Birma: wielkie otwarcie

Birma, jeden z najbiedniejszych, najbardziej skorumpowanych i najbardziej zamkniętych krajów, uchyla drzwi dla reszty świata. Birmańczycy chcieliby, ale boją się w to uwierzyć. Dyplomaci i korporacje z całego świata zaś już przebierają nogami.

Glasnost

Dziś w Birmie odbędą się wybory uzupełniające, które mają być testem wiarygodności rozpoczętej kilka miesięcy temu przez władze odwilży. Pierwsze sankcje mogą zostać zniesione jeszcze w kwietniu, a kraj może stać się jednym z najszybciej rozwijających na świecie. Emigranci są jednak wciąż sceptyczni.

Zapraszamy do naszego przewodnika po Birmie:

- W krajach ogarniętych arabską wiosną wszyscy wiedzą kim jest Lech Wałęsa, w Birmie odwołują się do generała Wojciecha Jaruzelskiego - mówił kiedyś naszej reporterce polski dyplomata. Dla tunezyjskich czy egipskich opozycjonistów Wałęsa może być autorytetem, bo oni obalali reżimy na spektakularnych, obserwowanych przez cały świat demonstracjach. W Birmie przemiany mogą okazać się nawet bardziej znaczące, ale dzieją się po cichu, a przede wszystkim na życzenie i za zgodą reżimu. Stąd porównanie do Jaruzelskiego.

Wybory testem dobrej woli?

Glasnost zaczęła się w Birmie kilkanaście miesięcy temu. Formalnie, dzisiejsze wybory niewiele zmienią w politycznym krajobrazie Birmy zdominowanym przez wojskowych. Dla przyszłości kraju mogą mieć jednak znaczenie rewolucyjne.


Aye Chan Naing, dyrektor mającego centralę w Norwegii radia Democratic Voice of Burma (Demokratyczny Głos Birmy) w marcu po raz pierwszy od ponad 20 lat wrócił do ojczyzny. Nie został ani aresztowany, ani zaatakowany. - Po raz pierwszy dostrzegłem w tym kraju promyk nadziei. Oczywiście wciąż jest jeszcze wiele pesymizmu. Bo ludzie nie zapomną tak łatwo przeszłości - relacjonował.

W lutym ubiegłego roku, po raz pierwszy od przeprowadzonego przez wojskowych w 1962r. zamachu stanu, na czele kraju stanął cywil. Kilka miesięcy wcześniej władze zwolniły z aresztu domowego Aung San Sukk Kyi, jedną z najsłynniejszych więźniarek sumienia. Potem więzienia opuściło jeszcze kilkuset opozycjonistów.

Pojawiły się opozycyjne media, których dziennikarze wciąż sprawdzają granice swojej wolności i tolerancję cenzury. Otwarcie można już czytać Orwella i nosić koszulki z Suu Kyi, której wizerunek był wcześniej zakazany.

Wiarygodność rozpoczętej przez władzę odwilży dała właśnie Suu Kyi, która ogłosiła, że wystartuje w dzisiejszych wyborach uzupełniających. Te w 2010r. jej Narodowa Liga na rzecz Demokracji (NLD) zbojkotowała i w efekcie mało kto na świecie potraktował głosowanie na poważnie. Jeżeli teraz opozycjonistka uzna wynik wyborów, to da zielone światło Amerykanom, Europejczykom, Kanadyjczykom i Australijczykom do znoszenia sankcji, które trzymały w ostatnich dekadach Birmę w izolacji.

Jednak faktycznie głosowanie nie podważy dominującej roli armii. Wyłoni zaledwie 45 deputowanych do 664 osobowego parlamentu. Przewiduje się, że opozycyjna NLD może zdobyć od 20 do 40 mandatów. Co więcej, armia ma konstytucyjnie zagwarantowanych 25 procent miejsc w parlamencie.

I właśnie dlatego wydaje się, że jest duża szansa, że wybory będą względnie uczciwe. Nawet zwycięstwo opozycji da jej niewielką władzę, a otworzy drzwi do zniesienia sankcji. Władze zaprosiły nawet obserwatorów z Europy, USA i Azji.

Sceptycy obawiają się, że wojskowi traktują Suu Kyi instrumentalnie, jedynie by zachęcić świat do zniesienia sankcji. - Generałowie w cywilnych strojach kierują się starym birmańskim przysłowiem: oddaj setki, by zdobyć w zamian tysiące - dostrzega dziennikarz Swe Win. Odwilż nie została usankcjonowana prawnie, wynika jedynie z praktyki, a restrykcyjne przepisy wciąż obowiązują.

Myanmar pro-democracy leader Aung San Suu Kyi arrives to talk villagers as she visits a UK funded project provided by UK aid from the Department for International Development (DFID) at Pe Pin Taik village Tuesday, Jan. 31, 2012, in Myaing township, central Myanmar. (AP Photo/Khin Maung Win)

Sama Suu Kyi chłodziła nastroje, ostrzegając, że cały czas możliwy jest regres zmian. Jej marcowe przemówienie zostało wyemitowane w telewizji, ale wcześniej ocenzurowane. NLD skarżyła się na zastraszanie swoich kandydatów. Organizacje pozarządowe alarmują, że chłopom wciąż odbierana jest ziemia pod inwestycje, a na północy przedstawiciele mniejszości giną w wyniku brutalnych pacyfikacji. Więzienia opuściły setki więźniów politycznych, ale prawdopodobnie jeszcze setki są za kratami, choć nikt dokładnie nie wie ilu.

- Ważne jest, by pamiętać: że nie zależnie jak świat będzie chwalił te wybory, to będzie tylko małe zwycięstwo - podsumowuje Joshua Kurlantzik z Council on Foreign Relations.

Aung Suu Kyi podczas kampanii przed uzupełniającymi wyborami parlamentarnymi Aung Suu Kyi podczas kampanii przed uzupełniającymi wyborami parlamentarnymi Fot. Khin Maung Win AP

The Lady - najsłynniejsza więźniarka sumienia

Dla Birmańczyków symbolicznie jest niemal tym, kim dla Tybetańczyków Dalajlama. Ludzie witają ją jak gwiazdę rocka, a świat porównuje  do Mahatmy Gandhiego. Pytanie, czy poradzi sobie jako polityk.

Aung San Suu Kyi jest jedną z najsłynniejszych więźniarek sumienia, symbolem walki o demokratyczną Birmę. Z ostatnich 20 lat - 15 spędziła w areszcie domowy. W 1991 r. została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla. Jej zwolennicy nazywali ją Damą, dziś coraz częściej Matką Suu.

Jest córką bohatera narodowego, jednego z przywódców birmańskiej walki o niepodległość, gen. Aung Sana, który został zamordowany, gdy ona miała dwa lata. Studiowała w Wielkiej Brytanii, ale bezpieczne życie porzuciła pod koniec lat 80., gdy wróciła na Birmę. I już nie wyjechała. W 1988r. reżim krwawo i brutalnie rozprawił się ze strajkiem studentów, zabijając ponad 3 tysiące osób. W 1990 r. jej Narodowa Liga na rzecz Demokracji miażdżąco wygrała wybory parlamentarne. Władze jednak wyników nie uznały i wsadziły opozycjonistów za kraty.

Suu Kyi nie wyjechała nawet, gdy w Wielkiej Brytanii na raka umierał jej mąż. Władze nie chciały go wpuścić do Birmy, a ona bała się, że jeżeli wyjedzie nie pozwolą jej wrócić. W Europie zostali też jej dwaj synowie. To Suu Kyi dała światu sygnał, że deklaracje rządzących o chęci liberalizacji można traktować poważnie. Wzmocniła ich wiarygodność, gdy zgodziła się startować w wyborach, w których być może ryzykuje cały swój autorytet.

Myanmar's pro-democracy opposition leader Aung San Suu Kyi, second right, and U.S. Secretary of State Hillary Rodham Clinton, third right,   talk during a meeting in Suu Kyi's residence in Yangon, Myanmar Friday, Dec. 2, 2011.  U.S. Secretary of State Clinton and Myanmar opposition leader Suu Kyi, two of the world's most recognizable female leaders, pledged Friday to work together to bring democracy to Suu Kyi's long isolated and repressive nation.  (AP Photo/Saul Loeb, Pool)

Nie chodzi nawet o wynik, bo zwycięstwo ma praktycznie w kieszeni. Chodzi raczej o to co będzie dalej. Już dziś są tacy, którzy krytykują ją za współpracę z władzami i uważają, że w rękach wojskowych jest jedynie marionetką. Rzeczywiście siła jej przebicia w nowym parlamencie będzie marna.

Pytanie też, czy poradzi sobie w roli polityka, który będzie musiał mierzyć się z tak prozaicznymi wyzwaniami jak reforma podatkowa czy tak trudnymi jak konflikty z licznymi mniejszościami.

Wielu martwią też kłopoty ze zdrowiem 66-letniej opozycjonistki, która musiała przerwać kampanię wyborcza na kilka dni przed głosowaniem. 

"Birmański Jaruzelski"

Birmańska junta, jeden z najbardziej represyjnych reżimów na świecie, zaprowadziła kraj na skraj przepaści gospodarczej. Teraz wojskowym marzy się 'zdyscyplinowana demokracja', która nie odstrasza inwestorów zagranicznych, ale zniechęca opozycję do zbyt szerokiej aktywności.


Gdy wojskowi przejęli w 1962 r. władzę, zaczęli zaprowadzać tam socjalistyczne porządki albo jak ironizują niektórzy egzotyczną odmianę marksizmu wymieszanego z buddyzmem. Kraj uważany kiedyś za rolnicze zaplecze regionu, bogaty w kamienie szlachetne, ropę, gaz, węgiel i drewno w ciągu kilka dekad zamienili w jeden z najbiedniejszych na świecie.

I twardo swojego systemu reżimu bronili. W 1988 r. w wyniku stłumienia studenckiego buntu zginęło ponad 3 tysiące osób. Opozycjoniści trafiali do więzień na dekady, jak np. słynny komik Zarganar, który za żarty z władzy został skazany na 35 lat.

Udało im się też zbudować jeden z najbardziej skorumpowanych systemów świata, według rankingu Transparency International dotyczącego percepcji korupcji są w niechlubnej światowej trójce. Organizacje pozarządowe alarmują, że nie wiadomo jak wysokie zyski Birma albo generałowie czerpią z bogatych zasobów, ile zagraniczne korporacje płacą za udział w ich wydobyciu i ile z tego trafia do birmańskiego budżetu.

Symbolem rozpasania elit było wideo ze ślubu córki gen. Than Shwe, byłego przywódcy junty. Impreza obwieszonej brylantami panny młodej miała kosztować w sumie 50 milionów dolarów.

O esktrawagancji wojskowych świadczy również przeniesienie w 2007r. stolicy z Rangunu do zbudowanego od podstaw miasta Naypyidaw. Oficjalnie przeprowadzka wynikała z tego, że Rangun był już zbyt zatłoczony. Plotki krążą jednak, że tę decyzję zasugerował astrolog, który przewidywał atak na położony na wybrzeżu Rangun.

Wojskowi zwrócili się ku Europie i USA najprawdopodobniej dlatego, że z coraz większym niepokojem zaczęli obserwować chińską dominację w kraju. Według niektórych analityków, konieczność modernizacji mogła uzmysłowić władzom również tragedia jaka spotkała kraj po ataku cyklonu Nargis, który zabił 130 tysięcy ludzi. W efekcie, rok temu prezydentem kraju został emerytowany generał, Thein Sein, który stanął na czele pierwszego cywilnego rządu od czasu zamachu stanu.

Armii marzy się "zdyscyplinowana demokracja". Marzy im się system, w którym opozycja nie będzie zbyt roszczeniowa, a kraj otwierając się na świat wejdzie na ścieżkę dynamicznego rozwoju.

Raj inwestycyjny

Bogata w zasoby Birma może stać się jednym z najszybciej rozwijających się krajów świata. Położona między Indiami, Chinami i Tajlandią ma też ogromne znaczenie geopolityczne.

Myanmar. Pagoda Shwedagon b?d?ca symbolem narodowym Myanmaru w Narodowym Ogrodzie w Yangon In this photo taken Saturday, Oct. 23, 2010, Myanmar's landmark Shwedagon Pagoda is illuminated during the full moon day of Thadingyut lighting festival to mark the end of Buddhist Lent at Kandawgyi National Garden in Yangon, Myanmar. (AP Photo/Khin Maung Win)

Do tej pory inwestowali tam przede wszystkimi Chińczycy i Tajlandczycy, Amerykanów i Europejczyków blokowały bowiem sankcje. Birma ma rolniczy potencjał, gaz, ropę, kamienie szlachetne i drewno. Za pomyślność wyborów i wiarygodność liberalizacji trzymają więc kciuki  politycy i firmy z całego świata. Pierwsze restrykcje mogłyby zostać zniesione jeszcze w w kwietniu. Władze już zaczęły uwalniać gospodarkę i tworzyć zachęty dla inwestorów.

Rządzący wojskowi winili sankcje za tragiczną sytuację gospodarczą, ale ta była raczej wynikiem ich polityki, korupcji i nepotyzmu. Podczas gdy oni czerpali bezwstydne zyski z eksportu zasobów, jedna trzecia ludzi w kraju żyła poniżej granicy ubóstwa. Przed nimi wielkie wyzwanie modernizacyjne i dyskusja jaką ścieżką te reformy prowadzić. W kraju są już przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Jednym z pierwszych efektów liberalizacji może być rozkwit turystyki. W 2012 r. Birma wylądowała na szczytach list miejsc, które trzeba odwiedzić. M.in. dlatego, że dzięki wieloletniej izolacji od świata, dziś może się reklamować jako kraj niedotknięty jeszcze przez masową turystykę. Ale to pewnie nie potrwa długo. Bo w 2011r. Liczba turystów wzrosła o 30 proc. 800 tysięcy to wciąż niewiele w porównaniu z 19 milionami zjeżdżającymi do Tajlandii.

Raport mniejszości

Mniejszości stanowią aż 1/3 mieszkańców Birmy, niektóre o autonomię walczą od 60 lat. To jak reżim poradzi sobie z tymi konfliktami będzie również testem jego woli.

Kaczinowie, Karenowie, Szanowie, Arakanowie, Czinowie to największe z zamieszkujących Birmę mniejszości. Ale tylko jedne z bardzo wielu. Porozumienia pokojowe podpisane przez władze w ub. r. z rebeliantami zostały uznane za jeden z sukcesów i symboli nowej polityki. Wojna z Karenami należała do najdłuższych wojen partyzanckich na świecie, trwała od końca lat 40tych i niektórzy obawiają się, że może rozgorzeć na nowo.

Po za tym. w lipcu ub. r., po 17 latach zawieszenia ognia na nowo rozgorzał konflikt z mieszkającymi na północy Kaczinami (region zamknięty dla turystów). Organizacje pozarządowe alarmowały, że 75 tysięcy ludzi musiało uciekać z domów. Human Rights Watch zarzuca armii tortury i gwałty, palenie wiosek, wcielanie dzieci przed 14 rokiem życia do armii  oraz zabijanie cywilów. Birmańscy uciekinierzy w Stanach Zjednoczonych podnosili larum, że w pogoni za inwestycjami, Waszyngton może zapomnieć o losie mniejszości. Kaczinowie bronią też swoich ziem przed ekspansją chińskich inwestorów. Sytuację w regionie komplikuje też masowe wytwórstwo narkotyków, których Birma jest jednym z największych producentów na świecie.

Te napięcia i konflikty z mniejszościami to również wielkie wyzwanie dla Aung San Suu Kyi.

Więcej o: