Tymi miejscami będziemy straszyć podczas Euro [ZDJĘCIA 9 MIAST]

Euro 2012 rozpocznie się dokładnie za 50 dni. Polskę zaleje fala kibiców, którzy śledząc zmagania na stadionach, jednocześnie będą wyrabiali sobie zdanie o Polsce i o tym, czy warto tu przyjechać jeszcze raz, już wyłącznie turystycznie. Niestety, każde polskie miasto ma miejsce, które może do tego skutecznie zniechęcić. W każdym centrum znajdziemy tereny, których będziemy się wstydzić.

Przewodnik nieturystyczny

Reporterzy TOK FM sprawdzili dziewięć polskich miast: Warszawę, Poznań, Gdańsk, Wrocław, Kraków, Łódź, Bydgoszcz, Lublin i Katowice. To, co tam zobaczyli, nie napawa optymizmem: rozkopane centra, reklamowy - najdelikatniej mówiąc - nieład, parkingi-widma, budynki-szkieletory. Zobacz, czym przywitamy kibiców na Euro 2012. (kliknij w wybrane miasto, żeby przeczytać o nim artykuł)


Dworzec PKP Bydgoszcz Główna Dworzec PKP Bydgoszcz Główna Fot. Jolanta Przywitowska / TOK FM

Bydgoszcz - byle nie pociągiem

Bydgoszcz pięknieje już od kilku lat. W centrum miasta zrewitalizowana została Wyspa Młyńska, której nie można nie odwiedzić, pojawiając się w mieście. Ale najlepiej przyjechać do Bydgoszczy samochodem, nawet przylecieć samolotem, byle nie jechać pociągiem. Widok, który pojawia się po wyjściu z niego, raczej zniechęca, niż zachęca.

Obdrapane ściany, śmierdzące wnętrze, cuchnąca bezdomnymi poczekalnia, powybijane szyby. Oto bydgoski Dworzec Główny PKP 50 dni przed Euro.

- To na pewno nie jest wizytówka miasta, nadaje się do całkowitego remontu - przekonuje pani Krystyna. - Przydałby mu się porządny lifting, bo teraz trąci PRL-em, jest taki nijaki - śmieje się pan Andrzej. - Rzeczywiście, smutne jest to, że przychodzę tu od 10 lat i nic się nie zmienia, nawet sklepy są te same - dodaje pan Mirek.

Turysta może nie dotrwać do końca tej podróży, bo kiedy ucieknie już z dworca, znajdzie się na ogromnym placu budowy przed dworcem. A robotnicy na pewno nie zdążą przed Euro z budową pętli autobusowo-tramwajowej.

Żeby zobaczyć piękne miejsca w Bydgoszczy, turysta będzie musiał przedrzeć się przez koparki, ciągniki, barierki, sterty piachu, bruku i betonu. Chyba że podejdzie się do tego bardziej filozoficznie jak pan Marek: - Jeżeli chcemy zmian, niestety, musimy umieć się również poświęcić i to jest w pewien sposób takie poświęcenie.

Jeśli komuś się to uda, warto obejrzeć operę Nova, przejść na Wyspę Młyńską, wejść na starówkę, zobaczyć mistrza Twardowskiego czy stąpającego po stalowej linie nad lustrem Brdy "Przechodzącego przez Rzekę".

Gdańsk: Wyspa Spichrzów - Wyspa Porażek

Gdańsk ma uznawany za najpiękniejszy stadion, historyczne centrum pęka od odnowionych kamieniczek, nawet Neptun z fontanny na Długim Targu dopiero co wrócił z pracowni konserwatorów. Jednak kilkadziesiąt metrów dalej można odnieść wrażenie przeniesienia się w czasie, za Motławą straszy zdewastowany w czasie II wojny światowej teren Wyspy Spichrzów.


- Mamy żywy skansen i obraz, jak Niemcy zostawili Gdańsk w 1945 roku - kręci głową młody turysta i dodaje ze śmiechem: - Powinni to wyburzyć i zrobić Niemcom boisko treningowe. Gdańszczanom do śmiechu już nie jest: - Mieszkam tu od 1954 roku i aż smutno na to patrzeć - kręci głową sąsiad Wyspy Spichrzów. - To wygląda jak trumna, nie sądzę, że doczekam jakiejś zmiany - dodaje. - To największa inwestycyjna porażka Gdańska - mówi z kolei właścicielka stoiska z pamiątkami nad Motławą. - Turyści będą nieźle zaskoczeni, zwłaszcza że o Gdańsku z reguły mówiło się dobrze. A tu taka niespodzianka. Trochę wstyd - uśmiecha się krzywo.

- Niestety, w życiu każdego miasta są obszary, których zagospodarowanie w czasie trwa dłużej niż innych, wiąże się to z barierami inwestycyjnymi - rozkłada ręce wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski, przyznając, że było już kilkanaście prób odrestaurowania tego miejsca i przynajmniej kilku poważnych inwestorów połamało sobie na tym kawałku ziemi zęby. Czyli co? Mamy nic nie robić? - Będziemy dalej szukać sposobu, by ten teren zagospodarować - zapewnia i przyznaje szczerze, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy to się uda.

Wyspę doskonale widać spod słynnego Żurawia, z niemal całego nabrzeża Motławy, a nawet z biura Lecha Wałęsy. Jedyną dobrą wiadomością jest to, że 50 dni przed Euro rozpoczęło się sprzątanie tego miejsca. Niestety, tylko ze śmieci. Ruiny, wykopy i rozsypujące się nabrzeże będą na turystów czekać.

Gdańska dziura wstydu

Turyści i kibice, którzy będą przemierzać Gdańsk na trasie między dworcem PKP, placem Solidarności i Głównym Miastem, zwanym przez przyjezdnych starówką, natkną się na oblepiony plakatami płot, za którym straszy ogromna, często wypełniona wodą dziura w ziemi. To miejsce, którego prywatny właściciel od kilkunastu lat nie jest w stanie zabudować. A miasto nie może go do tego zmusić.

- Jedynym sprawcą tego, co się może tam wydarzyć, jest tejże dziury właściciel - wzrusza ramionami wiceprezydent Wiesław Bielawski. - Miasto ma ograniczone możliwości, natomiast bez wątpienia należy cały czas próbować rozmawiać z właścicielem, by doszło do zabudowy tego terenu - mówi Bielawski.

- Miał tu być biurowiec, były problemy z konserwatorem zabytków, to trwa całe lata - drapie się po głowie gdańszczanin mieszkający obok - jak sam stwierdził - w "Apartamencie Nad Dziurą". Dziurę podziwiają też mieszkańcy hotelu Mercure, bywalcy centrum handlowego i odwiedzający kościół św. Katarzyny. - Panie, ile tam pokoleń kaczek się wylęgło - śmieje się inny gdańszczanin i dodaje: - To woła o pomstę do nieba, wstyd dla władz miasta, wstyd.

- Można nazywać to dziurą wstydu, ale równie dobrze mogę mieć pretensje, że ktoś nie myje swojego samochodu i wyjeżdża na miasto - irytuje się wiceprezydent. - To też będzie "brud wstydu prezydenta"?

Katowice: Toksyczna mieszanka remontów i ruiny

Stolica woj. śląskiego nie wygląda pięknie. Centrum Katowic to jeden wielki plac budowy. Powstaje budynek dworca PKP i galerii handlowej, rozkopane są okolice rynku, gdzie robotnicy niedawno zaczęli przebudowę torowisk tramwajowych. Z tych powodów nie ma sensu czepiać się widoków rozkopanych ulic, sprzętu budowlanego, błota na ulicach. Kiedyś przecież będzie tu pięknie!

Nic natomiast nie usprawiedliwia tego, co można zobaczyć kilkadziesiąt metrów dalej, na ul. Dworcowej. Z jednej strony dwa luksusowe katowickie hotele: Diament i Monopol. Monopol to bez wątpienia najlepszy, owiany legendą luksusu międzywojnia hotel na Śląsku.

Splendoru przyniosło mu np. wesele światowych sław: Jana Kiepury i Marty Eggerth, które odbyło się w hotelowej restauracji jesienią 1936 roku. Sławni współcześni goście to piłkarskie reprezentacje Anglii i Portugalii, a także gwiazdorzy rocka oraz Woody Allen.

Obok hotelu Monopol jest sklep Versace. W lustrze z witryny sklepu odbija się niestety (czkawką) widok budynku starego, zrujnowanego dworca. Vis-a-vis odnowionej kamienicy, gdzie mieszczą się hotele, straszą budynki, na które katowiczanie i przyjezdni nie mogą patrzeć. Puste okna, niektóre powybijane, szara elewacja, strupy cegieł odsłonięte przez odpadający tynk, śmieci, rozbite butelki i zapach moczu.

- Stary dworzec czeka już dziesiątki lat na odnowienie i szpeci - żali się pan Stanisław, który przyjechał z wizytą do rodzinnego miasta. Dlaczego nie można wyremontować budynków? - PKP sprzedały teren prywatnemu właścicielowi, a ten nie podjął jeszcze prac remontowych i budowlanych - tłumaczy Jakub Jarząbek, rzecznik magistratu. Nieoficjalnie mówi się, że właściciel jeszcze przed ostatnim kryzysem przepłacił za teren, a pomysł z galerią handlową może nie wypalić, ponieważ niedaleko w szybkim tempie rosną już mury nowoczesnej galerii przy nowym dworcu PKP.

Kraków - Dworzec Główny Kraków - Dworzec Główny Fot. TOK FM

Kraków: Też mamy "szkieletora"

Powszechnie stolica Małopolski uważana jest za jedno z najpiękniejszych miast w Polsce, ale i tam nie wszystko jest idealne.

Wystarczy do Krakowa przyjechać, wyjść z dworca kolejowego i od razu można się natknąć na szpecące baraki, w których sprzedaje się obwarzanki, pamiątki. - Takie sypiące się sklepiki nie powinny stać tuż przy dworcu - mówi Tomasz Mirecki, student z Krakowa. Jego zdaniem, to nie wpływa dobrze na wizerunek Krakowa.

Zdecydowanym faworytem na liście szpecących miasto miejsc jest tak zwany szkieletor - to niedokończona inwestycja w centrum miasta. Wieżowiec ma 92 metry wysokości. - Trudno go nie zauważyć - mówi Maria Widawska, mieszkanka Krakowa. - Ten budynek cały się sypie, przykrywa się go jedynie kolejnymi reklamami. Pamiętam, że powstał, gdy urodził się mój syn, czyli jakieś 40 lat temu. Do tej pory nie znalazł się nikt, kto byłby władny go rozebrać - dodaje kobieta.

Chluby miastu nie przynosi też hotel Forum. W latach 90. ten najbardziej ekskluzywny i najnowocześniejszy w Krakowie hotel straszył jedynie cenami, dziś straszy wyłącznie wyglądem. - Pamiętam, że mój mąż spotykał się tam służbowo z wieloma gośćmi z zagranicy. Było tam wszystko, o czym przeciętny mieszkaniec miasta mógł tylko pomarzyć - opowiada mieszkanka Halina Mitręga. - Aż trudno uwierzyć, że tak reprezentacyjne niegdyś miejsce jest dziś już tylko zwykłą ruiną - dodaje.

Remont w Lublinie Remont w Lublinie Fot. TOK FM

Lublin: 40-letni szkielet Teatru w Budowie

W samym centrum Lublina, przy Alejach Racławickich, stoi szkielet Teatru w Budowie, można byłoby dodać - w wiecznej budowie. Stoi i straszy, prawie 40 lat.

- Przypomina mi to czaszkę z okropnymi oczodołami - mówi nam pani Irena, lublinianka. Inni mieszkańcy dodają, że dawno trzeba było to zburzyć i zbudować coś innego. Tylko niewielka część budowanego od lat gmachu, od strony ul. Skłodowskiej, jest użytkowana: mieszczą się tu filharmonia i Teatr Muzyczny.

Co znajduje się obok zrujnowanego molocha? Budynki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, renomowany hotel, Uniwersytet Medyczny i główne lubelskie skrzyżowanie.

Od lat mówi się, że coś trzeba z teatrem zrobić. Dziś wydaje się to coraz bardziej realne. W miejscu wiecznej budowy ma powstać Centrum Spotkań Kultur za ponad 200 milionów złotych, w tym za środki unijne. Ma być sala dla tysiąca dwustu widzów, mediateka, kawiarnia, kino na dachu. Tyle że centrum miało być gotowe w 2010 roku - teraz mówi się o roku 2015.

Łódź Łódź Fot. TOK FM

Łódź: Zamiast dworca - góra gruzu

Noclegi na Euro w Łodzi ma zarezerwowane kilka tysięcy zagranicznych kibiców, głównie Rosjan. Do Łodzi ściągnęły ich konkurencyjne ceny w porównaniu z miastami gospodarzami. Pewnym zaskoczeniem podczas przechadzki po centrum może okazać się dla kibiców coś, co w tej chwili i w trakcie Euro będzie wyglądać jak ogromna rozbiórka z górami gruzu. To teren budowy nowego dworca Łódź Fabryczna, będącego częścią Nowego Centrum Łodzi.


Ostatni pociąg ze starego dworca odjechał 16 października ubiegłego roku, jednak zanim zaczęto prace, minęło sporo czasu. W tym momencie teren jest przygotowywany pod budowę, co oznacza prace wyburzeniowe prowadzone tam, gdzie wcześniej znajdowały się tory i perony; wyburzane są także pobliskie kamienice. - Wygląda jak po wojnie - przyznaje jeden z mieszkańców miasta. - No, ale co zrobić, trzeba to przeczekać - dodaje.

W trakcie trwania mistrzostw główny wykonawca nie planuje w jakikolwiek sposób dodatkowo zasłaniać placu budowy ani dokładniej informować o tym, co tam się dzieje. - Wszystko jednak będzie spełniać normy BHP - zapewnia rzeczniczka inwestycji.

Według harmonogramu w trakcie Euro na terenie budowy zacznie się też wykop pod nowy dworzec, który docelowo ma znajdować się 16 metrów pod ziemią.

Poznań Poznań Fot. TOK FM

Poznań: Wstyd po kinie Bałtyk

Stolica Wielkopolski może wstydzić się dziury w ziemi przy rondzie Kaponiera, w sąsiedztwie hotelu Sheraton i Centrum Designu "Concordia". Ten ogrodzony płotem pusty plac to pozostałość po zburzonym kilka lat temu kinie Bałtyk. Trudno go nie zauważyć, jadąc na stadion z dworca PKP, PKS lub z okolic Starego Rynku.

- Strasznie to wygląda. Mogliby coś z tym zrobić, uporządkować - mówi jeden z przechodniów. - No ale na Euro raczej nie zdążą? - dopytuje reporter TOK FM. - No cóż... Małe szanse. - A może jednak. Ja jestem optymistką. Trzeba wierzyć, że się uda - mówi mieszkanka Poznania, zmierzająca do znajdującego się w sąsiedztwie przejścia podziemnego.

Kiedyś kino Bałtyk to był najważniejszy punkt na mapie młodych ludzi - to tam umawiali się na pierwsze randki... Dziś ten teren straszy studentów mieszkających w położonym nieopodal akademiku Jowita.

- Czasem, gdy wracam wieczorem, strach tędy przejść. Na skwerze obok "zadomowili" się pijacy. Czasem zaczepiają słownie, innym razem bywają bardziej agresywni. Co prawda często przyjeżdża tu policja i pilnuje bezpieczeństwa, no ale co to za wizytówka miasta.

Dziura, która (kiedyś) zmieni się w centrum handlowe

Druga "dziura" na mapie Poznania położona jest przy deptaku na ul. Półwiejskiej. Zmierzając ze Starego Rynku do Starego Browaru, nie sposób nie zauważyć ogrodzonego blachą pustego terenu, gdzie wkrótce ma powstać centrum handlowo-biurowe. Na razie nie widać jego fundamentów, a jedynie parking strzeżony, a obok blaszanego płotu stragany z odzieżą i biżuterią.


- To wstyd. Teren jest zaniedbany, mało estetyczny, oplakatowany i trudno tego nie zauważyć, bo zajmuje spory kawał miejskiej przestrzeni - mówi jeden z turystów spacerujących wzdłuż Półwiejskiej.

Ale są też tacy, którym zależy na utrzymaniu takiego stanu. To właściciele wspomnianych już straganów: - Jeśli tu ruszy budowa, to stracimy swoje miejsca pracy. Musi pan zrozumieć, że musimy z czegoś żyć i nie jest w naszym interesie jakakolwiek zmiana.

- A interes się opłaca? Zarabiacie na turystach? - pyta reporter TOK FM. - No nie jest za dobrze. Ale być może podczas Euro będzie więcej klientów, dlatego przynajmniej do tego czasu lepiej, żeby było tak jak teraz - wyjaśniają sprzedawcy.

Będzie lepiej

Obydwa wspomniane tereny od dawna są zaniedbane. Urząd miasta niewiele jednak może w tej sprawie zrobić. - To są tereny prywatne. Nie możemy ingerować, bo to nie jest nasza rola. Jedyna rada, jeśli komuś nie podoba się taki stan rzeczy, to może prosić straż miejską o interwencję. Ta może nakazać uporządkowanie terenu - podpowiada Rafał Łopka z biura rzecznika prasowego UM w Poznaniu.

Czy te "dziury" w sercu miasta zostaną uporządkowane na Euro? Reporterowi TOK FM udało się dodzwonić do ich właścicieli. W przypadku terenu przy rondzie Kaponiera w 2013 roku ruszy budowa biurowca. Obecnie plac służy za magazyn dla firm przebudowujących wspomniane rondo i ulicę Roosevelta. Po zakończeniu inwestycji ma być uporządkowany, ale małe szanse, że stanie się to przed Euro 2012.

Z kolei teren przy ulicy Półwiejskiej to wielka niewiadoma. Rzeczniczka firmy, do której należy, poprosiła o przesłanie w tej sprawie pytań pocztą elektroniczną. Obiecała, że w najbliższym czasie na nie odpowie.

Warszawa: Chaos - "foliowe reklamy są wszędzie"

W stolicy pierwsze wrażenie zagranicznego turysty zdominują remonty, zakorkowane ulice i komunikacyjny paraliż. - Za nim będzie kolejne, już bardziej estetyczne, czyli niedbanie o szczegóły - mówi Edyta Ołdak ze Stowarzyszenia z Siedzibą w Warszawie. - To główny grzech Warszawy - niedopracowanie jej w szczegółach, a to one właśnie budują wizerunek miasta - dodaje.

Główne grzechy to przede wszystkim chaotycznie ustawione, szpecące reklamy, wbrew pozorom nie tylko te na billboardach. - Mam tu na myśli okropną, odblaskową, samoprzylepną folię fluoroscencyjną, która jest po prostu wszędzie. Folia zaprasza do odwiedzenia sklepu, restauracji, baru, lokalu, folia namawia do zakupów. To kakofonia kolorystyczna, która najbardziej szpeci stolicę - dodaje.

Zdaniem Ołdak, ten bałagan barw, napisów i reklam może się rzucić w oczy tym, którzy będą w stolicy po raz pierwszy, i na pewno w jakiś sposób wpłynie na odbiór miasta. - To jest nieestetyczne, ale to my sami wyrządzamy miastu krzywdę, serwując przestrzeni miejskiej szpetne reklamy, szyldy czy informacje o usługach przylepiane gdziekolwiek - mówi.

Jej zdaniem jednak, nie ma się czego wstydzić. - Uważam, że takie rozproszenie przestrzeni czy zawirusowanie jej jakimś błędem jest dużo bliższe naturze człowieka niż idealnie uporządkowana przestrzeń miejska. Kilka lat temu trafiłam do Bilbao, spacerowałam przy równo przystrzyżonych trawnikach, po przepięknie zaprojektowanych i zaplanowanych ulicach i wiedziałam, że to nie jest miasto do życia. Aż nagle, niczym gigantyczny statek kosmiczny pojawiło się przed moimi oczami Muzeum Guggenheima, zakłócając ten ideał. I to był dla mnie znak, że ci ludzie też potrzebują jakiejś infekcji tej przestrzeni, bo w takiej idealnie uporządkowanej wcale nie żyje się najlepiej - przekonuje Edyta Ołdak.

Wrocław Wrocław Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Wrocław: Dziury pod galerię...

We Wrocławiu na liście miejsc, których mieszkańcy mają prawo się wstydzić podczas Euro, są w większości dziury...

Ta największa, obok stadionu, na 50 dni przed Euro nadal straszy, choć miasto zapewnia, że wypięknieje przed turniejem. Chodzi o pięciohektarowy dół wykopany pod galerię handlową, która nigdy nie powstała, bo inwestor Zygmunt Solorz wycofał się kilka miesięcy temu. Dziura wypełniona wodą sprawiła, że pobliski nowy chodnik przy alei Śląska - droga dojścia do stadionu - zaczął się zapadać.

...pod hotel...

Kolejną dziurą zamiast wspaniałej inwestycji jest ta pod hotel Hilton na Podwalu przy Poczcie Głównej. W hotelu mieli spać kibice podczas mistrzostw, tymczasem prace nawet się jeszcze nie rozpoczęły. Firma Wings Properties obiecuje, że hotel powstanie, a opóźnienia tłumaczy przeprowadzaniem prac archeologicznych na miejscu.

...i centrum handlowe

Kilkaset metrów dalej, tuż przy wjeździe na plac Dominikański, straszy kolejny porzucony plac budowy i kolejna dziura. Irlandzki inwestor wyburzył tam drukarnię i miał postawić centrum handlowo-usługowe już dawno temu.

Miasto wyliczyło, że firma powinna zapłacić ok. miliona złotych kary za niedotrzymanie terminu ukończenia inwestycji. Tymczasem płot i resztki drukarni straszą. W akcie desperacji metalowy płot wokół budowy widma został oklejony wielkimi plakatami.

Parking widmo, czyli "szkieletor"

Trudno powiedzieć, czy wrocławianie wstydzą się wielkiego betonowego parkingu widmo z ulicy Kolejowej. "Szkieletor" po dziesięciu latach od rozpoczęcia budowy wpisał się już w krajobraz miasta. Zszokowani mogą być jednak kibice przyjeżdżający koleją z Poznania czy Warszawy, bo właśnie z okien wjeżdżającego od tamtej strony pociągu tego betonowego molocha widać najdokładniej. Parking miał być nowoczesnym budynkiem stawianym przez inwestora, wrocławską Jedynkę. Niestety, po plajcie firmy budynek stał się bezpański. Na szczęście dwa lata temu przejęła go firma Progress Inwestycje Jedynka Bis i obiecuje, że przed marcem 2013 roku powstanie tam nowoczesne centrum z biurami, parkingiem i hotelem. Niestety, wjeżdżając pociągiem na Wrocław Główny podczas Euro, lepiej będzie jeszcze zamykać oczy.

Więcej o: