Psychuszka, tortury i szantaż. Tak siedzą "polityczni" na Białorusi

Mykoła Statkiewicz, który siedzi w więzieniu o zaostrzonym rygorze ma prawo do jednych krótkich odwiedzin rocznie. To najskrajniejszy przypadek, ale warunki, w których przetrzymywani są inni oponenci białoruskiego reżimu, są niewiele lepsze.

Przewodnik

W białoruskich więzieniach siedzi kilkunastu "politycznych". Są wśród nich byli rywale Aleksandra Łukaszenki w ostatnich wyborach, aktywiści, anarchiści, obrońca praw człowieka, przedsiębiorca i ojciec ofiary zamachów w mińskim metrze, który podważał oficjalną wersję ataku. Najdłuższy wyrok: 8 lat, najmłodszy więzień ma 22 lata.

Dysydenci bywają torturowani, straszeni skrzywdzeniem bliskich, szantażowani, izolowani i poddawani ciągłej presji. Wydaje się, że swoistym punktem honoru służb więziennych, a może samego Łukaszenki, było złamanie ich i zmuszenie do podpisania prośby do prezydenta o łaskę. Wielu aktywistów zostało po tym zwolnionych zza krat. Ale kilku wciąż siedzi. Kolejnych kilku, pomimo fizycznego i psychicznego nacisku, nie dało się złamać.

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Dla Aleksandra Łukaszenki są wrogami i zagrożeniem. To bojownicy konsekwentni i bezkompromisowi, i choć - jak Aleś Bialacki - mogli uciec za granicę, zostali. Ba - jak mówi w Mińsku wielu działaczy - to byłoby Łukaszence na rękę, gdyby wszyscy niepokorni wyjechali.

Dla Łukaszenki "polityczni" są też kartą przetargową do ewentualnych negocjacji z Unią Europejską. Na razie jednak między Mińskiem a Brukselą (a szczególnie Warszawą) trwa istna Zimna Wojna. Unia rozszerzyła właśnie sankcje wizowe o kolejnych 12 osób i zamroziła aktywa 29 firm należących do trzech oligarchów wspierających Łukaszenkę. Lista firm objętych restrykcjami miała być dłuższa, ale skróciły ją Łotwa i Słowenia, które wyżej cenią interesy z białoruskimi oligarchami.

Pogarszanie się stosunków i hardość reżimu wskazują (choć oczywiście o planach Łukaszenki można jedynie spekulować), że w losie więźniów politycznych w najbliższym czasie nic się nie zmieni. Skoro sankcje polityczne, a nawet ekonomiczne nie potrafią Łukaszenki zmiękczyć, to chociaż symbolicznie (a może i z konkretnym skutkiem) należy mu zabrać zabawkę, czyli zaplanowane na 2014 r. na Białorusi hokejowe mistrzostwa świata. Bo to ulubiony sport prezydenta, a na mistrzostwa szykuje się z co najmniej takim rozmachem, jak Polska na Euro 2012. Światowi politycy twierdza jednak, że nic nie mogą zrobić, bo decyzja należy do federacji sportowej.

25 marca przypada rocznica proklamowania w 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej - pierwszego w historii państwa białoruskiego. Choć władza tego zakazuje, białoruska opozycja obchodzi Dzień Wolności W jego przeddzień przedstawimy Państwu sylwetki białoruskich więźniów politycznych.

NAPISZ list. Opozycjoniści, którzy wychodzą z więzień często opowiadają, jak duże znaczenie miały dla nich listy, które przychodziły za kraty. Tu na wolności trudno nam docenić tak symboliczne gesty, dla nich oznaczały jednak przede wszystkim, że ludzie nie zapomnieli. Pod większością naszych portretów znajdziecie adresy więzień w, których siedzą.

Daszkiewicz i Lobau. Młodzi i bezkompromisowi

Na zdjęciu Żmicier Daszkiewicz

W grudniu 2010 roku za kraty trafiło aż sześciu działaczy Młodego Frontu, jednej z najbardziej konsekwentnych, bezkompromisowych i szanowanych organizacji opozycyjnych na Białorusi.

Lider Młodego Frontu, Żmicier Daszkiewicz (rocznik '81) ma na swoim koncie rekordową liczbę zatrzymań i odsiaduje już drugi wyrok. Za pierwszym razem dostał półtora roku. Groziła mu nawet wyższa kara, bo odmówił zeznawania przeciw koledze Iwanie Szyle. Ostatecznie jednak, pod presją wspólnoty międzynarodowej, dodatkowo dostał jedynie grzywnę. Teraz odsiaduje dwuletni wyrok.

Wolność dla Daszkiewicza

Razem z Eduardem Lobau (rocznik '88) Daszkiewicz został aresztowany ostatnio dzień przed wyborami prezydenckimi z 2010 roku, które zakończyły się brutalnym rozgromieniem demonstracji i wsadzeniem do więzienia niemal wszystkich kontrkandydatów Łukaszenki. Lobau został skazany na 4 lata.




Daszkiewicz w więzieniu wielokrotnie był karany izolatką. - Straciliśmy już rachubę ile razy, poza tym trafia tam już nie na kilka dni, ale tygodni, czy nawet miesiąc - mówi TOK FM narzeczona Daszkiewicza, Nasta Pałażanka, również aresztowana w 2010 r., ale skazana warunkowo. Pod nieobecność Daszkiewicza, kieruje Młodym Frontem.

Amnesty International uznała Daszkiewicza za więźnia sumienia.

Зміцер Дашкевіч
211791, Віцебская вобл., г.Глыбокае, вул. Савецкая, 205
папраўчая калонія № 13

Эдуард Лобаў 225295 Брэсцкая вобл., г. Івацэвічы, "Воўчыя норы", а / с 20
папраўчая калонія № 22

 

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Mykoła Statkiewicz. Odcięty od świata

W więzieniu o zaostrzonym rygorze, w którym przebywa, ma prawo do jednych, krótkich odwiedzin rocznie. Mogą przyjść dwie osoby. Ostatnio, po raz pierwszy od ponad pół roku, zadzwonił do swojej żony.

Statkiewicz uważany jest za największego twardziela w białoruskiej opozycji. Podpułkownik rezerwy, opuścił KPZR w 1991 r. w ramach sprzeciwu wobec pacyfikacji Wilna. Jest liderem Białoruskiej Partii Socjaldemokratycznej.




Pierwszy raz wylądował w więzieniu w 2005 r., za organizacje protestów. W 2010 był jednym z rywali Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich. Tak jak pozostali kontrkandydaci został zatrzymany na protestach jeszcze tej samej nocy. Został skazany na sześć lat.

- Moim zdaniem Łukaszenka go nienawidzi, ale też boi się go. Bo rozumie, że Mikoła to silny człowiek, który nie dał się złamać - mówi TOK FM żona Statkiewicz, Maryna Adamowicz. Statkiewicz przebywa w więzieniu dla najbardziej niebezpiecznych kryminalistów. Trafił tam, bo zarzucono mu łamanie więziennej dyscypliny, czyli np... posiadanie własnych chusteczek. Pomimo nacisków, szykan i tortur odmówił podpisania prośby o łaskę. Na kilka tygodni adwokat i żona stracili z nim wówczas kontakt.

- Reżim tego więzienia praktycznie wyklucza możliwość kontaktowania się z nim - mówi nam Maryna Adamowicz. Ma prawo do jednego krótkiego widzenie na rok, przyjść mogą jednak tylko dwie osoby. Jedynym środkiem komunikacji są więc listy, te przechodzą jednak przez ręce cenzury i nie zawsze docierają do adresatów.

Statkiewicz ma też prawo do otrzymania jednej dwukilogramowej paczki rocznie. Co miesiąc na dodatkowe zakupy, do podłego więziennego jedzenia, może wydać minimalna sumę pieniędzy. - Stać go na kostkę masła i kilka batoników chałwy - wylicza Adamowicz.

16 marca żona skazanego, Maryna Adamowicz, poinformowała, że mąż zadzwonił do niej po raz pierwszy od lipca ub. r. Rozmowa trwała ok. 3 minut. Powiedział jej m.in., że nie docierają do niego żadne listy, bo nie przechodzą cenzury.

Мікола Статкевіч 212011 г. Магілёў, вул.Крупскай, 99а
турма № 4

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Andrei Sannikau. Najsilniejszy rywal Łukaszenki

Niezależne sondaże wskazywały, że gdyby nie fałszerstwa, to w grudniu 2010 r. byłaby druga tura wyborów prezydenckich i Aleksandr Łukaszenka spotkałby się w niej z Andreiem Sannikauem.




Sannikau jest jednym z najbardziej bezkompromisowych krytyków reżimu i rywali Łukaszenki. W połowie lat 90. był wiceministrem spraw zagranicznych, jednak zrezygnował w proteście przeciwko manipulacjom reżimu. W 1997 roku założył opozycyjny portal Karta'97, w 2008 r. stworzył ruch Europejska Białoruś.

Kilka miesięcy przed wyborami, jego przyjaciel i współzałożyciel Karty'97 został znaleziony powieszony w swojej daczy. Oficjalnie popełnił samobójstwo, Sannikau jednak publicznie dzielił się wątpliwościami co do wyników śledztwa.




- Sannikau był za tym, żeby po wyborach zostać na placu i manifestować. Wierzył, że istnieje szansa na to, że ludzie poparliby taki protest, dlatego był gotów stawić czoła reżimowi - przypomina Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej".

Protest w noc wyborczą został jednak brutalnie spacyfikowany przez reżim, a niemal wszyscy rywale Łukaszenki aresztowani. Sannikau wracał z placu samochodem, gdy razem z żoną Iriną Chalip zostali zatrzymani. Chalip akurat relacjonowała w tym czasie demonstrację dla Echa Moskwy:




Sannikau został pobity i razem z żona trafili za kraty. Na wolności został wtedy ich 3-letni wówczas syn, Danił. Babcia alarmowała, że opieka społeczna próbuje go odebrać, co się jednak nie udało. Chalip ostatecznie dostała wyrok w zawieszeniu, ale Sannikau został skazany na 5 lat (w kolonii o zaostrzonym rygorze).

- On i jego drużyna zostali najbardziej ukarani. To, jak jest traktowany w więzieniu, pokazuje, że Łukaszenka się na nim po prostu uwziął - dodaje Poczobut.

W styczniu, po widzeniu z mężem, Chalip powiedziała dziennikarzom, że jej mąż boi się o własne życie. Podczas odsiadki był torturowany, wielokrotnie mu grożono, również skrzywdzeniem rodziny. Jesienią 2011 r. rodzina i adwokat na wiele tygodni straciła z nim kontakt. Chalip podejrzewa, że po to, by przez ten czas zniknęły ślady tortur.

W połowie listopada poprosił o łaskę, ale do tej pory nie ma odpowiedzi, choć Łukaszenka zapowiedział, że tych, którzy o łaskę poproszą zwolni.

Андрэй Саннікаў 211300, Віцебская вобл., Віцебскі р-н, п.Віцьба, 
папраўчая калонія №3

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Źmiecier Bandarenka. Na wolność wyjdzie niepełnosprawny

W więzieniu Bandarenka przeszedł operację kręgosłupa. Zdesperowana rodzina alarmuje, że na wolność wyjdzie już niepełnosprawny, bo za kratami nie ma szans na choć namiastkę rehabilitacji, chociażby dlatego, że służby więzienne chciały go nawet zmusić do pracy...


Bandarenka odsiaduje dwuletni wyrok. Jest weteranem białoruskiej opozycji. - Na protesty zaczęliśmy chodzić jeszcze za ZSRR - opowiada TOK FM jego żona Wolha Bandarenka. Związek Radziecki upadł, ale potem przyszedł Aleksander Łukaszenka. - Może to duże słowa, ale nawet w prywatnych rozmowach on zawsze mówi, że walka o Białoruś jest celem jego życia - dodaje Wolha.

Bandarenka został zatrzymany po tym, jak wziął udział w protestach przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim, w grudniu 2010 roku. Wspierał w nich kontrkandydata Łukaszenki - Andreia Sannikaua (też siedzi dzisiaj w więzieniu).

Kłopoty ze zdrowiem Bandarenki zaczęły się już za kratami. Okazały się na tyle poważne, że latem musiał przejść operację kręgosłupa, po której nie przeszedł koniecznej rehabilitacji. - W więzieniu nie ma na to warunków, nie ma sprzętu, nie ma specjalistów, nie ma woli służby więziennych - mówi jego żona.

Pomimo kłopotów ze zdrowiem Bandarenki, władze przykręciły śrubę. W lutym w jednym z listów do żony więzień napisał, że "powróciły czarne dni". Nie mógł się doprosić pomocy medycznej, zakazano mu leżenia w ciągu dnia, zmuszono do pracy, odebrano kule i obuwie ortopedyczne. Według obrońców praw człowieka, Bandarenka był torturowany. Reżim złagodniał dopiero, gdy Bandarenka zgodził się podpisać podanie o łaskę. Na Białorusi właśnie po to system łamie więźniów.

- Jego stan zdrowia się nie poprawił, a jeszcze do tego doszło przeziębienie, które wywołało dodatkowe komplikacje - relacjonuje żona.

Зміцер Бандарэнка 213105 г. Магілёў, п/а Вейна, Слаўгарадская шаша, 183,
папраўчая калонія № 15

Aleś Bialacki. Siedzi m.in. przez Polaków

Do Bialackiego prędzej czy później trafił każdy dziennikarz piszący o Białorusi. Co ważniejsze, kierowane przez niego Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna znają prawie wszyscy białoruscy działacze demokratyczni. Bo po prostu musieli z jego pomocy skorzystać.




Wiasna pomogła (prawnie i finansowo) tysiącom ludzi zatrzymanym na protestach, zastraszanym przez KGB i represjonowanym. Zbiera też i archiwizuje informacje o tych represjach i ich sprawcach.

W Polsce Bialacki jest chyba najbardziej znanym białoruskim więźniem politycznym. A to dlatego, że w jego skazaniu pomogła właśnie nasza prokuratura, która bezrefleksyjnie przekazała do Mińska dane na temat jego polskiego konta bankowego. Pieniądze pochodziły m.in. od polskich organizacji wspierających Wiasnę, ale białoruski sąd uznał, że należały do Bialackiego i powinien był zapłacić od nich podatek. Za przestępstwa finansowe został skazany na cztery i pół roku więzienia. Ludzie na sali sądowej na ten wyrok zareagowali tak:

Pierwszy raz Bialacki trafił za kratki w 1988 roku i od tamtej pory przeszukania i aresztowania stały się elementem jego życia. - Pamiętam, że gdy miałem jakieś 5 lat ojciec ciągle trafiał do więzienia, zazwyczaj na kilka dni. Dla mnie, małego dziecka, to była trochę taka bajka, trochę przygoda. Ojciec zresztą zawsze ze wszystkiego żartował i przekonywał mnie, że nie ma się czego bać. No i się nie bałem - opowiada TOK FM syn Alesia Bialackiego, Adam. Podkreśla jednak, że strach pojawił się w ich domu kilka lat temu, po tym jak zmieniło się prawo i Wiasna z dnia na dzień zaczęła działać nielegalnie, za co groziło wieloletnie więzienie.

Obecnie Bialacki odsiaduje wyrok w kolonii karnej w Bobruisku. Z synem nie rozmawiał siedem miesięcy, a ich listy są cenzurowane. Adam Bialacki po skazaniu ojca wyjechał na studia do Polski: - Na Białoruś na razie nie jeżdżę, bo istnieje obawa, że białoruskie służby chciałyby się mną posłużyć, by szantażować i wywierać nacisk na mojego ojca - mówi.



Adres kolonii, w której przebywa Aleś Bialacki:

213800, Магілёўская вобл.,

г. Бабруйск,

вул. Сікорскага, 1,

Папраўчая калонія №2

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Siarhiej Kawalenka. O krok od śmierci

Według najbliższych Siarhiej Kawalenka, który prowadzi w więzieniu głodówkę, jest on już o krok od śmierci. Za kratami wylądował za powieszenie na miejskiej choince historycznej flagi białoruskiej, nie uznawanej przez reżim Łukaszenki.




Kawalenka głoduje, z krótką przerwą, od połowy grudnia, kiedy to został aresztowany. Stracił już ponad 30 kg. Mierzący 180 cm mężczyzna waży w tej chwili mniej niż 50 kg. Flaga, która zaprowadziła go za kraty, ma kolory: biały-czerwony-biały. Wieszając ją na czubku miejskiej choinki w Witebsku wkurzył lokalnych urzędników, którzy o ogromnym drzewku z dumą opowiadali wcześniej w telewizji.

Dla opozycji biało-czerwono-biała ma jednak symboliczne znaczenie. Była używana przez rok istnienia na początku XX w. niezależnej Białoruskiej Republiki Ludowej. Wróciła po upadku ZSRR, ale w połowie lat 90. w referendum Łukaszenka zamienił ją na starą sowiecką flagę, tylko tyle, że usunął sierp i młot.




Za powieszenie flagi na choince Kawalenka został skazany na tzw. chemię, czyli karę odbywał na wolności, ale z ograniczeniami. Ożenił się i ma córkę. Jednak przez cały czas służby uprzykrzały mu życie. Ostatecznie oskarżyły go o złamanie warunków odbywania kary i w grudniu aresztowały, a już w 2011 roku został skazany na dwa lata.

- On już traci przytomność. Rano leżał i nie był w stanie się podnieść. Ma kłopoty ze wzrokiem, słuchem, boli go wątroba, nerki, żołądek - relacjonowała po jednej z ostatnich wizyt matka Kawalenki. Rodzina alarmowała, że opozycjonista może w każdej chwili umrzeć. Pod koniec lutego został przeniesiony do więziennego szpitala, a tam przymusowo podłączony do kroplówki. Jego brat twierdzi natomiast, że dostaje zastrzyki, po których czuje się gorzej.




Żona Kawalenki, Alena, dostała list z Departamentu Wykonania Kar MSW. Urzędnicy zapowiadają, że przewiozą Kawalenkę do szpitala psychiatrycznego, bo - jak twierdzą - jest w niedobrym stanie psychicznym. - Uważam to za kontynuację znęcania się nad moim mężem i katowania go - podsumowała Alena. Adwokat, który widział się z Kawalenką kilka dni temu, zapewniał, iż opozycjonista jasno myśli.

Siarhei apelował za pośrednictwem swojej matki do obywateli i działaczy, by wsparli go, przychodząc pod budynek aresztu przy ul. Wołodarskiego w Mińsku z biało-czerwono-białymi historycznymi flagami.

Павал Севярынец 
225143, Брэсцкая вобл., Пружанскі р-н, в. Куплін, ПУАТ-7

 

 

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Aliaksandr Kruty. Za karę wysłany do psychuszki

Córka Aliaksandra Krutego była w mińskim metrze, gdy 11 kwietnia ubiegłego roku wybuchła tam bomba. Przeżyła, choć została poważnie ranna. Kruty aktywnie zaangażował się w proces dwóch mężczyzn oskarżonych o ten zamach, jednak... bronił ich przed karą śmierci i zadawał niewygodne, podważające oficjalną wersję pytania. Bo nie wierzył w ich winę.




Na filmie zamach z metra

Kruty został oskarżony o chuliganizm i - jak to bywało w czasach ZSRR - skierowany pod przymusową opiekę psychiatryczną. Jak twierdzi jego córka, reżimowi chodziło o to, by przestał przychodzić na rozprawy. 19 marca zaczął się jego proces.

Tymczasem proces oskarżonych o zamachy w mińskim metrze od początku budził wiele wątpliwości. Również ze względu na nikłą wiarygodność systemu sądowniczego na Białorusi i jego upolitycznienie, po dziś dzień trudno zweryfikować, czy skazani rzeczywiście stali za zamachami. Oni sami już nie żyją - zostali skazani na śmierć, egzekucję zaś już wykonano. Zgodnie ze stalinowskimi zasadami rodzina nie dowie się nawet, gdzie zostali pochowani.

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Mikołaj Autuchowicz. Siedzi za walkę z korupcją

Nie chciał dać urzędnikom łapówki, to go wsadzili na pięć lat. Oficjalnie: za posiadanie pięciu nabojów.

na zdjęciu więzienie w Grodnie

W połowie grudnia Mikołaj Autuchowicz podciął sobie żyły. Jak tłumaczył w liście, uznał, że samookaleczenie to jedyny sposób by wydostać się z celi, do której władze więzienne wsadziły go z homoseksualistami. Chciały go w ten sposób upokorzyć i zepchnąć na sam dół więziennej hierarchii, co oznaczałoby nie tylko ostracyzm, ale również było zachętą dla pozostałych więźniów do stosowania przemocy wobec Mikołaja.

W grodzieńskim więzieniu o zaostrzonym rygorze Autuchowicz odsiaduje pięcioletni wyrok "za nielegalne posiadanie broni". Jego kłopoty z prawem zaczęły się dekadę temu, gdy był jeszcze znanym przedsiębiorcą. - Pewnego dnia pojawili się u niego pracownicy urzędu skarbowego i zażądali łapówek. Odmówił, więc zaczęli nękać jego przedsiębiorstwo karami. Zaczął więc zbierać dowody na korupcję i doprowadził urzędników przed sąd - relacjonuje Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi. Ostatecznie sprawa o korupcje została umorzona, natomiast wszczęto inną - już przeciw Autuchowiczowi, za niepłacenie podatków.

na zdjęciu więzienie, w którym karę odbywa Autuchowicz

Został skazany, potem na mocy odwilży wyszedł, ale najwyraźniej jego wolność zbyt niepokoiła urzędników, bo znów zaczęły się jego kłopoty. Został oskarżony o działania terrorystyczne, ale nie udało się tego udowodnić. - Ale znaleźli u niego, zdaje się, pięć nabojów i za te pięć kul został skazany na pięć lat - opowiada Poczobut.

Będąc za kratami Mikołaj był wielokrotnie obejmowany całkowitą izolacją, m. in. dlatego, że odmawia podpisania prośby o łaskę.

Мікалай Аўтуховіч 
230023, г.Гродна, вул.Кірава, 1, турма №1

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Alieniewicz, Franckiewicz, Dziadok... Białoruscy anarchiści

W ubiegłym roku za kraty białoruskich więzień trafiło co najmniej sześciu anarchistów, w sumie zostali skazani na ponad 20 lat więzienia.




Obydwa filmy są dokumentami przygotowanymi przez anarchistów o samym ruchu

Najwyższą karę, bo aż 8 lat więzienia otrzymał Ihar Alieniewicz, który miał uczestniczyć w napadzie na ambasadę rosyjską w 2010 roku. Został też oskarżony o napad na bank i kasyno. Przed sąd trafił prosto z Moskwy, gdzie został po prostu porwany przez białoruskie KGB i - bez "zbędnych" próśb o ekstradycję - przewieziony. - Białoruskie KGB jest w Rosji bardzo aktywne, oni się tam czują bardzo swobodnie. Białoruscy opozycjoniści, którzy przyjeżdżali do Moskwy relacjonowali, że byli otwarcie śledzeni przez białoruskie KGB - mówi Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi.

Jak twierdzą obrońcy praw człowieka Alieniewicz został w więzieniu pobity, m.in. po tym, jak podczas spaceru, rzucając w ścianę śnieżkami wykonał napis "Viva anarchia". Skazany w tej samej sprawie Aliaksandr Franckiewicz dostał 3 lata kolonii karnej, a Mikalai Dziadok - 4, 5 roku. Twierdzą, że atakując ambasadę chcieli wesprzeć swoich kolegów z Rosji walczących o zaprzestanie wycinki lasu w Chimkach pod Moskwą.




Pavel Syramolatau, Artsiom Prakapenka i Jauhen Vaskovich odsiadują natomiast 7-letnie wyroki w kolonii o zaostrzonym rygorze za atak na siedzibę KGB w Bobruisku w październiku 2010 roku. Mieli rzucić w kierunku budynku dwie butelki z koktajlami Mołotowa.

Syramolatau i Prakapenka przyznali się do winy, choć twierdzą, że nie było ich intencją podpalenie budynku. Vaskovich powtarza, że nie żałuje tego co zrobił, przez co już co najmniej dwa razy lądował w więziennej izolatce. Służby więzienne dodatkowo zirytował tym, że podczas odczytywania nagany pozwolił sobie na uśmiech.

Po tych dwóch sprawach, aresztowaniach i zastraszaniach ruch anarchistyczny został na Białorusi praktycznie rozbity.

Kliknij w dowolny portret, aby przeczytać historię wybranego "politycznego":

Więcej o: