Co z repatriantami? Zakazać handlu w niedzielę? [USŁYSZ SWOJEGO POSŁA - BIAŁYSTOK]

Od spraw międzynarodowych po lokalne. Od uchodźców po handel w niedzielę oraz reklamę swoich działań dla regionu. Kandydaci na posłów musieli się wykazać. Jak im poszło w Białymstoku?

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

To już siódma odsłona akcji "Usłysz swojego posła". Najbliższy przystanek w czwartek - w Gdańsku.

Zaczęliśmy od repatriantów. Ten temat wraca co pewien czas, wrócił i teraz - przy okazji dyskusji o uchodźcach. Obecnie obowiązuje ustawa z 2000 roku, na mocy której sprowadzono do kraju ok. 5 tys. Polaków. Na liście oczekuje niecałe 3 tys. - Według szacunków, byłoby ich kilkanaście tysięcy, gdyby procedury były sprawniejsze - mówiła prowadząca debatę Agnieszka Lichnerowicz. - W 2010 roku do Sejmu trafił projekt obywatelski, który według autorów miał poprawić sytuację. Jesteśmy kilka tygodni przed wyborami i sprawa jest wciąż nierozwiązana - podkreśliła. Co mieli do powiedzenia w tej sprawie kandydaci?



Robert Tyszkiewicz, Platforma Obywatelska: Ta nierozwiązana sprawa to z jednej strony priorytet, a z drugiej także wyrzut sumienia polskiego państwa. Ale dziś mamy dobre wiadomości. Paradoksalnie kwestia uchodźców podziałała jak wyzwalacz - mamy decyzję rządu o zapisaniu w przyszłym budżecie 30 mln zł oraz o rozpoczęciu wieloletniego programu powrotowego dla Polaków ze Wschodu. Samorządy otrzymają o wiele większe środki na zapewnienie mieszkań oraz - co jest zagadnieniem pierwszoplanowym - na uruchomienie pełnowymiarowych programów integracyjnych. Będziemy proponowali nową ustawę i wieloletni program integracyjny. To nie tylko zobowiązanie, ale także decyzja.

Dariusz Piontkowski, Prawo i Sprawiedliwość: Działania PO w tej sprawie są spowodowane tylko i wyłącznie nadchodzącymi wyborami. Platforma widzi, że duża cześć Polaków w pierwszej kolejności [przed uchodźcami] chciałaby udzielić pomocy Polakom za granicą. Ale Platforma jest w tym nieautentyczna, przez ostatnie lata nie potrafili przyjąć ustawy, która rozwiązałaby ten problem. Potrzebne są większe pieniądze w budżecie oraz przyjęcie ustawy w kształcie podobnym do projektu obywatelskiego.

Adam Andruszkiewicz, Kukiz'15: Rządy od 1989 - ponoć od wolnej Polski - zdołały zaprosić do kraju kilka tysięcy rodaków. A kiedy dostajemy oczywiste polecenie kanclerz Angeli Merkel, to znajdują się pieniądze i miejsce [dla uchodźców]. Na Wchodzie, według różnych szacunków, mieszka ponad milion osób polskiego pochodzenia. Rozmawianie o nich tylko z uwzględnieniem kwestii finansowych jest niemoralne. Reprezentanci Kukiz'15 mówią, żeby nie handlować Polakami, licytując się, ile kosztuje sprowadzenie ich do kraju. Skoro stać będzie nas na imigrantów z Bliskiego Wschodu, to tym bardziej będzie nas stać na Polaków. Należy zmienić ustawę, rozszerzyć ją o nowe terytoria: Białorusi, Ukrainy.

Jarosław Matwiejuk, Polskie Stronnictwo Ludowe Ustawa z 2000 roku była przyjęta jako akt zmieniany zgodnie z potrzebami. Te zmiany są potrzebne. Być może trzeba poszerzyć pojęcie repatrianta, być może trzeba udrożnienia procedur. Ale trzeba też zastanowić się, czy taka repatriacja na siłę jest w strategicznym interesie RP. Sentymenty sentymentami, ale może warto, żeby ci, którzy przyznają się do polskiej kultury i państwowości, a zajmują istotną pozycję, byli tam naszą swoistą forpocztą. Nie ściągajmy na siłę, ale jeśli już - to sprawnie i tak, żeby zapewnić godne do życia warunki.

Krzysztof Bil-Jaruzelski, Zjednoczona Lewica: Ustawa, która została przyjęta w 2000 roku, największą skalę sukcesu miała w latach 2001-2002, a wiadomo, kto wtedy rządził w Polsce. Wtedy sprowadzono 2 tys. osób, potem liczba ta zaczęła spadać, w ubiegłym roku przyjechało 198 osób. W tym tempie proces repatriacji będzie trwał około 20 lat. Problem polega na tym, że repatrianci są dyżurnym tematem politycznym, nikt nie pracuje nad tym metodycznie. Sprawa wraca przed wyborami. A dlaczego program utknął? Utrzymanie repatriantów przerzucono na gminy. Tylko że gminy nie mogły się doprosić od rządu pieniędzy, więc przestały zapraszać repatriantów. Słowem, potrzeba większych pieniędzy - koszty szacuje się na mniej więcej 900 mln zł.

Zwiększyć pomoc dla uchodźców na Bliskim Wschodzie?

W dyskusji o uchodźcach bardzo często pojawia się argument, żeby pomagać im na miejscu, na Bliskim Wschodzie - np. w Libanie czy Jordanii. Mówi się, że poprawienie warunków życia w obozach mogłoby zahamować falę uchodźców zmierzających do Europy. Stąd, w Sejmie TOK FM, który stanął w Białymstoku, zadaliśmy pytanie: Czy jest Pani/Pan za tym, aby polski rząd zwiększył pomoc dla uchodźców z Syrii przebywających w krajach sąsiednich (Liban, Jordania)? Za było 35 proc. głosujących, przeciw 57 proc., wstrzymało się 8 proc.

Kandydaci zgłaszali wiele warunków takiej pomocy.

Krzysztof Bil-Jaruzelski, Zjednoczona Lewica: Nie powinniśmy zwiększać pomocy jako Polska, ale jako UE jak najbardziej. Jeżeli są państwa, które na to stać, mogą dokładać więcej. Natomiast bez rozwiązania sytuacji w samej Syrii wspieranie imigrantów syryjskich w Jordanie czy Libanie zakończy się prędzej czy później konfliktem. Nie kłóćmy się doraźnie, tylko sięgnijmy po rozwiązanie docelowe.

Jarosław Matwiejuk, PSL: Trzeba pomagać ludziom w potrzebie. Logika jest prosta. Jeżeli będziemy udzielali pomocy, to stamtąd będzie płynęło mniej uchodźców. Warto zastanowić się, czy polska dyplomacja nie powinna być bardziej aktywna. A może na miejscu sprawdziłaby się formuła okrągłego stołu? Przede wszystkim chodzi o jak najszybsze zakończenie wojny.

Adam Andruszkiewicz, Kukiz'15: Jestem za tym, żeby środki były kierowane na walkę z Państwem Islamskim. Uważam, że Zachód powinien ponosić koszty swojej działalności - jest odpowiedzialny za obecną sytuację w Syrii. Nie słyszałem, żeby Polska partycypowała w zyskach wywołania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trzeba doprowadzić do pokoju przez wsparcie tych, którzy walczą z Państwem Islamskim. Jeżeli prezydent Assad byłby gotów w takiej koalicji uczestniczyć, to uważam, że powinniśmy z nim o tym rozmawiać.

Dariusz Piontkowski, PiS: Jestem za zwiększeniem pomocy, jeśli będzie to program ogólnoeuropejski, o ile nie szerszy. W interesie Europy jest, aby [obecni uchodźcy] chcieli pozostawać w swoich państwach albo w pobliżu. Najłatwiej jest zażegnywać problem na miejscu. Stąd uważamy, że w państwach europejskich i USA powinien być szeroki program pomocy międzynarodowej. Polska powinna wziąć w nim udział odpowiedni w stosunku do swoich możliwości.

Robert Tyszkiewicz, PO: Trzeba zwiększyć pomoc, ale w ramach wspólnego wysiłku państw europejskich. Ci ludzie uciekają ze względu na fatalne warunki w obozach, Unii Europejskiej zwyczajnie opłaca się poprawić tę sytuację.

Właśnie trwa 70. sesja zgromadzenia ONZ. Barack Obama rozmawiał z Władimirem Putinem przez półtorej godziny i nawet nie zwołali wspólnej konferencji prasowej. To oznacza, że nie jesteśmy blisko rozwiązania konfliktu w Syrii. Musimy być gotowi na udzielanie pomocy humanitarnej milionom uchodźców. Przypomnijmy o propozycji Grzegorza Schetyny - powołania międzynarodowego funduszu wsparcia uchodźców na Bliskim Wschodzie i poprawieniu ochrony granic. Te dwie rzeczy trzeba robić jednocześnie.

Zakaz handlu w niedzielę?

Przed białostoczanami postawiliśmy też kwestię handlu w niedzielę. Czy są za wprowadzeniem zakazu? Za było 34 proc. głosujących, przeciw 55 proc., wstrzymało się 12 proc. Kandydaci byli podzieleni.

Jarosław Matwiejuk, PSL: Na ten moment opowiadam się za utrzymaniem aktualnego stanu prawnego.

Krzysztof Bil-Jaruzelski, Zjednoczona Lewica: Jestem przeciwny takiemu zakazowi. Nie po to wychodziliśmy z PRL, żeby wracać do ograniczeń i zakazów. Handel w niedzielę jest wolną decyzją właścicieli sklepów i sieci handlowych. Utrzymanie go wydaje mi się być w interesie Polaków, ma to [pozytywny] wpływ na rynek pracy. Pojawiają się argumenty, że ludzie pracują cały tydzień, ale mamy prawo pracy, trzeba bić się o swoje. To jest kwestia sądu pracy, wymiaru sprawiedliwości.

Robert Tyszkiewicz, PO: Głosuję przeciw. Białystok jest beneficjentem turystyki zakupowej ze Wschodu, a ona się odbywa głównie w weekendy. Do końca lipca tego roku w białostockich sklepach konsumenci zostawili 550 mln zł. Nie możemy sobie pozwolić na stratę czegoś takiego. To argument obok tych oczywistych - o wolności gospodarczej i rynku pracy.

Dariusz Pionkowski, PiS: Uważam, że Polacy powinni zdecydować o tym w referendum. Osobiście jestem za ograniczeniem handlu w niedzielę. Dlaczego? Mówi się, że to jest wolna decyzja Polaków, ale to nie do końca prawda. To decyzja właścicieli przedsiębiorstw, często ludzi spoza naszego kraju - dotyczy to większości hipermarketów w Polsce. Polacy dotkliwie odczuwają taką sytuację, np. ci którzy w niedzielę pracują w hipermarketach, a woleliby być wtedy z rodziną.

Mówię, że jestem za ograniczeniem [a nie zakazem], bo gdyby zakaz dotyczył tylko hipermarketów, to klienci kupowaliby w mniejszych sklepach. Turyści zakupowi mogliby trafić np. na białostocki bazar przy ul. Kawaleryjskiej. Dlaczego zyski z tej turystyki mają trafiać do wielkich przedsiębiorstw spoza Polski zamiast do naszych handlowców?

Adam Andruszkiewicz, Kukiz'15: W tej sprawie potrzebna jest opinia Polaków, ale w kontekście wielkich hipermarketów jestem za. Białystok nie jest, a był głównym beneficjentem handlu ze Wschodem. Teraz zyski czerpią zagraniczne korporacje i hipermarkety. Jestem za takim ograniczeniem, bo to byłoby otwarcie dla małych przedsiębiorców, mogliby złapać oddech po całym tygodniu rywalizacji z zagranicznymi gigantami.

***

Dyskutowaliśmy też o OZE, handlu z Ukrainą, tolerancyjności (i nie) Polaków, opiece nad kombatantami, Lasach Państwowych i legalizacji marihuany. Posłuchajcie całej debaty.

http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Debata-z-udzialem-kandydatow-na-poslow-z-Bialegostoku-prowadzi-Agnieszka-Lichnerowicz/30150



Kolejna odsłona akcji w czwartek w Gdańsku.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM