Wigura o opozycji totalnej: Czy wolno chwalić PiS, chociaż łamie konstytucję?

"Naprawdę chcemy powiedzieć ludziom, którzy zgłosili się po 500+, i dzięki niemu wkładają co miesiąc 500, 1000, 1500 złotych do skromnego budżetu domowego, że pieniądze te są zbrukane, złe, a oni nie są moralnie w porządku, przyjmując je?" - pyta na swoim blogu Karolina Wigura.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Czy wolno chwalić PiS, chociaż łamie konstytucję?" - pyta na blogu Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej Kultury Liberalnej. "Ostatnio w polskiej debacie publicznej słychać mocne stwierdzenia, że w Polsce niemożliwa, ba, wyjątkowo niewskazana jest bezstronność wobec dwóch skłóconych obozów. Skoro bowiem PiS łamie konstytucję, należy stosować metodę opozycji totalnej" - pisze socjolog.

Zgodnie z takim sposobem myślenia, "osoby, które starają się zachować krytycyzm wobec obu obozów, albo są oportunistami, albo cynikami". Należy więc krytykować wszystkie ruchy "wrogiego" obozu. "Naprawdę chcemy powiedzieć ludziom, którzy zgłosili się po 500+, i dzięki niemu wkładają co miesiąc 500, 1000, 1500 złotych do skromnego budżetu domowego, że pieniądze te są zbrukane, złe, a oni nie są moralnie w porządku, przyjmując je?" - pyta Wigura.

"Radykalizacja szkodliwa dla dyskusji publicznej i poziomu polityki"

"Porównania PiS zarówno do brunatnego i czerwonego totalitaryzmu - podobnie zresztą jak porównania Jarosława Kaczyńskiego do Hitlera, Stalina, Putina i Erdogana - pojawiały się w ostatnich miesiącach tak często, że można mieć wątpliwości, czy zwracają jeszcze czyjąkolwiek uwagę" - twierdzi socjolog. "Podobne argumenty stanowią przykłady radykalizacji, które są na dłuższą metę szkodliwe zarówno dla dyskusji publicznej, jak i poziomu polskiej polityki" - podkreśla.

"Gdy temperaturę konfliktu podnosi się do tego stopnia, że możliwe jest już tylko moralizowanie, prowadzi to, po pierwsze, do coraz gwałtowniejszych plemiennych, wzajemnych ataków. Zaś po drugie - prowadzi to do wypychania umiarkowanie myślących obywateli z chęci uczestnictwa w polityce oraz zainteresowania nią" - podsumowuje publicystka.

Cały tekst na blogu.





Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM