Prof. Stempin: Chłód w Ankarze. Merkel w świetle kamer nawoływała Erdogana do poszanowania praw opozycji. A za oceanem...

Dyplomacja niemiecka stoi w obliczu kilku wielkich wyzwań. Niełatwa współpraca z Erdoganem, klarująca się ekipa prezydenta Trumpa. A nad wszystkim coraz bardziej realne widmo Brexitu. Sprawę analizuje prof. Arkadiusz Stempin.

Kanclerz Angela Merkel w Ankarze spotkała się z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem. Było to ich pierwsze spotkanie od ''puczu'' nad Bosforem, przeprowadzonym ostatniego lata, choć w ciągu ostatniego półtora roku obydwoje spotkali się już czterokrotnie. Minusowa temperatura (- 9 stopni) korelowała z chłodną atmosferą wizyty.

Sułtan Erdogan

Właśnie sytuacja wewnętrzna w Turcji i zapędy tureckiego prezydenta do wyrzucenia demokracji na turecki śmietnik historii i wprowadzenie systemu dyktatorskiego - w ustach Erdogana ''prezydenckiego'', choć de facto sułtanatu - uczyniły wizytę politycznym tańcem na linie.

Antydemokratyczny prezydent jest bowiem jednocześnie gwarantem porozumienia z UE o przetrzymywaniu uchodźców na swoim terytorium, za co Unia słono płaci: 6 mld euro.

Merkel broni opozycji

Niedotrzymanie porozumienia otworzyłoby jednak szeroko przed migrantami ponownie drzwi do Europy. A kolejny kryzys migracyjny mógłby w kontekście wrześniowych wyborów w Niemczech odbić się rykoszetem na wyniku wyborczym obecnej kanclerz. Nie bacząc na to, na żywo, przed kamerami, zdecydowanie wezwała Erdogana do poszanowania wolności wypowiedzi i praw opozycji.

Słowa, na które jak na zbawienie czekała turecka opozycja, obawiająca się, że wizyta, w przededniu referendum o wprowadzeniu systemu prezydenckiego przewidziana prawdopodobnie na 9 kwietnia, równa się wsparciu prezydenta przez szefową niemieckiego rządu.

Tymczasem 100 tysięcy urzędników straciło pracę, a 40 tysięcy siedzi za kratami, w oczekiwaniu na proces za wsparcie puczu.
Erdogan uwypuklił znaczenie wzajemnych interesów w zwalczaniu terroru, przede wszystkim ze strony tzw. Państwa Islamskiego (organizacji terrorystycznej stojącej za wieloma zamachami w Europie - red.).

Islam to terror czy pokój?

Nie pominął też drugiego, kontrowersyjnego wątku, dotyczącego ucieczki do Niemiec 40 oficerów, uwikłanych w pucz, gdzie złożyli wnioski azylowe. Podczas konferencji prasowej Erdogan zrewanżował się Merkel za krytykę swoich poczynań. Podczas jej wystąpienia, kiedy kanclerz użyła pojęcia „terror islamski“, przerwał jej, negując sens terminu „islamski terror", gdyż jego zdaniem „islam oznacza pokój”.

Mimo wszystko przyjazd kanclerz do Ankary mógł uświadomić Erdoganowi, że Turcja nie jest osamotniona, a tym samym skazana na nowe sojusze np. z Rosją Putina. Europejscy inwestorzy masowo wycofują się z nieprzewidywalnej Turcji, niemieccy turyści łukiem omijają kurorty w Antalyi, a trzy wiodące agencje ratingowe obniżyły ocenę wiarygodności kredytowej kraju, w tym agencja Moody's ścięła ją do poziomu śmieciowego. Wzrosły więc koszty obsługi długu publicznego, a turecka lira notuje rekordowo niskie notowania. Od początku roku 2016 straciła ona 22 procent wartości do waluty euro.

A za Atlantykiem Trump

Przed niemniej trudnym zadaniem stanął wicekanclerz i nowy minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel, (dotychczasowy szef MSZ Frank Walter Steinmeier zostanie w lutym wybrany na prezydenta Niemiec), który jako pierwszy członek gabinetu Merkel udał się po przejęciu władzy przez administrację Trumpa do Waszyngtonu i spotkał się ze swoimi odpowiednikami: sekretarzem stanu Rexem Tillersonem i wiceprezydentem Mikem Pencem. Obydwaj najwyżsi rangą członkowie administracji wyjaśnili, że USA zależy na silnej Unii Europejskiej i silnym NATO. Co stoi w sprzeczności z dotychczasowymi wypowiedziami samego Trumpa, jego euforii wobec Brexitu, obojętności wobec ewentualnego rozpadu UE i zdeprecjonowaniu NATO. I to nawet jeśli się uwzględni, że w Waszyngtonie była teraz mowa o „sprawiedliwym wnoszeniu finansowego wkładu do wspólnego bezpieczeństwa.” Niewykluczone, że uspokajające dla UE wyniki wizyty wicekanclerza Gabriela mogą iść na konto niejasnych układów sił w bezpośrednim politycznym zapleczu Trumpa.  

Pierwszy rozmówca Gabriela, szef dyplomacji Rex Tillerson, długoletni menadżer i szef największego koncernu naftowego świata, „Exxon Mobil”, który w obozie republikańskim posiada wsparcie umiarkowanych polityków, np. swojego poprzednika na urzędzie Jamesa Bakera, uchodzi za przyjacielsko nastawionego do Putina. Stojąc na czele „Exxon Mobil” przeprowadzał wspólny projekt z rosyjskim koncernem „Rosneft” na Arktyce i Syberii, za co Putina wpiął mu na klapę marynarki rosyjski medal.

Teraz może ułatwić dyktatorowi z Kremla umocnić swoje wpływy w Syrii, a właściwie na całym Bliskim Wschodzie. Wiceprezydent Mike Pence jest w przeciwieństwie do Trumpa politykiem o dużym doświadczeniu.

Jako gubernator stanu Indiana, a wcześniej kongresmen zaliczał się do konserwatywnego skrzydła w partii i zasłynął z podważania naukowych dowodów na ocieplenie klimatu ziemskiego. Wyważony w słowach, był przeciwnikiem zawieszenia wiz dla mieszkańców 7 krajów muzułmańskich.
Obydwaj, Tillerson i Pence, radykalnością swoich poglądów ustępują dwóm innym, niższym wprawdzie rangą, ale posiadającym większy wpływ na prezydenta Trumpa, Michaelowi Flynnowi i Stephenowi K. Bannonowi, którzy w przeciwieństwie do członków gabinetu nie musieli zostać zatwierdzeni przez senat. Flynn, doradca ds. bezpieczeństwa, był szefem wywiadu wojskowego Defense Intelligence Agency i ma doskonałe rozeznanie w służbach specjalnych.

Ale we krwi dwie obsesje, pierwszą, na punkcie zagrożenia islamskiego, co zmaterializowało się już w dekrecie prezydenta o dekrecie zamykającym granice dla obywateli z 7 krajów muzułmańskich.

I drugą, narcystyczną, którą dzieli z prezydentem na punkcie własnej niskiej samooceny. Co w przypadku Flynna jest pochodną ukończenia studiów licencjackich na mało prestiżowej akademii wojskowej, University of Rhode Island z kierunkiem studiów dla oficerów rezerwy. Choć później studia magisterskie zakończył na bardziej renomowanych uniwersytetach. W przeciwieństwie do prezydenta nie podziela jego prorosyjskiej opcji. Z kolei Bannon, bliski kręgom Ku-Klux-Klan, główny prezydencki strateg, oręduje za protekcjonizmem gospodarczym jako głównym celem prezydentury Trumpa.

Kto w istocie odpowiada za politykę zagraniczną USA, trzeba poczekać, by móc zweryfikować rezultaty rozmów wicekanclerza Gabriela, które będą omawiane na unijnym szczycie na Malcie.

 

DOSTĘP PREMIUM