Zawód stewardesy? "Mundur, elegancja, szminka i klasa, za tym kryje się znacznie więcej"

Olga Kuczyńska wiele lat spędziła "w chmurach", pracując jako stewardesa. Latała zarówno w liniach europejskich, jak i arabskich. W swojej książce "Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice" pisze o samolotach, pracy na pokładzie, o ludziach, których tam spotyka.
Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Książka 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

Strażniczki przestworzy

Odkryłam uniwersalność mojego zawodu. Stewardesa, czyli: kelnerka, aktorka, niania, sprzątaczka, położna, sędzia, pocieszycielka, strażaczka, pielęgniarka, mechanik, psycholog, doradca, przewodnik, sprzedawca, ratownik, nauczycielka.

Mówią: bycie stewardesą, to nic takiego, to już nie to, co kiedyś. Czasy się zmieniają i to prawda. Wraz z rozwojem linii lotniczych na całym świecie prestiż pań w uniformach upadł. Ale czy o to chodzi? Fakt, że często praca ogranicza się do podania szklanki wody, coli albo soku. Fakt, że jesteśmy kimś na zawołanie - podaj, przynieś. Nie ma co się oszukiwać, tak często jest. Jesteśmy dla ludzi. Ale czy przyszło ci do głowy jako pasażerowi, co członkowie personelu musieli zrobić, jaką zdobyć wiedzę i ile czasu poświęcić, by móc 'zaserwować ci tylko herbatę'? Wielu nie chce dopuścić do siebie myśli, że nasz cel bycia na pokładzie jest zupełnie inny, a miesiące szkoleń nie służą jedynie byciu powietrzną kelnerką. Często spotykam się z takim określeniem. Bardzo go nie lubię, ale wiem, że inny jest punkt widzenia, gdy siedzi się wygodnie na pasażerskim fotelu. Dopóki nic się nie dzieje i widzi się tylko, jak przynosimy posiłek, to wszystko jest spoko i te kelnerki nie mają dla nikogo większego znaczenia. Mimo że na co dzień niewdzięczność przejawia się wiele razy ze strony podróżnych, to każdy, nawet najmniejszy, przejaw wdzięczności powoduje uśmiech na twarzach personelu pokładowego. Oprócz minusów są też plusy - jak wszędzie.

Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Zdjęcie pochodzi z książki 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

Nawet jeśli jest źle, nie dajesz tego po sobie poznać

Przyszedł dzień, gdy panika i strach w oczach matki kilkuletniej dziewczynki utwierdziły mnie w przekonaniu, po co tak naprawdę tu jestem i jaką rolę odgrywam. Dziecko miało drgawki i mimo że wcześniej cierpiało na epilepsję, ku naszemu zdziwieniu jej rodzice nie wiedzieli, jak reagować, a ich stres nie mógł się nam udzielić. W takich przypadkach polega się właśnie na nas. To wtedy grasz, działasz i nawet jeśli jest źle, nie dajesz tego po sobie poznać.

Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Książka 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

"Nie znam drugiego takiego miejsca jak samolot"

Przekonałam się, że nie znam drugiej branży, która tak uzależnia. Mówisz sobie: przyszłam polatać na dwa lata, a spędzasz w chmurach naście. Poznałam stewardesy, które w ten sposób wyobrażały sobie przygodę w chmurach, a właśnie mija im dwadzieścia kilka lat stażu.

Nie znam drugiego takiego miejsca jak samolot, które dostarcza tylu wrażeń i daje możliwość poznania swoich inspiracji, ludzi, którzy stają się często drugą połową. Gdzie w ciągu jednego dnia możesz zobaczyć oświadczyny, czyjeś przyjście na świat, czy nawet odejścia. Ta uniwersalność sprawiła, że zrozumiałam potrzeby ludzi. Przyszło mi zmierzyć się z wieloma sytuacjami, które pokazały, że ten noszony przeze mnie mundur to coś więcej niż tylko wyznaczone mi z góry obowiązki. Nie można zapomnieć o tym, aby w tym wszystkim być jeszcze człowiekiem. W samolocie nie doszukam się rutyny, bo każdego dnia są inni ludzie. Na wysokości przelotowej nie trafi się do szpitala w razie zatrzymania akcji serca, wylewu. To w naszych rękach będzie ludzkie życie, te pierwsze kroki, by zapobiec po-gorszeniu się sytuacji. Mundur, elegancja, szminka i klasa, za tym kryje się znacznie więcej. Wygląd to tylko dodatek. Raz na pokładzie będzie lekarz, innym razem może go nie być. To jest to, co mówiono i o czym przypominano nam na szkoleniu.

Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Książka 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

Strach przed lataniem

Strach przed lataniem jest dość częsty i niektórzy potrafią panikować. Zauważyłam, że jest znacznie większy wśród Europejczyków niż na przykład Azjatów.

Nie ma konkretnej recepty na to, by przestać się bać, bo ta blokada znajduje się w psychice człowieka i trzeba ją pokonać samemu.

Miałam przypadek, gdy kobieta nie mogła oddychać, wymiotowała i mdlała, nie obeszło się bez podania tlenu. Gdy ktoś straci oddech, my go przywracamy.

To wszystko czyni mój zawód wyjątkowym. Jestem dla kogoś obcą osobą, ale pokład samolotu ma być nie tylko domem dla mnie, lecz także dla tych, którzy wykupują z nami podróż. To są nasi goście.

Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Zdjęcie pochodzi z książki 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

Marhaba! Witaj!

Wylądowałam w Omanie nad ranem. Mój nowy ląd, nowy dom, nowe miejsce tysięcy lądowań i startów. Gorąco jak w piekarniku. Stukałam się w głowę. Jak ja mogłam narzekać na upały we Włoszech?! Spociłam się, a jeszcze nie było nawet wschodu słońca. Na termometrach czterdzieści trzy stopnie.

Czekałyśmy we dwie z jeszcze jedną Polką na kogoś z biura. Miał nas odebrać i zawieźć do kwater. Przyjechała kobieta, która mile nas powitała.

Myślałam, że tu będzie podobnie jak w Dubaju. Pierwsza różnica - lotnisko. Skojarzyłam ten port z pomieszczeniem dla uchodźców. Takie mało zadbane, ale przynajmniej wydostanie się poszło sprawniej i szybciej. Hindusi, ludzie z Afryki ubrani w białe diszdasze (to tutejsza odzież męska), z zabawną czapeczką na głowie. Marokańczycy? I w Emiratach, i w Omanie było mnóstwo różnych narodowości. Wychodząc na zewnątrz, czułam się, jakbym była w Tunezji albo Nigerii. Szukałam drapaczy chmur, ale na marne. Maskat to nie Dubaj! I to zdecydowanie! W busie wyjaśniano nam, jaki będzie harmonogram kolejnych dni, kiedy zaczyna się szkolenie i jakie zasady obowiązują w naszych apartamentach. Cieszyłam się, że nie było żadnych przepustek, więc firma nie będzie śledzić, o której wychodzę, wchodzę, a jeżeli się nie zjawię do trzeciej rano, to mnie wyrzucą z pracy. Takie zasady w niektórych liniach obowiązują na Bliskim Wschodzie, więc ceniłam sobie, że tu mogę robić, co chcę. W budynku nie mogli jedynie przebywać mężczyźni, ale w takim państwie to mnie nie dziwiło. Wiedziałam, że w nowej pracy pewne rzeczy zmienią się diametralnie ze względu na religię i kulturę. Dojechałyśmy na miejsce. Ja i moja koleżanka byłyśmy zameldowane w tym samym budynku, ale na różnych piętrach.

Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Na zdjęciu: Olga Kuczyńska Zdjęcie pochodzi z książki 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice'

Wyprawka od linii lotniczej

Dowiedziałam się, że moją współlokatorką będzie Tajka. Zanim weszłam, zastanawiałam się, kto mieszka za tamtymi drzwiami. Wiedziałam, że mieszkanie służbowe od firmy to komfort. Wszak z drugiej strony, jeśli będzie problem ze współlokatorką, to tak łatwo nie zmienię zakwaterowania. Całe szczęście, o to nie musiałam się martwić.

Miałam swój pokój, bardzo ładnie wyposażony, wszystko było nowoczesne. W kartonie czekała na mnie wyprawka od linii lotniczej. Znalazłam tam nowe rzeczy: toster, czajnik, patelnię, garnki, talerze, sztućce, ale również żywność. Nie dowierzałam, że to wszystko tak po prostu dla mnie i nie musiałam sama tego kupić. Gdy porównywałam początki we Włoszech i w Omanie, różnica była kolosalna.

Okładka książki 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice' Okładka książki 'Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice' wydawnictwo: Burda Publishing Polska

Baśń tysiąca i jednej nocy

Wydawałoby się, że kultura i mentalność mogą utrudnić ży-cie, a tak naprawdę nie miało to dla mnie w ogóle znaczenia i nie wpływało negatywnie na codzienność w tym kraju.

Słyszałam różne mity. A że mnie porwą, a że sprzedadzą za wielbłądy. Przedstawiano mi rzeczywistość w czarnych barwach. Tymczasem okazało się, że na plaży mogę nosić strój kąpielowy i to dwuczęściowy. Już na spacerze pierwszego dnia mogłam doświadczyć gościnności. Ktoś obcy zapytał mnie, czy wszystko w porządku, czy nie chcę czasem wiedzieć, która jest godzina (mimo że miałam zegarek na ręku). W Europie z tym się nie spotkałam. Każdy kraj arabski wydaje się być taki sam. Jednak to nieprawda.

DOSTĘP PREMIUM