem, wielkim patriotą, człowiekiem o niepowtarzalnym, głębokim, mocnym głosie. W hotelu Holiday Inn we Wrocławiu odbywały się przez pewien czas, raz w miesiącu, spotkania z gwiazdą. A po spotkaniu podawano uczestnikom smaczny obiad z lampką wina. To były naprawdę udane imprezy dzięki, którym poznaliśmy z żoną i grupą przyjaciół parę wybitnych postaci polskiej sceny i estrady, a wśród nich - to był chyba rok 2008, pory roku nie pamiętam - Pana Janusza. Idąc na spotkanie uświadomiłem sobie, że widziałem wiele filmów i spektakli telewizyjnych z jego udziałem. Zawsze grał role charakterystyczne, takie energetyczne, ludzi twardych, uczciwych, prawych, wiedzących czego chcą w życiu i do czego zdążających. Idealny marszałek Piłsudski, podobieństwo nie tylko fizyczne... Ale mi najbardziej kojarzył się wtedy z rolą kultowego reżysera w kultowym 'Misiu'. Trudno jednak, aby było inaczej skoro każdy aktor, który w 'Misiu' się pojawił stworzył postać kultową... A wracając do spotkania to byliśmy pod wrażeniem Pana Janusza pięknej gawędy, lekcji bez mała - trudnej powojennej historii (też mojego rodzinnego Wrocławia, Pan Janusz uczęszczał tu do elitarnego Liceum nr 3), patriotyzmu (wspaniałe wspomnienia z jego lat spędzonych w Krakowie, wizyt w Wilnie). A wszystko to przeplatane śpiewem oraz deklamacją pięknych, znakomicie dobranych wierszy. Czarowny wieczór, czarowne wspomnienia i tylko żal ogromny, że takich Czarodziei coraz mniej wśród nas". Tomasz Podwapiński

DOSTĘP PREMIUM