Bendyk: Kaczyński ciągle mówi językiem opozycji, wykluczenia i pogardy dla myślących inaczej

"Nasilenie retoryki wykluczenia i pogardy oznacza, że inne niż wojenne formy mobilizacji swojego obozu nie wystarczają", uważa Edwin Bendyk. Publicysta komentuje mowę Jarosława Kaczyńskiego na gali przyznania tytułu Człowieka Roku tygodnika "Wprost". "Krytyka jest potrzebna, ale słuszna, a o tym decydować będzie zapewne Kaczyński", ironizuje Bendyk.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Edwin Bendyk na swoim blogu Antymatrix II pisze o wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego po odebraniu nagrody Człowieka Roku tygodnika "Wprost".

Zdaniem prezesa PiS, "zmiany i walka z patologiami krępującymi państwo nie podobają się osobom i różnym siłom w kraju. To dlatego projekt PiS spotkało 'to potężne uderzenie'". Źródła tej krytyki Kaczyński upatruje już w latach stalinizmu. I twierdzi, że "krytyki o takim rodowodzie nie można traktować poważnie, pozbawiona jest ona legitymacji".

"Bo, rzecz jasna, krytyka jest potrzebna nawet tak doskonałym projektom jak pisowski. Wszystko więc jasne, krytyka tak, ale słuszna, a o słuszności decydować będzie zapewne Jarosław Kaczyński i delegowani przez niego eksperci. Ma ich wielu w swoich szeregach, ćwiczyli walkę z niesłusznym krytykanctwem w PRL, więc jak znalazł w IV Rzeczpospolitej", pisze Bendyk.

I dodaje: "niezwykłe, gdy lider zwycięskiego ugrupowania ciągle mówi językiem opozycji, wykluczenia i pogardy dla tych, którzy myślą inaczej niż on i jego zwolennicy". W przekonaniu publicysty "historia podpowiada, że nasilenie takiej retoryki oznacza, że inne niż wojenne formy mobilizacji swojego obozu nie wystarczają". Bowiem "z siłami oporu społecznego - niezależnie, jak będzie się je dezawuować, trzeba się liczyć, nawet jeśli mówi się, że nie można traktować ich poważnie".

Cały tekst na blogu.

DOSTĘP PREMIUM