Ruszył proces ordynatora oskarżonego o molestowanie lekarek. Bez udziału dziennikarzy

Za zamkniętymi drzwiami będzie się toczyć proces byłego już w tej chwili ordynatora Antoniego W. z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy Alei Kraśnickiej w Lublinie. Mężczyzna odpowiada m.in. za molestowanie i nękanie czterech podległych sobie młodych lekarek. Sprawa wyszła na jaw, bo na początku roku jedna z kobiet zdecydowała się o wszystkim opowiedzieć dyrektorowi szpitala.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Na pierwszą rozprawę stawił się zarówno oskarżony ordynator, jak i cztery pokrzywdzone lekarki. Kobiety nie chciały jednak rozmawiać z dziennikarzami - część z nich stawiła się w sądzie w obecności swoich partnerów, którzy - co było widać - starali się je wspierać. Lekarki mają dwóch adwokatów; wnieśli o wyłączenie jawności, ze względu na ważny interes społeczny pokrzywdzonych. Sąd przystał na ten wniosek, dlatego proces będzie niejawny, ma się toczyć bez udziału publiczności.

Adwokat: "Przyjemniejsze odezwanie się do płci przeciwnej"

Lekarza broni jeden z najlepszych adwokatów lubelskiej palestry, mecenas Stanisław Estraich. Jak podkreślał, jego klient do niczego się nie przyznaje. Adwokat mówił też o tym, że ordynator owszem, wzywał kobiety do swojego gabinetu, ale tylko w celach służbowych. A to, co do nich mówił? - Obyśmy nie doprowadzili do takiego stanu, że każde przyjemniejsze odezwanie się do płci przeciwnej będzie traktowane jako przestępstwo molestowania - powiedział dziennikarzom Estraich. Jego zdaniem sprawa i wyrok w niej będą dość znaczące. - Chodzi o aspekt, gdzie następuje naruszenie pewnych norm etycznych czy norm zachowania, a gdzie nie następuje. Myślę, że wyrok w tej sprawie będzie kreował pewną rzeczywistość - mówił adwokat lekarza.

Zarzuty wobec Antoniego W. dotyczą okresu od marca 2012 roku. Chodzi o nękanie i molestowanie. - Antoni W. przez nadużycie stosunku zależności, zajmując stanowisko ordynatora oddziału gastroenterologii uporczywie nękał rezydentkę oddziału. Doprowadził też wskazaną lekarkę do poddania się innym czynnościom seksualnym - mówiła nam w maju, po skierowaniu do sądu aktu oskarżenia, prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Lekarki miały mówić m.in. o obmacywaniu czy niewybrednych komentarzach. - Lekarz w trakcie przesłuchania oświadczył, że w istocie często wzywał kobiety do swojego gabinetu, jednak czynił to wyłącznie w celach służbowych - stwierdziła pani prokurator. W sprawie prokuratura zebrała obszerny materiał dowodowy - przesłuchała także m.in. innych lekarzy ze szpitala, którzy mieli potwierdzać relacje kobiet.

DOSTĘP PREMIUM