Baczyński: Macierewicz jest przy Kaczyńskim jak Che Guevara przy Fidelu Castro lub młody Trocki przy Leninie

Redaktor naczelny "Polityki" pisze, że Antoni Macierewicz "zyskał przy Kaczyńskim rolę egzekutora, w myśl anegdotycznego powiedzonka: 'Mam Macierewicza i nie zawaham się go użyć'".

"Na pytanie, dlaczego Antoni Macierewicz może bezkarnie robić i opowiadać, co zechce, jedyna poprawna odpowiedź brzmi: bo może" - zaczyna wstępniak do "Polityki" jej redaktor naczelny Jerzy Baczyński.

Dlaczego były działacz KOR jest "faktycznie numerem 2 w partii i chyba jedynym, któremu prezes zapewnia pełny immunitet"? Za czasów opozycji Jarosław Kaczyński należał do współpracowników obecnego ministra, ale "to Macierewicz był wtedy guru". Baczyński uważa, że "zapewne coś z tej relacji mistrz-uczeń przetrwało".

Polityk jest jednym z najbardziej wyrazistych ministrów rządu PiS. Zasłynął w ostatnim czasie m.in. decyzją ws. śmigłowców Caracal, sensacjami na temat Mistrali czy ujawnieniem "wstrząsającego nagrania" ze Smoleńska. W sobotę został uhonorowany tytułem "Patrioty Roku".

Partia o "charakterze rewolucyjnym"

Teraz zaś, jak pisze publicysta, polityk "zyskał przy Kaczyńskim rolę egzekutora, w myśl anegdotycznego powiedzonka: 'Mam Macierewicza i nie zawaham się go użyć'".

"Do ważnych politycznych wynalazków Jarosława Kaczyńskiego należało nadanie partii charakteru rewolucyjnego" - pisze dalej Baczyński. Rewolucja, jego zdaniem, "komfortowo zwalnia z obowiązku debaty i przyjmowania jakichkolwiek racji od wrogów, którymi są wszyscy spoza naszego obozu. Ją się robi, a nie o niej dyskutuje".

"Pierwszy niezłomny"

W myśl takiej filozofii, "jeśli nasze cele są atrakcyjne i słuszne (np. plan Morawieckiego, repolonizacja Polski, Międzymorze, suwerenność), to słuszne są też nasze działania, a jeśli nie są (Misiewicze, aborcja), to mamy rewolucyjną odwagę, by się przyznać, i tym silniejszy mandat, aby iść dalej".

Macierewicz jest natomiast w tej wizji "pierwszym niezłomnym". "Jest przy Kaczyńskim kimś takim jak Che Guevara przy Fidelu Castro lub młody Lew Trocki przy Leninie" - ocenia naczelny tygodnika.

Cały tekst w nowej "Polityce".

DOSTĘP PREMIUM