Merkel zadzwoniła do Trumpa. Co powiedziała mu ''liderka wolnego świata''?

45 minut. Tyle ile lekcja trwała rozmowa Angeli Merkel z Donaldem Trumpem. Prezydent idzie jak burza, a każdy kolejny dzień przynosi nowe, niekonieczne dobre, decyzje. Co mogła mu powiedzieć?

W ubiegłą sobotę, tydzień po objęciu rządów, prezydent  Donald Trump zadzwonił do kanclerz Angeli Merkel, okrzykniętej przez europejskie media i opinię publiczną liderką wolnego świata.

Gratulacje i dystans

Nie była to ich pierwsza rozmowa. Jeszcze w noc powyborczą kanclerz Niemiec telefonicznie pogratulowała Trumpowi sukcesu. Nie skończyło się na okrągłych słówkach. Merkel udzieliła mu lekcji o etyce w polityce, dodając, że liczy na współpracę w oparciu o poszanowanie wartości demokratycznych. Od tej pory nowy prezydent zdążył zaszokować i ją, i pozostałych europejskich partnerów zapowiedzią ''resetu'' w stosunkach z Rosją Putina, obłożeniem podatkiem wwozowym eksportów europejskich do USA, pochwałą Brexitu, proroctwem o upadku UE i osobistym atakiem na kanclerz za jej politykę uchodźczą.

Na sobotniej rozmowie ciążyła więc świeża hipoteka wzajemnego dystansu.

Szczegóły prawie 45-minutowej konwersacji nie są znane. Wydany po niej komunikat informował sucho o szerokiej palecie poruszanych tematów. Od NATO poprzez sytuację na Bliskim Wschodzie, aż po Rosję i konflikt na Ukrainie.

Uspokajająco brzmi fragment komunikatu o „fundamentalnym znaczeniu NATO” i woli pogłębiania wzajemnych stosunków.

Przyszłość sojuszu jest niezagrożona, tyle że europejscy jego członkowie będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni i zrównoważyć dotychczasowy 75-procentowy finansowy wkład USA, zwiększając swoje wydatki na obronę.

Spokojniej niż można się spodziewać

Merkel i Trump zgodzili się na większy udział członków UE w zwalczaniu terroryzmu islamskiego. Rozmowa przebiegła bardziej koncyliacyjnie niż przypuszczano. W przeciwieństwie do rozmowy telefonicznej z prezydentem Putinem, Trump rozmawiał z kanclerz w obecności swojego ministra obrony Jamesa Mattisa, zwolennika dotychczasowej roli USA jako gwaranta europejskiego bezpieczeństwa, ale i Steva Bannona, głównego swojego stratega, który niczego bardziej sobie nie życzy, jak tylko tego, by UE skręciła sobie kark. Przez wiele lat stał on na czele prawicowo-popolistycznego portalu „Breitbart News“. Rola Bannona wciąż rośnie. Najlepszy dowód: Prezydent niedawno włączył go do swojej Rady Bezpieczeństwa. 

Przyjął zaproszenie

Czy Angeli Merkel udało się przedstawić Trumpowi bardziej zniuansowany obraz globalnej sytuacji na świecie? Szczególnie jeśli chodzi o zachowanie sankcji wobec Rosji? Tego nie wiadomo, wiadomo natomiast, że prezydent USA przyjął zaproszenie niemieckiej kanclerz na szczyt G20, jaki odbędzie się w czerwcu w Hamburgu.

Nieco wcześniej, bo już w połowie lutego na konferencję bezpieczeństwa do Monachium przybędzie sekretarz obrony James Mattis. Swoją obecność na niej zaawizowało ponadto 20 senatorów i kongresmenów. Możliwe, że weźmie w niej udział także sekretarz stanu Rex Tillerson, który w jej przededniu będzie uczestniczył w szczycie ministrów spraw zagranicznych z krajów G-20 w Bonn, oraz wiceprezydent Mike Pence. Kanclerz Niemiec nie potwierdziła jeszcze swojej obecności w Monachium.

Merkel mówi o konwencjach, a Trump...

24 godziny po rozmowie telefonicznej Angela Merkel ustami swojego rzecznika krytycznie się odniosła do kontrowersyjnej decyzji Trumpa, zakazującej wjazdu do USA mieszkańcom siedmiu krajów muzułmańskich.

Jak zaznaczył rzecznik, wątek ten poruszono już przez telefon. Merkel miała udzielić prezydentowi kolejnej lekcji, tym razem z prawa międzynarodowego, przywołując konwencję o uchodźcach z Genewy, która nakłada obowiązek przyjmowania uchodźców ze względów humanitarnych.

DOSTĘP PREMIUM