Lis: Nie bądźmy cheerleaderem USA [PRZEGLĄD FELIETONÓW]

Lis pisze o Polakach-cheerleaderach. Żakowski o karze za ''Donald, matole...''. Król o ''ludziach, którzy mogą wszystko''. A Barbara Labuda zastanawia się: Może wziąć pod Pałac megafon i krzyknąć: Stop!? Poniedziałkowy przegląd felietonów.

Lis o cheerleaderach

Już w piątek po raz pierwszy do Polski przejedzie Barack Obama. Nadchodząca wizyta to motyw przewodni najnowszego ''Wprost''. Jak powinny się zmienić stosunki polsko-amerykańskie? Przez ponad 20 lat w relacjach Polska-USA dominowały symboliczne gesty, banały i komunały - podkreśla Tomasz Lis w poniedziałkowym otwarciu ''Wprost''.

 

I dodaje: nadszedł czas, by nasze relacje zostały zdominowane przez wspólne interesy. ''Powinniśmy się zachowywać jak sojusznik, a nie jak cheerleader. A cheerleader dość często zabiegał głównie o to, by być na zdjęciu z amerykańskim prezydentem. Tu ręka w rękę i zdjęcie w zdjęcie szli i Jarosław Kaczyński, i - jak pokazała jedna z depesz ujawnionych przez Wikileaks - Donald Tusk?' - pisze Lis. I dodaje: ''nie powinniśmy mówić, że wizyta Obamy to 'przejaw docenienia Polski'. Mamy być partnerem, a nie zabiegającym o łaski wychowawcy prymusem'' - pisze.

 

A wizy? ''Błagam, dość ględzenia o wizach. Jeśli Polacy jeżdżący do Ameryki nie będą łamali amerykańskiego prawa, to wiz nie będzie'' - podkreśla Lis.

 

Tomasz Lis komentuje w TOK FM - czytaj więcej>>

Żakowski o ''czarnej serii''

A w "GW" Żakowski o tym, jak to kara "Donald, matole...'' zapoczątkowała ''czarną serię''. Tym razem dostało się Platformie.

 

''W Białymstoku policja nakłada pięćsetzłotowe mandaty na kibiców ''okazujących lekceważenie konstytucyjnym organom'' - konkretnie premierowi - poprzez wznoszenie hasła ''Donald, matole, twój rząd obalą kibole'' - pisze Jacek Żakowski. I wylicza dalej: nalot ABW i AntyKomor.pl, odsunięcie prokuratora od śledztwa ws. tajnych więzień CIA przed przyjazdem Obamy....

 

''Blisko cztery lata minęły, od kiedy rządzi w Polsce Platforma Obywatelska, która dochodząc do władzy, obiecywała demontaż budowanego przez PiS autorytarnego państwa policyjnego. Wiele się od tego czasu w Polsce i na świecie stało i zmieniło. Wydarzenia ostatniego tygodnia sugerują jednak, że logika działania organów ścigania z czasów Ziobry i Dorna zmieniła się mniej, niż nam się wydawało, i dużo mniej, niż wolno nam było oczekiwać - pisze publicysta.

 

AntyKomor.pl zamknięty - najnowsze informacje i komentarze>>

 

Żakowski w Poranku Radia TOK FM - posłuchaj>>

Król o DSK

Wracamy do ''Wprost'' i zmiana tematu - wracamy do seksafery ostatnich miesięcy. Marcin Król, filozof i prof. UW, we ''Wprost'' zajął się ''europejską arystokracją''. Jeden z przedstawicieli - Dominique Strauss-Kahn trafił ostatnio na czoła tabloidów. - Typowe jest to, że w czasach tryumfu demokracji w cywilizacji zachodniej istnieje grupa ludzi, którzy stoją poza demokracją, poza kontrolą, którzy z racji zarabianych pieniędzy sa jak udzielni książęta i których ciemne sprawy nigdy nie wychodzą na jaw, chyba że mają po prostu pecha, jakiego miał DSK - napisał Król. Według publicysty ''tacy ludzie, jak DSK mogą wszystko''.

 

- Chyba że ich media przyłapią, ale to mało prawdopodobne, bo większość mediów należy do ich kolegów. Być księciem, ba, bogiem w demokracji, jest naturalnie ogromnie pociągające. (....) On w demokracji nie uczestniczy i jej kontroli nie podlega, o ile nie wydarzy się coś strasznego. Ci ludzie sami wykluczyli się ze społeczeństwa - powiedział filozof, zaznaczając, że i on nie cierpi przymusu adaptacji do społeczeństwa masowego, z jego - jak pisze - głupotą, owczym pędem do konsumpcji, umiłowaniem przeciętności. - Wiem, ile na tym tracę. Jednak wiem, ile na tym zyskuje demokracja. Na tym, że jesteśmy w środku, nie na zewnątrz. Sądzę, że przypadek DSK zwiastuje koniec ery książąt i bogów wymykających się demokracji - podsumował Marcin Król.

 

Labuda o polskiej frustracji

Na koniec Polska i ''Newsweek''. Co by było, gdyby pod Pałacem w kolejną miesięcznicę wziąć megafon i krzyknąć: Stop! Oddychajcie. Powoli - zastanawia się Barbara Labuda w felietonie o polskiej frustracji. Trudno się nie zgodzić.

 

- W Polsce przydałaby się jakaś terapia zbiorowa - pisze działaczka ?Solidarności? z czasów PRL. - Wyobrażam sobie, jakie to byłoby ciekawe, gdyby tak na stadionie pełnym ludzi bądź przed pałacem prezydenckim w kolejną dziesiętnicę ktoś ogłosił przez megafon: ''A teraz stop! Cisza. Oddychajcie. Powoli. Coraz wolniej i wolniej. Zamknijcie oczy. Przywołajcie zieleń i błękit, doliny kwiatów, szumiące drzewa, strumienie i oceany. Bezkres piękna i światła. Tak trwajcie''

 

Jak podkreśla Labuda, w wielu Polakach tkwią ogromne pokłady złości i frustracji. - Zatruwają życie osobiste i zbiorowe. Uzewnętrzniają się wszędzie: na ulicy (przeklinanie i grubiaństwo), w domu )przemoc słowna i fizyczna), na stadionie (bandytyzm), w internecie (ordynarne komentarze), na drodze (wyzwiska i egoistyczne zachowanie kierowców), w polityce (bezpodstawne oskarżenia, wyzwalanie i podsycanie negatywnych emocji), w mediach (złośliwe plotki i donosy w artykułach o programach) czy w Kościele katolickim (wygłaszanie jątrzących ocen i dzielenie ludzi) - pisze Labuda.

 

- (...) Te zachowania zawsze biorą się z jednego - z braku satysfakcji z własnego życia. I wówczas pojawiają się winowajcy: żydowskie parchy, czarnuchy, złodziejscy liberałowie, Ruscy... - dodaje.

 

Czytaj także blog Ewy Wanat: Zdelegalizować piłkę nożną!

DOSTĘP PREMIUM