Radni PiS z Lublina zawiadamiają prokuraturę. Uraziły ich słowa o "krętaczach" i "pajacach" na sesji

Podczas poniedziałkowej, pełnej emocji, sesji lubelskiej Rady Miasta ws. prezydenta Żuka podczas wystąpień radnych PiS doszło do buczenia i komentarzy. Słowami ''krętacze'' i ''pajace'' ma się zająć prokuratura.

W Lublinie zwołani sesję w trybie nadzwyczajnym Radę Miasta Lublina. Chodziło o sprawę wniosku CBA o wygaszenie mandatu prezydentowi Lublina. CBA zarzuca mu złamanie ustawy antykorupcyjnej. W czasie wystąpień PiS i w trakcie głosowania nad wnioskiem z sali dobiegało buczenie. Nie zabrakło również komentarzy: "krętacze", "kłamcy", "oszust", "marionetka" czy "pajace".

Radni byli w pracy

Radni czują się znieważeni jako funkcjonariusze publiczni w trakcie pełnienia obowiązków służbowych. Powołują się m.in. na art. 226 paragraf 1 Kodeksu Karnego. Przygotowali jedno, wspólne zawiadomienie.

Jest napisane w liczbie pojedynczej, ale podpisali się pod nim wszyscy radni Prawa i Sprawiedliwości.

- Wznoszono okrzyki wskazujące, że głosowanie za stwierdzeniem wygaszenia mandatu spowoduje wobec radnych sankcje nie tylko polityczne, ale dotykające osobiście i nieprzyjemnie radnych - czytamy w zawiadomieniu.

''Jezior do jeziora''

Radni cytują też inne okrzyki, które miały paść, a odnoszące się wprost do konkretnych radnych: Zdzisława Drozda - "Drozd na drzewo" czy "szmata", ale też Dariusza Jeziora - "Jezior do jeziora".

Zdaniem skarżących słowa, które padły można uznać za groźby wobec radnych zmierzające do tego, by nie poparli wniosku o wygaszenie prezydentowi mandatu.

Brak reakcji

Radni PiS mówią o agresji mieszkańców i braku reakcji przewodniczącego, który prowadził obrady.

Zawiadamiający przekonują też, że na sesji jako PiS nikogo nie prowokowali, nie wdawali się w polemiki. - Standardy, które my żeśmy przyjęli, to standardy pokojowe. Proszę zwrócić uwagę, że żaden radny z klubu Prawa i Sprawiedliwości w żaden sposób nie lżył, nie odzywał się, starał się nie prowokować, mimo, że przez trzy godziny takie stanowisko było z ambony wrzucane, za zgodą pana przewodniczącego - mówi radny Zbigniew Ławniczak.

PiS w swoim zawiadomieniu pisze też, że na ostatniej sesji mieliśmy do czynienia z "politycznym linczem, użyciem swoistej "bojówki", wspieranej i organizowanej przez przewodniczącego Rady Miasta".

Wyprosić mieszkańców z sali obrad? Na pewno nie!

Dostało się też przewodniczącemu Rady Miasta, Piotrowi Kowalczykowi, który zdaniem zawiadamiających miał się dopuścić "pomocnictwa".

Jak piszą, przewodniczący wbrew uprawnieniom nie podjął żadnych działań, "czym stworzył warunki do popełniania wyżej wskazanych przestępstw".

Zdaniem radnych, Kowalczyk mógł nie tylko upominać mieszkańców, ale też wyprosić ich z sali obrad. - Czy ktoś kiedykolwiek słyszał podczas 26 lat wolnego samorządu, by przewodniczący Rady kogokolwiek wypraszał z obrad?  Nie znam takiego samorządu w Polsce i na pewno nie będę pierwszym przewodniczącym, który będzie wyganiał mieszkańców z obrad Rady Miasta - mówi przewodniczący Piotr Kowalczyk z klubu Wspólny Lublin. - Takie mamy czasy, że trzeba się przygotować do tego typu zawiadomień - dodaje szef Rady Miasta.

To nie jedyne zawiadomienie w sprawie sesji

Oddzielne, tuż po sesji, złożył szef klubu PiS w Radzie Miasta, Tomasz Pitucha. Dotyczyło wpisu, który został zamieszczony na jego profilu na Facebooku, wpisu bardzo wulgarnego, którego ze względu na treść nie będziemy tu przytaczać - wpisu odnoszącego się do radnego, ale też jego rodziny. T.Pitucha wskazał w zawiadomieniu, że komentarz został napisany przez osobę biorącą udział w manifestacji poparcia dla prezydenta Lublina, przebywającą prawdopodobnie na sali obrad - wpisu dokonano około godz. 17, gdy trwała sesja.

 

 

DOSTĘP PREMIUM