Damięcki o swoim nietypowym ''liście do św. Mikołaja'': Bliscy proszą mnie o bycie powściągliwym, ale czasem nie można...

- Najgorsi są nie Ci, którzy zapominają, tylko ci, którzy budują w swoich głowach prywatne muzeum, w którym nie ma tego na co są dowody - mówił w TOK FM Mateusz Damięcki, autor głośnego ''listu do świętego Mikołaja''.

Aktor Mateusz Damięcki krótko przed świętami napisał 'list do świętego Mikołaja''.

Oto jego fragment:

Poproszę najnowszy zestaw klocków lego:
"Dwóch ONR-owców kopiących czarnego"
O kij bejsbolowy z nadrukiem kotwicy
Z napisem - "Polacy Walczącej Stolicy"
W zestawie z gąbeczką do czyszczenia drewna
Bez piłki, piłeczka nie będzie potrzebna. 
Na drzwiach chcę zawiesić plakat z prezydentem
Naklejkę z premierką i z Franciszkiem Świętym
Plakietkę z inskrypcją: Śmierć wrogom narodu"
Zawieszkę na klamkę: "Nienawidzę KOD-u"
Naszywkę z napisem "Aleppo" na spodnie
Bo w szkole mówili, że teraz tak modnie” 

- Napisałem list, bo czasami człowiek musi napisać list - wyjaśnił Damięcki w ''Pierwszym Śniadaniu w TOK-u''. - Napisałem go z wewnętrznej potrzeby serca patrząc na to, co się w tej chwili dzieje. Zawsze jestem proszony przez moich najbliższych o pewnego rodzaju rozwagę i powściągliwość, ale czasami nie można - powiedział aktor w rozmowie z Piotrem Maślakiem. - W życiu nie myślałem, że nasze społeczeństwo będzie tak spolaryzowane jak w tej chwili - dodał.

- Poprzez komentarze pod listem zobaczyłem, że my, jako Polacy, bardziej podzieleni chyba być już nie możemy. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Bardzo mnie to zastanawia i bardzo smuci - dodał Damięcki. Czy to nie politycy sprawili, że zaczęliśmy się brzydko różnić? - Politycy zostali wybrani w demokratycznych wyborach - wyjaśnił aktor.

Są miejsca na świecie, gdzie jest gorzej

- Nie po to jeżdżę po świecie, żeby patrzeć tylko na ginące gatunki i wspaniałą przyrodę. Tylko również po to, aby zobaczyć jak jest. Wiem, jak potrafi być na świecie ciężko, więc cieszę się, że u nas jest jak jest. Wciąż jesteśmy panami własnego losu - dodał.

Nie wierzę w to, co się dzieje

Zdaniem Damięckiego pamięć społeczna jest krótka. - Namawiam każdego ze słuchaczy, żeby pojechać np. do Europejskiego Centrum Solidarności. Byłem tam dwukrotnie. Zdałem sobie sprawę, że informacja tam zawarta jest perfekcyjna. Wydawało mi się, że dla nas wszystkich oczywista. Cały czas nie wierzę, w to co się dzieje na moich oczach. Nasza pamięć jest bardzo krótka i musimy sobie o niej wciąż przypominać - dodał.

Niepamięć nie jest najgorsza

- Najgorsi są nie Ci, którzy zapominają, tylko ci, którzy budują w swoich głowach prywatne muzeum, w którym tego wszystkiego na co są dowody, nie ma. To jest oczywiście sprawa każdego człowieka jak będzie patrzył na historię. Nie chciałbym dla moich dzieci świata rządzonego przez teorie spiskowe, których pojawia się coraz więcej. Z jednej strony jest to, w co wierzę, z drugiej to, co dostaję od otoczenia - mówił aktor. 

Dodał: Sam po przeczytaniu kilku książek zdałem sobie sprawę, że prawdą nie jest to, co jest prawdą, tylko to, w co wierzymy. Myślałem o tym tak, że ta wiara może nam pomóc w momentach kryzysu. Dziś widzę, że to może być wykorzystywane w niebezpieczny sposób.

DOSTĘP PREMIUM