Marek Trela, były szef stadniny w Janowie, pozwał ministra rolnictwa. Za pomówienia o ''złodziejstwo''

Chodzi o prywatny akt oskarżenia złożony w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieście przeciwko ministrowi rolnictwa, Krzysztofowi Jurgielowi. Zarzuty dotyczą słów o "złodziejstwie", które padły publicznie, w czasie wypowiedzi o powodach odwołania szefów stadnin w Janowie i Michałowie.

Marek Trela, wieloletni prezes stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim zarzuca Krzysztofowi Jurgielowi naruszenie art. 212 Kodeksu Karnego: "Kto pomawia inną osobę (...)  o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Kara jest surowsza, bo do roku więzienia w sytuacji, gdy sprawca dopuszcza się tego za pośrednictwem mediów, a tak - zdaniem Marka Treli - było w tym przypadku.

Jest też wniosek do marszałka Sejmu - w sprawie immunitetu

Oprócz prywatnego aktu oskarżenia, były prezes z Janowa wystąpił też z wnioskiem do marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego o wyrażenie zgody na pociągnięcie chronionego immunitetem K. Jurgiela do odpowiedzialności karnej.

- Dopuścił się ewidentnego pomówienia mojej osoby i zrobił to publicznie. Uważam, że tej sprawy pozostawić nie można, w żaden sposób sobie na to nie zasłużyłem. Naruszono moje dobra. Minister powiedział publicznie, w Sejmie, że odwołał nas za złodziejstwo, a to wybaczyć trudno - mówi Marek Trela. I dodaje, że liczy na to, że minister rolnictwa jest osobą honorową i sam się zrzeknie immunitetu. - Choć mam co do tego pewne wątpliwości - dodaje Trela.

Śledztwa w sprawie stadniny - w toku

Marek Trela, podobnie jak szef stadniny w Michałowie Jerzy Białobok oraz Anna Stojanowska zostali odwołani w lutym. W przypadku prezesa z Janowa, szef Agencji Nieruchomości Rolnych skierował zawiadomienie do prokuratury. Zawiadomienie dotyczyło niegospodarności w janowskiej stadninie za rządów M.Treli.

Ta sprawa wciąż jest badana - śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Jej rzecznik przekazał nam, że w śledztwie nie ma przełomu. - W sprawie niegospodarności w dalszym ciągu biegli pracują nad opinią - poinformował nas prokurator Waldemar Moncarzewski.

Śledczy z Lublina badają też inny wątek, związany ze stadniną - chodzi o przebieg tegorocznej aukcji Prode of Poland. - Trwają czynności dowodowe przesłuchania świadków - przekazał nam rzecznik prokuratury.

"Myśmy oczom własnym nie wierzyli"

Jedno z zawiadomień w sprawie aukcji złożył Marek Trela. Chodzi m.in. o licytację najdroższego konia imprezy, Emirę. Klacz najpierw została wylicytowana po raz pierwszy (ponado, że osiągnięto kwotę 550 tysięcy euro), ale po kilku chwilach wystawiono ją ponownie (225 tysięcy euro). - Nie po to przed laty budowano tę aukcję, myśmy starali się to kontynuować i cały czas naszym hasłem było to, że jest to miejsce, gdzie się uczciwie sprzedaje konie. I to legło w gruzach, w ciągu piętnastu minut. Myśmy oczom własnym nie wierzyli patrząc na to, co się dzieje - mówi nam M. Trela.

DOSTĘP PREMIUM