"Albo się nad nami użalają, albo śmieją". Przeczytaj, jak młodzi Grecy radzą sobie w kryzysie

Nie ma pracy, a jak jest, to kiepsko płatna - tak o swoim życiu codziennym mówią młodzi Grecy. Przeczytaj ich historie - 28-letniej Marii, 24-letniego Joannisa i 24-letniej Karoliny - którymi podzielili się z nami w Atenach.

Młodzi Grecy spadają z wysoka...

Grecka młodzież - to oni, obok emerytów, najboleśniej odczuwają skutki wielkiego kryzysu ekonomicznego. Bezrobocie dotyka już niemal połowy z nich. Choć są dobrze wykształceni, znają obce języki, mają małe szanse na dobrą pracę i dobre zarobki. A przecież jeszcze niedawno było zupełnie inaczej - praca do emerytury i wygodne życie były niemal pewne.

Teraz nie stać ich na założenie rodziny i samodzielne życie. Liczą na pomoc rodziców albo wyjeżdżają, żeby szukać lepszej przyszłości za granicą.

Poznaj ich historie - kliknij w zdjęcie Marii, Joannisa lub Karoliny, żeby je przeczytać.

Maria. "Zarabiam 620 euro. Mieszkanie kosztuje 400"

Nazywam się Maria Papadaki. Mam 28 lat. Skończyłam filologię grecką, później prawo. Właśnie kończę aplikację w jednej z kancelarii w Atenach. Pracuję bardzo dużo, od 9 rano do godz. 19-20, a czasami dłużej. Mamy w Grecji taki żart, że młodzi prawnicy to bardziej kurierzy - biegają z dokumentami po całym mieście, po sądach i urzędach.

Zarabiam 620 euro miesięcznie na rękę. Jak na Ateny to bardzo mało, na niewiele wystarcza, skoro za kawę trzeba zapłacić co najmniej trzy i pół euro. Ciężko mają szczególnie ci, którzy mieszkają sami i muszą płacić około 400 euro za wynajęcie mieszkania.

Gdy skończę aplikację i pozwolą mi zostać w kancelarii, będą zarabiała 800 euro. To też nie są wielkie pieniądze. Dlatego większość młodych ludzi nadal mieszka z rodzicami. Ja też. Rodzice bardzo mi pomagają - mają własny biznes i stać ich na tę pomoc. Dzięki temu moja wypłata idzie wyłącznie na moje potrzeby. Ale gdybym zdecydowała się na dzieci i założenie rodziny, nie obeszłoby się bez ich pomocy.

W Grecji panuje tradycja, która nakazuje rodzicom, by mocno wspierali swoje dzieci. Budując dom dla siebie, budują dodatkowe piętro dla dzieci, dają im pieniądze, jeśli mają dodatkowe dochody, opiekują się wnukami. Wcześniej to było przyzywczajenie, teraz staje się koniecznością. Bez pomocy rodziców byłoby nam bardzo ciężko.

Przywykliśmy do wygodnego życia. Grecki student nie miał dotąd większych problemów. Rodzice wynajmowali mu mieszkanie, kupowali samochód, płacili za podróże. Nie musiał pracować - samo studiowanie jest wystarczająco męczące. Student specjalnie więc wybierał uczelnię z dala od domu, żeby móc zakosztować takiego życia. Teraz to wszystko się zmienia. Kryzys dotyka wszystkich: emerytów, którym nie wystarcza na leki, klasę średnią, bo wielu z tych ludzi od miesięcy nie dostaje wypłat, a jeśli dostają, to zmniejszone o kilkadziesiąt procent. Oszczędzają na jedzeniu, mięso kupują raz w tygodniu. Ale młodzi ludzie także dostają w kość. Nie możemy nawet marzyć, żeby założyć rodzinę czy kupić mieszkanie.

Dużo łatwiej jest tym, którzy kończyli kierunki techniczne. Oni albo już wyjechali zagranice, albo się do tego szykują. Jak mój kolega, który w tym tygodniu poleciał do Londynu. Po studiach informatycznych nie mógł znaleźć pracy w Atenach i będzie jej szukał w Anglii. Inny, po politechnice, wyjechał do Glasgow. Mają tam lepsze szanse na pracę i karierę.

Jesteśmy optymistycznym narodem. Mamy nadzieję, że sytuacja niedługo się poprawi. Ale obawiam się, że nie będzie łatwo. Wydaje się, że wszystko zmierza w najgorszym kierunku. Politycy przez lata dbali wyłącznie o swoje pozycje i stołki, a zwykli ludzie nie byli lepsi. Podobało nam się, że wszystko można dostać na kredyt, że każdy może dostać kartę kredytową i kupić wszystko, na co ma ochotę. Zmiana jest konieczna, ale będzie bardzo trudna i zależy od wielu czynników. W tej chwili wydaje mi się, że sięgnęliśmy dna, ale może być jeszcze gorzej. Kiedy się odbijemy?

Joannis. "Ludzie albo się użalają nad nami, albo się z nas śmieją"

Joannis, mam 24 lata. Skończyłem studia ekonomiczne. Latem zeszłego roku odbyłem służbę wojskową i od tamtej pory szukam pracy. Teraz pracuję w biurze rachunkowym, ale za darmo. Chodzę tam na 4-5 godzin dziennie, żeby zdobyć doświadczenie. Z okazji świąt dostałem niewielki bonus, ale poza tym, w ogóle mi nie płacą. Przynajmniej czegoś się uczę.

Żeby wynająć mieszkanie w Atenach, potrzeba między 300 a 400 euro. Jeśli pracujesz za pensję minimalną, czyli nieco ponad 500 euro, i mieszkasz sam - na nic cię nie stać. Jeśli wynajmujesz z kimś, sytuacja nie jest o wiele lepsza, bo dochodzą opłaty za gaz, prąd, jedzenie. Chleb i mleko to ponad 2 euro. Tygodniowo to 14 euro, miesięcznie prawie 60. A co z resztą wydatków?

Myślę o wyjeździe za granicę i mam nadzieję, że mi się uda. W tej chwili nie mam na to pieniędzy. Ale chciałbym wyjechać - do Anglii, Holandii, może do Szwecji. Tam życie jest łatwiejsze, choć niekoniecznie dla Greka. Znajomi mówią mi, że ludzie albo użalają się tam nad nami, albo się z nas śmieją.

Karolina. "Nie myślałam, że będzie tak ciężko"

Jedyna praca, jaka istnieje w tej chwili dla ludzi w naszym wieku to: kelnerka w restauracji lub w kawiarni, sprzedawczyni w sklepie z ciuchami, korepetytorka. Wolałabym nie musieć podejmować takich prac, bo one nie pozwalają się rozwinąć i są bardzo kiepsko płatne  - nie po to studiowałam tyle lat.

Nazywam się Karolina. Pół roku temu skończyłam studia ekonomiczne na uniwersytecie w Atenach. Wysłałam wiele CV do różnych firm, np. do biur rachunkowych, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Nie ma pracy. Kiedy zaczynałam studia, nie myślałam, że będzie tak ciężko. Nic nie wskazywało na to, że przyjdzie kryzys. Wierzyliśmy, że praca będzie na nas czekać, czy to w banku, czy gdziekolwiek. Nikt nas nie ostrzegł, że będzie tak poważny problem z bezrobociem.

Sytuacja jest bardzo trudna. Restauracje i kawiarnie są prawie puste. Młodzi ludzie nie wychodzą, a jeśli wychodzą, to nie za swoje pieniądze, ale za pieniądze rodziców, którzy dają nam na kawę, albo na drinka. Kiedyś bawiliśmy się dużo częściej. Mieliśmy pieniądze, żeby realizować hobby, uczyć się obcych języków.

Jedynym wyjściem jest dzisiaj wyjazd za granicę. Mój brat wyjechał do Holandii, na długo przed kryzysem. Na studia. Zamierzał wrócić, ale w obecnej sytuacji na pewno nie wróci. Dużo moich znajomych albo już wyjechało, albo chciałoby wyjechać, ale ich nas to nie stać. Mówią o Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemczech, o Stanach Zjednoczonych.

Grecja zadłużyła się tak bardzo, że nie stać jej na spłacanie długów. Politycy przez lata podejmowali błędne decyzje i nie myśleli o przyszłych pokoleniach. Ale winni jesteśmy wszyscy. To jak błędne koło. Gdybym ja teraz dla przykładu zaczęła udzielać korepetycji, na czarno, bez płacenia podatku, bo jestem w trudnej sytuacji, robiłabym to niezgodnie z prawem. Gdybym chciała zapłacić podatek, nic by mi nie zostało. Wszyscy jesteśmy częścią chorego systemu.

DOSTĘP PREMIUM